W blasku świec, przy dźwięku wspomnień. „Backstreet Boys & Spice Girls” Candle Live Music

Recenzja koncertu „Backstreet Boys & Spice Girls” Candle Live Music.
Klub Sosnowy w Warszawie na chwilę przeniósł swoich gości do czasów, w których kasety magnetofonowe przewijano ołówkiem, plakaty idoli zajmowały ściany nastoletnich pokoi, a pierwsze dźwięki „Wannabe” czy „I Want It That Way” potrafiły natychmiast wywołać ekscytację.

Koncert Candle Live Music pod tytułem „Backstreet Boys & Spice Girls” był spotkaniem z popową nostalgią lat 90. i początku XXI wieku, ale podaną w zupełnie innej, zaskakująco eleganckiej i kameralnej formie.

Już sam wystrój miejsca budował wyjątkowy nastrój. Przestrzeń na scenie i przy niej wypełniały świece, których ciepłe światło odbijało się od instrumentów i tworzyło atmosferę bardziej intymnego wieczoru niż klasycznego koncertu. Nie było ogromnej sceny, laserów, telebimów ani tancerzy. Cała uwaga skupiała się na muzyce i czwórce artystów tworzących klasyczny kwartet smyczkowy: pierwszych skrzypcach, drugich skrzypcach, altówce i wiolonczeli. To właśnie ten minimalizm sprawił, że doskonale znane melodie można było usłyszeć na nowo. Program wieczoru łączył dwa muzyczne światy, które dla wielu osób dorastających w latach 90. są niemal obowiązkowym elementem ścieżki dźwiękowej młodości. Z repertuaru Spice Girls pojawiły się między innymi energetyczne „Stop” i „Wannabe”, ale także bardziej nostalgiczne i melancholijne „2 Become 1” oraz „Viva Forever”. Szczególnie te spokojniejsze utwory zyskały w smyczkowych aranżacjach nowy wymiar. Zamiast charakterystycznych głosów pięciu dziewczyn ze Spice Girls publiczność otrzymała bogactwo brzmienia instrumentów, które wydobywało z dobrze znanych melodii zupełnie inne emocje.

Nie zabrakło oczywiście największych przebojów Backstreet Boys. „As Long As You Love Me”, „Shape of My Heart”, „Everybody”, „Larger Than Life” i przede wszystkim „I Want It That Way”. Utwory wywoływały natychmiastowe reakcje publiczności. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że część słuchaczy – podobnie jak ja – śpiewała te utwory w myślach. To właśnie w tym tkwiła siła całego koncertu. Kwartet grał instrumentalnie, ale wspomnienia przyniesione przez te melodie sprawiały, że w pewnym sensie każdy z nas dopowiadał sobie brakujące słowa.

Duże wrażenie robiła energia panująca między muzykami. Mimo że mieliśmy do czynienia z kameralnym składem, nie było w tym występie sztywności ani dystansu. Spojrzenia, uśmiechy, subtelne reakcje i widoczna przyjemność ze wspólnego grania tworzyły poczucie, że artyści naprawdę uczestniczą w muzycznym dialogu. Było widać, że każdy instrument ma swoje miejsce, ale równie ważna jest chemia pomiędzy osobami na scenie. Skrzypce prowadziły melodie, altówka i wiolonczela nadawały aranżacjom głębię, a całość brzmiała momentami lekko i tanecznie, momentami zaś niemal filmowo.

Koncert miał także ciekawą emocjonalną dynamikę. Z jednej strony można było poczuć przypływ energii przy „Wannabe”, „Everybody” czy „Larger Than Life”, z drugiej zatrzymać się na chwilę przy bardziej lirycznych utworach, takich jak „Viva Forever” czy „Shape of My Heart”. W blasku świec te piosenki traciły swój typowo popowy, radiowy charakter i stawały się czymś bardziej osobistym. Być może właśnie dlatego ten format tak dobrze sprawdza się w przypadku repertuaru, który wszyscy znamy od lat. Pozwala odkurzyć emocje, które były już gdzieś zapisane w pamięci i spojrzeć na nie z zupełnie innej perspektywy.

Po tym wieczorze pozostał przede wszystkim piękny niedosyt – ten najlepszy możliwy, który pojawia się wtedy, gdy muzyka, emocje i atmosfera tworzą świat, z którego nie chce się wychodzić. Godzina koncertu minęła niemal niezauważalnie, co samo w sobie jest chyba najlepszym dowodem na to, jak udane było to spotkanie z muzyką.

„Backstreet Boys & Spice Girls” Candle Live Music nie był koncertem dla tych, którzy oczekują wiernego odtworzenia oryginalnych wersji piosenek. Był raczej muzyczną podróżą przez wspomnienia, zaproszeniem do nostalgii i dowodem na to, że wielkie popowe hity mogą doskonale odnaleźć się również w klasycznej, smyczkowej odsłonie. W blasku świec, wśród ciepłej atmosfery Klubu Sosnowego i przy energii czterech świetnie współpracujących ze sobą muzyków, przeboje Spice Girls i Backstreet Boys zabrzmiały inaczej. Dojrzalej, subtelniej, ale wciąż z tą samą emocjonalną siłą. I chyba właśnie to było najpiękniejsze w tym wieczorze: po latach wystarczyło kilka dźwięków, by znów przypomnieć sobie, dlaczego te piosenki tak mocno zapisały się w naszej pamięci.

Joanna Sieg-Ulanowicz

Fot. Materiały prasowe



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat