Oprócz oczywistego znaczenia religijnego symbolizuje odrodzenie, rozkwit, triumf dobra nad złem. Wielkanoc zbiega się w czasie z początkiem wiosny, za którą tęsknimy znużeni już zimnem i niedoborem słońca. Dobrze, żeby te dni kojarzyły się nam wszystkim ze spokojem, radością, odpoczynkiem i ciepłem rodzinnej atmosfery. No i oczywiście ze smakowitymi aromatami przysmaków królujących na naszym stole.
Niestety, wielu kobietom nadejście Wielkanocy kojarzy się przede wszystkim z nawałem pracy- sprzątanie (ach, te generalne porządki perfekcyjnych pań domu!), zakupy i gotowanie. Trudno się cieszyć, trudno przeżywać prawdziwie głęboko duchowy wymiar świąt, kiedy musimy myśleć przede wszystkim o przygotowaniu ich odpowiedniej oprawy. Stąd stres, pośpiech, zmęczenie.
A gdyby tak w tym roku postąpić zupełnie inaczej? Machnąć ręką na urządzanie wystawnego przyjęcia dla tłumu krewnych? Tradycja to oczywiście piękna rzecz, o ile nas nie przytłacza. Spójrzmy na to tak: Wielkanoc jest dla nas, a nie my dla niej. Wrzućmy więc na luz. Przekonajmy same siebie, że da się to zrobić.
Po pierwsze, nasze mieszkanie nie musi lśnić nieskazitelną czystością. Przecież sprzątamy w nim regularnie, nie potrzebujemy więc poświęcać wielu godzin na szorowanie i pucowanie, żeby móc do niego swobodnie wpuścić gości. Zresztą oni raczej będą zajęci rozmową niż szukaniem śladów kurzu na szafie.
Po drugie, zakupy spożywcze. Jedzenia wcale nie musi być nie wiadomo jak dużo. Tylko niepotrzebnie wydamy masę pieniędzy, a część z przygotowanych potraw może się zepsuć, bo nie będziemy w stanie ich wszystkich zjeść. Stół uginający się wprost pod ciężarem smakołyków to rozwiązanie pod wszystkimi względami złe: nieekonomiczne i niezdrowe.
Po trzecie, gotowanie. Kto powiedział, że koniecznie musisz robić sama te wszystkie sałatki, ciasta, żurki? Oczywiście, smak i zapach domowych wypieków jest niepowtarzalny, ale... nie jest istotą i sensem Wielkanocy! Bo najważniejsze w nich jest przecież cieszenie się obecnością naszych bliskich, a to możemy robić, zajadając się kupnym sernikiem.
Uwolnijmy się od stereotypowego myślenia i uwierzmy, że przedświąteczne przygotowania nie muszą oznaczać ciężkiej harówki. Może zamiast myć w domu wszystkie okna, lepiej usiąść i pomóc dzieciom w malowaniu kolorowych pisanek? To bardziej je uszczęśliwi, niż krystalicznie czyste szyby, nas zresztą też.
Koniec z wielkanocnym terrorem, niech żyje wielkanocny luz!
Katarzyna Lewcun
(katarzyna.lewcun@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze