Leszczyna i orzech włoski różnią się temperamentem, ale łączy je jedno: nie dają niczego za darmo, ale też niczego nie zabierają bez potrzeby. W ich obecności człowiek nie musi robić hałasu. Wystarczy, że słucha, czeka i zbiera wtedy, kiedy pora.
Leszczyna nie krzyczy – ale widzisz ją z daleka. Miękkie liście, smukłe gałęzie, krzew zamiast drzewa. Najczęściej rośnie na obrzeżach – tam, gdzie las przechodzi w polanę, gdzie ścieżka z ogrodu styka się z dzikością. Jest jak zielona brama do innego świata. Zakwita wcześnie – zanim pojawią się liście. Jej kotki to jedne z pierwszych znaków, że zima się kończy. Ale prawdziwa magia kryje się w jesieni. Gdy orzechy dojrzewają – ukryte w kosmatych łupinkach – cała leszczyna zaczyna tętnić życiem. Wiewiórki, sójki, dzieci z kieszeniami pełnymi liści. Orzechy laskowe to jedno z najstarszych źródeł energii dla człowieka. Kaloryczne, sycące, bogate w tłuszcze, białko, magnez. Leszczyna to też roślina wróżbiarska, zielarska, symboliczna – z jej gałęzi robi się różdżki, z kory i liści – napary na gorączkę, reumatyzm, problemy z krążeniem. Leszczyna nie rośnie tam, gdzie nie chce. Ale kiedy już się zadomowi – zostaje na długo. I zawsze przynosi więcej, niż oczekujemy.
Jeśli leszczyna jest jak zielarka z obrzeża lasu, to orzech włoski to stary filozof z ogrodu klasztornego. Rozłożysty, milczący, z ogromnymi liśćmi, które pachną mocno i specyficznie. Każdy, kto raz usiadł pod orzechem w upalny dzień, wie – że jego cień to inny cień. Głęboki. Uspokajający. Jakby drzewa mówiło: „Nie spiesz się”. Jego owoce – duże, ciężkie, zdrewniałe – dojrzewają długo. Ale warto czekać, bo orzech włoski to paliwo dla mózgu. Kwasy omega-3, witaminy z grupy B, cynk, magnez. Nie bez powodu jego wnętrze przypomina ludzkie półkule. Ktoś kiedyś powiedział, że „orzech włoski to natura, która chce, żebyś myślał”. Liście orzecha mają właściwości przeciwbakteryjne i przeciwpasożytnicze – można robić z nich napary, płukanki, kąpiele. Zielone, niedojrzałe owoce wykorzystuje się do nalewek – słynnej orzechówki, która rozgrzewa, wzmacnia i leczy żołądek. Ale orzech włoski to nie tylko apteka. To też strażnik domowego terytorium. Często sadzono go przy domach – jako symbol siły, płodności, stabilności. Czasem – z obawą, że jego energia bywa zbyt silna, zbyt dominująca.
Orzechowe drzewa nie muszą kwitnąć, żeby być ważne. Nie mają kwiatów, które zatrzymują oddech. Nie pachną latem jak lipa. Ale są. Stabilne, wyciszone, szczodre. To nie są drzewa jednego sezonu. One potrzebują czasu i dają ci czas w zamian. Przypominają, że to, co wartościowe, dojrzewa powoli i głęboko, i że trzeba umieć rozpoznać moment zbioru. Nie za wcześnie, nie za późno, bo orzech nie prosi o uwagę, on po prostu jest, by nas obdarować.
Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)
Fot. freepik.com
Komentarze