Wycieczkę do stolicy Słowenii można potraktować jako część większej wyprawy, ale jest to też świetny cel na spontaniczny weekendowy wypad. Pociąg, samochód – własny lub uprzejmych kierowców, którzy podwiozą autostopowiczów – są różne możliwości dotarcia do Lublany. Trzeba przygotować swoją kieszeń na płacenie w euro, a uszy na słuchanie najpiękniejszego chyba języka słowiańskiego.
Lublana (po słoweńsku Ljubljana) jak cała Słowenia jest mała (to jedna z mniejszych stolic Europy), urocza i po prostu przepiękna, a położona nad rzeką Lublanicą. Po mieście bez problemu można poruszać się na piechotę. Kiedy kierowca wysadził mnie i koleżankę na obwodnicy (dojechałyśmy tam autostopem) minęło jakieś dwadzieścia minut i byłyśmy w centrum miasta. To miejscowość z bogatą historią, która ma swoje odzwierciedlenie w ciekawej architekturze, interesujących miejskich zakamarkach i wąskich uliczkach pomiędzy starymi kamienicami. Jest tam sporo klimatycznych kawiarni i smakowicie pachnących restauracji. Amatorzy wypoczynku na świeżym powietrzu mogą zrelaksować się w parkach i skwerach, których jest sporo w całym mieście.
Lublanę można zwiedzać oczywiście na własną rękę, jednak warto skorzystać z bezpłatnego projektu – www.ljubljanafreetour.com. Grupa wolontariuszy, dwa razy dziennie oprowadza chętnych turystów i podczas około dwugodzinnego spaceru dzieli się interesującymi informacjami, prezentuje interesujące miejsca. Każdy turysta na pewno znajdzie swój ulubionych zakątek, do którego będzie wracał podczas pobytu, a oto moje trzy ulubione punkty:
Warto wspomnieć również o słoweńskiej kuchni, która jest różnorodna. Widoczne są w niej wpływy z krajów sąsiedzkich, zarówno austriackie, włoskie, jak i bałkańskie. Przeważają oczywiście smaki słowiańskie. Dzięki tej rozmaitości w Lublanie można zjeść i strudel, i sporo potraw z kapusty kiszonej, i burek, a także smaczne ravioli czy polentę. Moja ulubiona potrawa to jota – zupa z fasoli i kapusty kiszonej. I nie można zapomnieć o przepysznych słoweńskich winach, zwłaszcza o Cviček, Teran.
Spanie w Lublanie wspominam z uśmiechem, dotarłyśmy tam w nocy i w centrum znalazłyśmy hostel, gdzie aż za 17 Euro nocowałyśmy w przechodnim pomieszczeniu razem z rodziną z kilkorgiem dzieci. Po jednej nieprzespanej nocy udało nam się znaleźć zaciszny hostel Dragondoss, który był sporo tańszy od poprzedniego i położony w uroczej okolicy. I właśnie to miejsce polecam!
Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze