Lucyna i Elwira marzą o udanym wypoczynku. Mając w pamięci wakacyjny wyjazd do Grecji sprzed roku, który spełnieniem marzeń zdecydowanie nie był, tym razem postanawiają wybrać się nad polskie morze. Wszystko wydaje się znakomicie układać – domek wynajęty tanio okazuje się uroczy, pogoda – o dziwo – wymarzona, towarzystwo przyjaciółki znakomite. Jedyny problem to… nieboszczyk znaleziony w komórce. Jak bohaterki poradzą sobie z psującym beztroski nastrój faktem?
Wakacyjny czas sprzyja większemu luzowi, zabawie i niezobowiązującym lekturom. Agnieszka Jeż i Paulina Płatkowska – autorki cenione przez czytelniczki za rozbrajający humor i pokrętne, typowo kobiece spojrzenie na świat – przygotowały lekką, zabawną lekturę, którą z przyjemnością można zabrać na plażę lub ogrodowy hamak.
Historia, jak zwykle u nich, miejscami jest nieco absurdalna (jak samo życie), ale przez to wciągająca i pełna nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Jest zatem i śmiesznie, i strasznie. Taka mieszanka emocji daje gwarancję doskonałej, wakacyjnej lektury. Bohaterki powieści różnią się od siebie jak ogień i woda – Lucyna jest introwertyczną romantyczką pracującą w dziale marketingu firmy oferującej nowoczesne rozwiązania do łazienek, Elwira żywiołową, twardo stąpającą po ziemi panią psycholog i coachem.
Elwira już zupełnie zrezygnowała z tradycyjnych porad terapeutycznych i całkowicie przestawiła się na coaching. Nieprzyjazność aury i brak interesujących mężczyzn dokoła pomogły jej się zmobilizować i stworzyć program, który ułatwiał jej klientom przechodzenie przez trudne sytuacje życiowe. „Zmiana w życiu, życie w zmianie – praktyczny plan odnowy”. Chętnych nie brakowało. Elwira wpadła bowiem na świetny pomysł – wydrukowała trzy tysiące ładnych ulotek ze swoją ofertą i razem z Lusią roznosiły je po biurowcach Mordoru. „Klient na wyciągnięcie ręki – cieszyła się Elwira. – Na pewno chwyci. To jak sprzedawać paski cukrzycowe w cukierni albo plastry na placu zabaw. Zbyt gwarantowany”.
Rzeczywiście. Klienci się posypali. Lucyna uważała, że to smutne – tyle niespełnionych ludzi dokoła niej. Mija ich na wąskich uliczkach, w windzie, w stołówce, przechodząc przez parking. Chcieliby mieć pasieki na Mazurach, plantację lawendy w Prowansji, piec ekologiczne wegańskie ciasta albo szyć stroje dworskie, a muszą co rano wskakiwać w garsonkę lub garnitur, półtorej godziny przebijać się do biura, osiem godzin wpatrywać w monitor, nie przysypiać na przeciągających się zebraniach, za jedyne rozrywki mając wyjazdy integracyjne, wyprzedaże w Galerii Mokotów, abonament do siłowni i bezpłatne szczepienia przeciw grypie. Elwira zaś podchodziła do sprawy pragmatycznie. Po pierwsze, dzięki nim ma na chleb. Po drugie, jeśli przychodzą, to znaczy, że jeszcze nie jest z nimi tak źle, bo mają marzenia i wiarę w ich spełnienie. Próbowała nawet namówić Luśkę, żeby i ona się przyjrzała swojemu życiu, czy aby na pewno najbardziej na świecie kręcą ją bidety i kabiny prysznicowe, ale – jak podejrzewała – duch rewolucjonisty jeszcze się w przyjaciółce nie obudził. Może zresztą zawsze będzie sobie smacznie i nieświadomie pochrapywał? Lusia bowiem wydawała się generalnie zadowolona ze swojego życia. Z jego przewidywalności i gładkości. Metro i tramwaj co rano, kanapka kupowana w sklepie za rogiem, po- ranna kawa latte z podwójnym mlekiem, paprotka na parapecie, katalog z ofertą łazienkową cztery razy w roku, firmowy świąteczny obiad we włoskiej knajpie na Ochocie, miłe wakacje.
Wakacyjny wyjazd i jego niecodzienne okoliczności obudzą w spokojnej Lucynie bunt i potrzebę zmiany. Dzięki odcięciu się od cywilizacji, detoksowi od wszechobecnej komórki i uświadomieniu sobie kruchości ludzkiego życia kobieta zaczyna dostrzegać, że tak naprawdę nie jest szczęśliwa i postanawia zawalczyć o swoje życie.
„Wydaje mi się, że wszystko, co robię, jest miałkie i bez znaczenia. Że gdzieś zatracam swój potencjał, swoją wyrazistość, charakter, jednostkowość, a wręcz w pewnym sensie godność. Czuję się tak, jakbym zakopała swój talent i teraz nie mogła go odszukać – a nawet nie pamiętam, czym on do- kładnie był. Może Wy mi podpowiecie? A może to niedojrzałe, niepoważne, żeby trzydziestotrzyletnia córka pytała rodziców, w czym jest dobra?
Paradoksalnie znalezienie trupa w komórce znajdującej się na wynajętej posesji pomaga kobietom dojrzeć do zmian. Fatalna pomyłka, której padły ofiarą, okaże się zbawcza w skutkach, spowoduje bowiem lawinę zdarzeń, które skierują ich życie na zupełnie nieoczekiwane tory.
Jak kobiety poradzą sobie z zaistniałą sytuacją? Kim okaże się tajemniczy nieznajomy?
Agnieszka Jeż - pisarka, filolożka polska i lituanistka; przez wiele lat zawodowo zajmowała się książkami na stanowisku redaktorki i wydawczyni. W 2016 roku zadebiutowała jako autorka eseju o międzywojniu Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano oraz powieści Nie oddam szczęścia walkowerem. Od tamtej pory w polskiej literaturze obyczajowej przybyło sześć książek z jej nazwiskiem na okładce. Z genów krakowianka i góralka, urodzona i wykształcona w Warszawie, od dwudziestu lat mieszka w Sulejówku z mężem i trójką dzieci. Jeśli nie czyta lub nie pisze, spaceruje po lesie albo chodzi po górach.
Paulina Płatkowska absolwentka łódzkiego kulturoznawstwa; współautorka powieści Nie oddam szczęścia walkowerem (2016), Szczęściary (2017), Marzena M. (2017), Ciasteczko z wróżbą (2018), Niewierność (2019). Swą drogę zawodową już od czwartego roku studiów konsekwentnie prowadzi w bezpiecznej bliskości książek: nim zaczęła pisać, była korektorem, redaktorem, tłumaczem, recenzentem, wydawcą, a nawet ghostwriterem. Prywatnie żona pszczelarza-złotej rączki, mama trzech uroczych pannic, turystka-marzycielka, zapalona ogrodniczka. Mieszka w Warszawie. Od lat przyjaźnią się, dzielą literacką pasję i wspólnie piszą książki. W 2016 r. wydały pierwszą powieść „Nie oddam szczęścia walkowerem”, w 2017 powstały „Szczęściary” oraz „Marzena M”, a rok później „Ciasteczko z wróżbą”.
Edipresse Książki
ISBN: 9788381770019
stron: 320
Cena: 39,90
Premiera: 03.07.2019
Komentarze