Poznajmy bliżej dwie postacie z tej mikrodramaturgii: biedronkę, elegancką damę w czerwonym płaszczu i mszycę, niepozornego, ale uciążliwego gościa.
Mszyce są jak nieproszeni goście, którzy wpadają na imprezę, jedzą wszystko, co się da, a potem zostawiają bałagan. Te drobne, zielone lub czarne owady to roślinożerne szkodniki, które żywią się sokiem roślinnym. Używają specjalnych aparacików gębowych, by nakłuć roślinę i wysysać z niej „życiodajny sok”, niczym wampiry w wersji wegańskiej. Mszyce osłabiają rośliny, co hamuje ich wzrost i kwitnienie, przenoszą wirusy roślinne, wydzielają lepką substancję – spadź, która przyciąga mrówki i sprzyja rozwojowi grzybów. Niektóre mrówki hodują mszyce, chroniąc je przed drapieżnikami i „dojąc” spadź jak mleko. To taka przyjaźń z ukrytym rachunkiem do zapłaty.
Jeśli mszyca to czarny charakter, to biedronka to jej naturalny wróg – superbohaterka ogrodu. W Polsce najczęściej spotykamy biedronkę siedmiokropkę, ale istnieją dziesiątki gatunków. I nie wszystkie są czerwone! Są żółte, pomarańczowe, a nawet czarne z czerwonymi plamkami. Biedronka to drapieżnik. I to nie byle jaki – jedna larwa biedronki potrafi zjeść nawet 50 mszyc dziennie. Dorosła biedronka? Nawet 100! Dlatego ogrodnicy traktują biedronki jak naturalnych sojuszników w walce ze szkodnikami. Metaforycznie rzecz biorąc – biedronka to strażniczka harmonii. Gdy pojawia się na liściach, jakby mówiła: „Spokojnie, mam to pod kontrolą”. Nie trzeba być czarodziejem ani mieć magicznego pierścienia, by sprowadzić biedronki do swojego ogrodu. Wystarczy stworzyć im odpowiednie warunki: nie używaj chemicznych środków owadobójczych – one zabijają również pożyteczne owady, posadź koper, nagietki, rumianek, krwawnik – biedronki je uwielbiają. Zostaw trochę „dzikości” – biedronki potrzebują kryjówek na zimę (np. sterty liści, kory). Możesz też... kupić kokony biedronek w sklepach ogrodniczych!
W czasach, gdy wszystko można kupić, spryskać, wyregulować aplikacją, biedronka i mszyca przypominają nam o czymś pierwotnym – o kruchym balansie w naturze. To także metafora życia: czasem trzeba zauważyć, kto po cichu zżera naszą energię, a kto – może niezauważalnie – nas chroni. Czasem to drobiazgi, które wydają się nieistotne, robią największą różnicę. Następnym razem, gdy zobaczysz biedronkę – nie tylko pomyśl życzenie. Pomyśl też, że może właśnie uratowała Twój balkonowy pomidor przed mszycową apokalipsą.
Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)
Fot. freepik.com