"Audrey w domu" Luca Dotti

Nowość wydawnicza "Audrey w domu" Luca Dotti.
przeł. Dorota Dziewońska premiera 3 marca 2016

Dziecięce wspomnienia, rodzinne anegdoty, cytaty z prywatnych listów, rysunki, skrupulatnie spisywane i gromadzone przez gwiazdę Hollywood przepisy na ulubione dania, które zapewniły jej doskonałą sylwetkę i przeszło 250 niepublikowanych wcześniej fotografii z domowego archiwum!
To wszystko składa się na wyjątkową książkę, którą porównać można jedynie z głośnymi przed kilku laty Fragmentami Marilyn Monroe.

Tym bardziej niezwykła to lektura, że ukazuje osobę zupełnie inną niż ekranowa Audrey-trzpiotka, którą wielbiły tłumy. Luca Dotti tworzy portret spełnionej matki i żony, doskonałej kucharki, wielbicielki domowego ogniska, która gotowa była porzucić czerwony dywan dla rodzinnych kolacji i przyjęć w ogrodzie. Trzon książki stanowią osadzone w rodzinnym kontekście przepisy kulinarne. Są one jednak smakowitym, ale tylko pretekstem, niecodziennym sposobem na bezprecedensowe pokazanie prawdziwego życia legendy kina, poczynając od dzieciństwa spędzonego w Holandii podczas II wojny światowej, przez karierę w Hollywood, życie aktorki, matki i żony w Rzymie, aż po ostatnie lata spędzone na podróżach po świecie w roli ambasadora UNICEF.
Audrey w domu to rodzaj intymnego albumu, barwnego patchworku pokazującego świat aktorki i tych, których kochała najbardziej – jej dzieci, przyjaciół, zwierzęta. To wyrafinowana i piękna opowieść, która rozwija się od śniadania do lunchu, od lunchu do kolacji, od kolacji do przyjęcia w ogrodzie.
Książka, która pozwala nam zajrzeć do domu Audrey przez dziurkę od klucza.

Książka Dottiego to unikalne spojrzenie na prywatne życie gwiazdy Hollywood przez pryzmat filozofii zdrowego żywienia, którą wyznawała, przejawiającej się w miłości do samodzielnej uprawy warzyw i zdobywania produktów od lokalnych hodowców.
Redbook.com

Domowa kuchnia Hepburn pozwala nam rozsmakować się w jej życiu poza światłami sceny, czerwonym dywanem i okładkami kolorowych magazynów.
Yahoo! Food

Luca Dotti – syn Audrey Hupbern z drugiego małżeństwa z włoskim psychiatrą, prof. Adreą Dottim. Z wykształcenia grafik, projektant, obecnie prowadzi pomagającą dzieciom na całym świecie Fundację im. Audrey Hepburn, stworzoną przez rodzinę aktorki już po jej śmierci, w 1994 roku. Mieszka w Rzymie z żoną i trojgiem dzieci.

Nigdy nie znałem Audrey Hepburn. Jako mały chłopiec, kiedy dziennikarze natarczywie mnie o nią wypytywali, odpowiadałem z rozdrażnieniem: „To pomyłka. Jestem synem pani Dotti”. Wybuchali wtedy śmiechem. Dla sześciolatka nie ma znaczenia, czy jego mama jest baleriną, naukowcem, aktorką, czy po prostu mamą. Wie, że jego rodzice są dobrzy w tym, co robią, i to mu wystarcza. Zresztą, historie opowiadane przez Tatę psychiatrę były dużo ciekawsze. W domu to on był w centrum uwagi, zwłaszcza w okresie gdy Mama odłożyła na bok karierę zawodową, żeby skupić się na nowej roli żony i matki.
Kiedy dorastałem, było mniej więcej tak samo. Statuetka Oscara, którego dostała za rolę w Rzymskich wakacjach, stała między książkami na półkach w bawialni w La Plaisible, naszym domu w maleńkiej szwajcarskiej wiosce Talochenaz, wraz z innymi pamiątkami takimi jak barwne szwedzkie koniki, które ze względów sentymentalnych przechowuję do tej pory. Na eksponowanym miejscu w salonie Mama postanowiła trzymać  wyrazy uznania za jej działalność humanitarną, gdyż one miały dla niej dużo większe znaczenie. Pamiętam jej reakcję, kiedy w 1992 roku Brown University przyznał jej tytuł honorowy. Nigdy nie miała możliwości studiowania, chociaż tego chciała, i była bardzo dumna z tego wyróżnienia. „Wyobrażasz sobie? – powiedziała – tytuł naukowy dla mnie, kogoś z takimi brakami w wykształceniu?
Taki stosunek do siebie jako „gwiazdy” wynikał też z jej podejścia do kina i siebie na ekranie... Nie uważała się za wielką aktorkę. Jedyne plotki z pracy, jakimi się ze mną dzieliła, dotyczyły jakichś koleżanek aktorek, które mogły imprezować całą noc, a następnego dnia, po nałożeniu makijażu i pociągnięciu łyka czegoś mocniejszego, potrafiły jakby nigdy nic wykonywać swoją pracę. Mówiła, że czasami musiała je dosłownie wyciągać z łóżka, tak jak to robiła z moim ojcem, który kiedyś przyznał: „Gdyby nie twoja mama, która prysznicami i kawą mobilizowała mnie do pracy, nigdy nie zostałbym profesorem”.
Luca Dotti, Audrey w domu, przełożyła Dorota Dziewońska



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat