Ten spektakl oraz kreacja Marka Kality zachwyciły Sławomira Mrożka. Pokazuje najbardziej kontrowersyjną postać polskiej historii ostatnich lat – nie z perspektywy wielkich politycznych debat oraz wielkiej historii, lecz prywatnie. Generał zamknięty w osłoniętym czerwonymi kotarami pokoju swojej willi czeka na wyrok, jaki w procesie mają wydać przedstawiciele narodu. Lecz największe oskarżenie formułuje jego córka – ofiara najgroźniejszej dyktatury: domowej, rodzinnej. Bardziej niż postać tragiczną generał przypomina marionetkę rozgrywającą swój spektakl w teatrze historii. Marionetkę grającą dla siebie – własne wyobrażenie historii. Niczym lalka w gabinecie luster, którą tworzy chora wyobraźnia. Generał został sportretowany w relacjach z córką i żoną, ale też z towarzyszami władzy. Są jak dobry i zły policjant, czyli sprawna maszyna represji. On – pozujący na inteligenta z zasadami, oni – bezwzględni, cyniczni. Tak jak miniony system. Tak jak każda władza.
Swoją drogą, to intrygujące, że ten spektakl, poruszył tak bardzo polityczną strunę w naszym społeczeństwie. Wcześniej były, oczywiście, spektakle o Lechu Wałęsie czy Andrzeju Wajdzie, ale nie o tak kontrowersyjnej postaci jak Jaruzelski, który przez jednych jest uważany za kata, a przez drugich za zbawcę i polityka, który doprowadził do demokratycznego przełomu w Polsce. Pewnie dlatego takiej ciszy jak podczas sceny, kiedy Jaruzelski spotyka się z Kiszczakiem, nigdy w teatrze wcześniej nie słyszałem. Będę pamiętał ten moment do końca życia. Stałem na balkonie IMKI i słuchałem. Ależ to była cisza! – powiedział Tomasz Karolak, założyciel i dyrektor artystyczny Teatru IMKA.
Teatr Imka, Warszawa