Autorkę Beatę Pawlikowską znają najprawdopodobniej wszyscy: podróżniczka, tłumaczka, autorka wielu programów radiowych, ale również - pisarka. Na dodatek płodna, ponieważ na serię „Blondynka (...)” składa się ponad 30 pozycji. Dodając do tego pozostałe książki i liczne felietony - mamy obraz kogoś, kto zdecydowanie potrafi przelać swoje myśli na papier.
Styl Beaty Pawlikowskiej wciąż ewaluuje i jej najnowsze książki trafiają do coraz to szerszego grona odbiorców. Autorka posiada w swojej kolekcji kilka książek, które cechuje znaczny udział treści psychologicznych, ale warto zaznaczyć, że to nie jest jedna z nich. „Blondynka na Rio Negro” to bowiem książka zdecydowanie podróżnicza.
Jak to jest, podróżować samotnie przez blisko dwa miesiące? Więcej. Jak to jest podróżować samotnie przez blisko dwa miesiące, po kraju w którym zarówno ludzie jak i zwierzęta patrzą na Ciebie nieprzychylnie? Otóż nie jest to do końca tak. W tej części towarzyszymy autorce w wyprawie do brazylijskiego Manaus, wyprawie rzecznej - co ważniejsze. Samo to wydaje się ciężkie, kiedy dodam jeszcze, że podczas podróży kraj pustoszy brak deszczu, najprawdopodobniej ciężko będzie Wam uwierzyć. Niestety to prawda. Rytm dnia, a w zasadzie życia podróżniczki wyznaczają statki. I oczywiście ich przypłynięcie, niestety bardzo uzależnione od stanu pogody. Takie nieregularne przemieszczanie się małymi odcinkami dalej pozwala na poznanie tubylców od strony codziennego życia, bez nadmiernego udziału aparatów i ekipy telewizyjnej. Dzięki takiemu sposobowi podróżowania dowiadujemy się, że ludność wcale nie jest tak negatywnie nastawiona do obcych, a nawet potrafi być niezwykle pomocna. Przemierzając nieznane, razem z Beatą Pawlikowską, poznajemy nowych ludzi i uczymy się nowych kultur (kto by pomyślał, że kawę owszem- piją wszyscy, ale słodką jak ulepek!)
Mimo, że (uwaga! subiektywnie! :) nie byłam przekonana do książek Pani Beaty, ta zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Piękne zdjęcia, cała historia opisana w zgrabnych, choć krótkich rozdziałach, i mimo, że przejścia pomiędzy nimi mogłyby być nieco bardziej płynne, wszystko wciąż jest spójne. Czytelnik czuje się jak uczestnik wyprawy, siedząc wciąż na kanapie w swoim mieszkaniu. I o to w tym wszystkich chodzi! O podróżowanie, nie ruszając się z domu.
Roksana Stępień
(roksana.stepien@dlalejdis.pl)
Blondynka na Rio Negro, Beata Pawlikowska, Burda Książki, 2014
Komentarze