Pozycja ta, napisana nie bez powodu pod pseudonimem, wypełniona jest po brzegi stron trudnymi emocjami. Plączą się tu poczucie przywiązania do Boga, poczucie obowiązku wobec Niego i przełożonych, z poczuciem lęku przed sobą samą i grzechem. Wszystko to zamknięte za grubym i wysokim murem starego klasztoru. Zagłuszone ciszą posłuszeństwa.
Autorka już na wstępie podkreśla, że nie jest to tytuł mający na celu szkalowanie kogokolwiek. To zwyczajnie historia jej życia – jej trudnej przeszłości (w tym dzieciństwa), jej wyborów i tej codzienności w zakonie, która nie jest nam najczęściej znana, a która, jak się okazuje, ma niewiele wspólnego z chrześcijańską miłością, radością i miłosierdziem.
To opowieść o nakazie posłuszeństwa, toksycznych relacjach, wyniszczających psychicznie tradycjach, o braku szczęścia. Z miejscem na krótkie przebłyski w postaci życzliwości i przyjaźni. To opowieść o miłości, która była grzechem.
Komentarze