Elegancki morderca to przydomek, jaki nadano najsłynniejszemu mordercy pierwszej powojennej dekady, Władysławowi Mazurkiewiczowi. Znajomi i sąsiedzi mówili o nim, że dobrze wychowany, kulturalny, uczynny, taki wrażliwy - często jeździł na grób swojego pieska, posadził tam nawet kwiaty. Była żona - że dobry i miły, usłużny i uważający. Na zdjęciach z prokuratorskich akt wygląda jak filmowy amant. Ciemne, zaczesane do góry włosy, wyniosła mina bez cienia uśmiechu; biała koszula, krawat, dobrze skrojona ciemna marynarka. Zajmował się szeroko pojętymi interesami, ale nikt dokładnie nie wiedział, z czego tak naprawdę żyje. Krążyły pogłoski, że w czasie wojny kolaborował z gestapo, przypuszczano, że współpracuje z UB, co zapewniało mu nietykalność.
Podczas śledztwa oskarżono go o sześć morderstw. Być może było ich znacznie więcej... Jak to się stało, że mógł działać bezkarnie przez tak długi czas? Jego proces przeszedł do historii jako farsa. Pisał o nim Lucjan Wolanowski, pisał Marek Hłasko. Uwagę poświęcił mu nawet amerykański tygodnik Time. Cezary Łazarewicz rekonstruuje zbrodnie i proces Mazurkiewicza, znakomicie osadzając narrację w realiach tamtych lat i wskazując na absurdy stalinowskiego reżimu.
Premiera 18/11/2015
Komentarze