Zamykają się za mną drzwi. Zamykam za sobą świat, ruchliwą Warszawę, ludzi biegających w pośpiechu, fatalną deszczową pogodę. Wkraczam do świata Trivento Spa, gdzie wita mnie biel, miłe dla oka kształty, nowoczesny i stonowany wystrój wnętrz. W tle dolatują dźwięki spokojnej, relaksującej muzyki. Na lewo od recepcji – chodź ciężko nazwać ten przyjemny salon recepcją – stanowisko do manicure i pedicure, dalej miejsce w którym najważniejsze są włosy – salon fryzjerski. Na prawo za szklanymi rozsuwanymi drzwiami witam część zabiegową. Zziajana wbiegłam do Trivento, teraz zaczynam czuć się spokojniej. Futurystyczny, ale ciepły wystrój wnętrza, dużo drewna, pokój do masażu z żywą ścianą z roślin – to coś, co trzeba zobaczyć.
Przede mną zabieg dotleniający na twarz, szyję i dekolt z użyciem wyjątkowych kosmetyków marki Visoanska. Nie przesadzam z tą wyjątkowością. Elżbieta Wysoczańska, bo tak nazywa się właścicielka i pomysłodawczyni marki, jako pierwsza na świecie połączyła krem i suplement diety w jeden pielęgnacyjny produkt. Kremy Visoanska zawierają cząsteczki substancji, umożliwiających niektórym roślinom przetrwanie w ekstremalnych warunkach. Substancji, które są przyswajalne przez ludzką skórę, a wpływają na wzrost jej odporności przed zewnętrznymi czynnikami i lepszą ochronę przed starzeniem. Mamy więc w produktach Pani Wysoczańskiej: ekstrakt z botanicznego ryżu, plankton z Sahelu, ekstrakt z brunatnicy rosnącej na Antarktydzie, czy peptydy z mikro- organizmów, żyjących na dnie lodowca. Wszystko ma zapewnić skórze najlepszą pielęgnację, dotlenić ją, nawilżyć, zregenerować jej komórki i stymulować syntezę kolagenu. Dodatek m.in. kwasu salicylowego, cynku, ceramidów, czy kreatyny, wspomaga walkę z problemami skóry: podrażnieniami, rumieniem, nadmierną praca gruczołów łojowych czy drobnymi krostkami i zaskórnikami.
W każdym kremie wykorzystano od 23 do 32 aktywnych składników w oparciu o 7 do 13 opatentowanych technologii. Kremy są niemal całkowicie, bo w 93% naturalnego pochodzenia, bez parabenów, syntetycznych zapachów i barwników.
Skład kosmetyków ważna sprawa, ale odczucia w trakcie i po zabiegu ważniejsze. Niespełna godzina w Trivento Spa zrelaksowała mnie niesamowicie. Wprawne dłonie kosmetyczki, tak ciepłe przy masażu twarzy, tak silne przy uciskaniu punktów na głowie, twarzy i dekolcie, pięknie pachnące kosmetykami Visoanska spowodowały, że niemal zasnęłam. Ziołowe aromaty w powietrzu, lekki zapach herbaty, lasu i cicha nastrojowa muzyka oderwała mnie od rzeczywistości. Skóra poczuła się jeszcze lepiej, lżejsza, wypoczęta. Spoglądając po wszystkim w lustro, widziałam ją mniej zmęczoną niż jeszcze chwilę temu, rozpromienioną, miękką i bardzo delikatną w dotyku.
Każda z nas raz na jakiś czas zasługuje na „naładowanie baterii”. Na coś dla siebie, na chwilę bez telefonu, komputera, bez kontaktu ze światem. Gdy w końcu ktoś zajmuje się nami i przez tą chwilę jesteśmy dla niego priorytetem. Priorytetem, o który trzeba zadbać, zrelaksować, sprawić, by myśli odpłynęły daleko, a problemy schowały się w kąt. W Trivento Spa czas stoi w miejscu. Czy pojawimy się tam po masaż, wysokiej klasy zabieg kosmetyczny czy dermatologii estetycznej, czy po nową fryzurę zapewniam, poczujemy się nieziemsko. Spotkania z ekspertami coachingu, psychologii, filozofii i medycyny niekonwencjonalnej pozwolą po odnowie ciała zadbać o odnowę ducha.
Tam, gdzie w Warszawie zamieszkał relaks - w Trivento Spa, możliwa jest równowaga umysłu, ciała i ducha.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Fot. Trivento Spa
Komentarze