Aguilera wraca do korzeni

Recenzja nowej płyty Christiny Aguilery Bionic
Skandalistka na pół etatu po długiej przerwie powróciła z nowym materiałem. Christina Aguilera osiem lat temu więcej odsłaniała niż zakrywała.

Później zainspirowała się jazzem i wyszła za mąż, co lekko ją uspokoiło. Wydawałoby się, że narodziny pierwszego dziecka zostaną tym wydarzeniem, które pozwoli jej opanować ogromny temperament. Otóż niekoniecznie?

O kierunku muzycznym nowego albumu artystka powiadomiła na specjalnym spotkaniu z fanami kilka lat temu. Zdecydowanie stwierdziła, że bardzo chciałaby pójść w futurystyczny pop, zadeklarowała nawet chęć współpracy z? Bjork! Później zaszyła się w studio na kilka lat, aby to 8 czerwca roku obecnego zaprezentować swój nowy album zatytułowany ?Bionic.? Wcześniej jednak świat usłyszał utwór ?Not Myself Tonight?, skoczny klubowy numer z lekko pierdzącymi uderzeniami czegoś tam, okraszony tradycyjnie dużą ilością wszelkiego rodzaju ozdobników, które Aguilera tak bardzo kocha. I w tym momencie wróciła dawno niewidziana Rozebrana (?Stripped? - tytuł płyty z 2002 roku ? przyp. aut.) pani. Teledysk nie pozostawiał wątpliwości ? piosenkarka została dobrowolnie zakneblowana, molestowała chyba wszystkich członków ekipy tanecznej, czyli bawiła się chyba całkiem dobrze. Czy słuchacze też będą się dobrze bawić przy jej nowym albumie?

Christina Aguilera obiecała płytę z dużą ilością kolaboracji wszelkiej maści. I dotrzymała słowa. Mamy tutaj święcącą triumfy na całym świecie M.I.A., jej koleżankę (klona) Santigold, Ladytron (!), a nawet przedstawicieli prostego, biesiadnego ?ałębi?, czyli takich panów jak Tricky Steward i Polow Da Don. Nie zabrakło również wieloletniej współpracowniczki Lindy Perry. Z takimi nazwiskami można się spodziewać bomby i bombę właśnie dostaliśmy! ? ?Bionic? jest w połowie żywiołowy, szybki, idealny na każdą imprezę. Problemem może być jednak straszny rozrzut stylistyczny wszystkich utworów. Nie każdy bowiem zniesie kontrast pomiędzy niezobowiązującym, promiskuitycznym ?Desnudate?, a naćpaną fantazją na temat elektro w ?Elastic Love?, mimo iż oba utwory są rewelacyjne. Na uwagę zasługuje piosenka tytułowa, jak również przekorne ?Vanity?, lirycznie zahaczające o chory autoerotyzm. I właśnie zanim przejdę do drugiej części albumu, pozwolę sobie wspomnieć o tekstach.

Aguilera pisze całkiem dobrze, co udowodniła na poprzednich dwóch albumach. Tutaj, pomimo znacznie lżejszego materiału, też nie jest źle. Niestety, nie uniknęła paru wpadek w postaci chociażby ?I Hate Boys?, które, mimo iż całkowicie przyzwoite, poziomem nie grzeszy. Gorszy konflikt pojawia się jednak w wyprodukowanym przez Le Tigre ?My Girls? z gościnnym udziałem Peaches. Wszystko jest oczywiście fajne w tym utworze, ale po pierwsze Christina już miała w swojej karierze utwór feministyczny i poradziła sobie w nim trochę lepiej. ?My Girls? jest cudownie imprezową piosenką, ale ja niekoniecznie kupuję popkulturowy feminizm spod znaku ?Seksu w wielkim mieście? oraz ?Cosmopolitan.?

Druga część płyty to ballady, które zostały umieszczone jedna po drugiej, co może zostać źle odebrane przez niektórych słuchaczy. Jakkolwiek, nasza młoda mama jest mistrzynią ballad, co udowadnia w fenomenalnym ?Lift Me Up?, które ma szansę zostać następcą ?Beautiful.? Niewątpliwym highlightem krążka są utwory stworzone wspólnie z australijską artystką o imieniu Sia, spośród których najbardziej wyróżnia się wzruszające ?I Am.?

?Bionic? wydano również w edycji zawierającej pięć dodatkowych utworów, które ? jak można było się spodziewać ? biją na głowę niektóre piosenki z podstawowej wersji albumu. I tu odkrywamy perełkę całego wydawnictwa, mianowicie ?Birds of Prey? napisane i wyprodukowane razem z popularną brytyjską grupą electropopową Ladytron. Warto nabyć rozszerzoną edycję chociażby dla tego utworu.

Różnorodność stylistyczna albumu, jak już wspomniałem, może przeszkadzać, jednakże nie sposób odmówić autorce płyty, iż w każdym stylu sprawdza się co najmniej dobrze. Miarą prawdziwego artysty jest przecież próbowanie nowych rzeczy i nieustanne rozwijanie się. Gdybym miał jednak coś do zarzucenia, przyznałbym, iż niewiele kawałków na albumie wpisuje się w futuryzm, o którym wspominała Aguilera. No i miałbym coś do powiedzenia na temat kampanii promującej ten album, jeżeli jaka w ogóle istnieje, ale to na oddzielny artykuł?

Tak oto Christina Aguilera zaprezentowała bardzo dobry popowy album, niekoniecznie zaangażowany. Świetny do zabawy, świetny do posłuchania w domu. Nie wspięła się na wyżyny swojego poprzedniego projektu, mianowicie ?Back to Basics?, ale na to trzeba będzie poczekać, bo to będzie niełatwa sztuka. Cokolwiek by nie napisać ? w dzisiejszych czasach, kiedy Rihanna i Lady GaGa zbombardowały świat tanią wersją wyuzdanego popu, dobrze, że odezwał się w tym temacie ktoś, kto ma coś do powiedzenia.

Kamil Ziomek
(kamil.ziomek@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat