"Muza Claudela. Życie Rosalie Ścibor-Rylskiej" Thérèse Mourlevat

Nowość wydawnicza "Muza Claudela. Życie Rosalie Ścibor-Rylskiej" Thérèse Mourlevat.
„Budząca strach matka”, rozwódka, będąca obiektem pożądania wielu mężczyzn, kosmopolitka, wszędzie obca i wiecznie tęskniąca za Polską, krajem swoich przodków, muza Claudela...

Rosalie Ścibor-Rylska w biografii Thérèse Mourlevat.

Przydarzyły się jej historie, które można by uznać za wzięte wprost z najlepszych powieści sensacyjnych, na przykład kiedy udało się jej pokrzyżować plany depczącemu jej po piętach detektywowi, usiłującemu ją wciągnąć w pułapkę, a potem uciec przed człowiekiem, który pragnął ją posiąść. Była kobietą światową, klientką wielkich domów mody, panią na włościach, ale i osobą wyrzucaną z domu, zmuszoną łatać i cerować ubrania przy świetle świeczki, wreszcie więźniarką obozu. I jak tu nie dać się uwieść tak niezwykłej postaci i tak wyjątkowej drodze życiowej? I jak nie zadać sobie pytania, dlaczego konsul Paul Claudel był w niej do szaleństwa zakochany? Czy wyłącznie jej uroda i wdzięk rozbudziły w nim taką namiętność? Czy też stało się tak, ponieważ była w jego oczach, wówczas, na przełomie wieków, uosobieniem fascynującego pożegnania z przeszłością, z czasami, które usiłowała bezwiednie zatrzymać?

Była zjawiskowo piękna, budziła zachwyt i pożądanie u mężczyzn, a niechęć i zazdrość u kobiet. Lecz mimo to ani w dwóch małżeństwach, ani w płomiennym romansie, nie znalazła szczęścia. Rosalie urodziła się w 1870 roku Krakowie w polsko-angielskiej rodzinie. Ojciec, Władysław Ścibor-Rylski był gorliwym patriotą, powstańcem styczniowym, matka – Agnès Vetch pochodziła z rodziny gubernatora stanu Asam w Indiach. Rosalie żyła na skrzyżowaniu krajów, języków i kultur. Ochrzczona w Ambasadzie Brytyjskiej w Wiedniu, dzieciństwo i młodość spędziła w Angelet i Bajonnie. Później mieszkała na Reunionie, w Chinach, Holandii i Anglii, przy czym nigdy nie przestała marzyć o powrocie do Polski. Jej życie było pasmem podróży, przeprowadzek, ucieczek przed finansową ruiną, bolesnej rozłąki z synami, spełnień i rozczarowań, osobistych dramatów, a nawet skandali nieakceptowanych przez rodzinę jak rozwód i nieformalny związek z mężczyzną. Tym mężczyzną był francuski poeta i dramatopisarz, Paul Claudel. Poznali się na statku w drodze do Chin. Rosalie płynęła tam z mężem, kupcem herbacianym, a Claudel wracał na stanowisko konsula. W Chinach zostali kochankami, Rosalie w ciąży z córką Claudela powróciła do Europy, w drodze poznała mężczyznę, który potem został jej drugim mężem. Drogi Claudela i Rosalie rozeszły się na długie lata. Claudel ożenił się, miał kilkoro dzieci. Kochankowie spotkali się po latach w Paryżu, Rosalie była już po rozwodzie i miała następnego syna z drugiego małżeństwa, Claudel ją odwiedzał, zajmował się córką, utrzymywał obie, opiekował się jej synami, pomagał im znaleźć pracę. Ale miłość, która ich łączyła, pozostała platoniczna.

Podążyłam w swoich rozważaniach tropem milczącego Paula Claudela. Wydawało mi się, że czegoś się dowiem, gdy zapukam do paru drzwi, ale wszystkie okazały się zaryglowane. Dość szybko uświadomiłam sobie, jak bardzo żona i dzieci Paula musiały być obciążone tą historią. Czas, który Paul poświęcał Rosie i Louise, pieniądze, o które Rosie go prosiła, a czasem wręcz ich żądała, to były tylko najbardziej namacalne dowody czegoś przypominającego falę, która porywała go i oddalała od nich. Zdałam też sobie sprawę, jak bardzo zagubione musiały się czuć dzieci Rosie, kilkakrotnie opuszczone przez matkę. Wyjechała z Chin, zostawiając tam dwójkę najmłodszych. Potem umieściła najstarszego syna w internacie w nieznanym kraju — w Belgii. Zostawiła Louise i jej małego brata pod opieką guwernantki, a sama wyjechała z mężem na Jawę. W chwili wybuchu wojny w 1914 roku znowu była daleko. Gdy synowie dorośli, czyniła im nieuzasadnione wyrzuty, na przykład o to, że pieniądze, które jej regularnie przysyłali, docierały do niej z opóźnieniem. Krótko mówiąc, ich stosunki bywały niełatwe, mimo łączącego ich silnego uczucia.
Zrozumiałam również, jak trudno było Louise, która przez dziesięć lat myślała, że jest córką drugiego męża matki, a przez blisko dwadzieścia kolejnych — że pierwszego. Najpierw musiała się nazywać Lintner, potem Vetch. Długo ukrywano przed nią prawdę, dopiero jako dwudziestoośmioletnia osoba odkryła, że jest córką Paula Claudela. Nigdy nie mogła nosić nazwiska tego trzeciego już z kolei ojca. Musiała żyć u boku zaborczej matki, której dwaj mężowie, przez jakiś czas tak bardzo w niej zakochani, stwierdzali pewnego dnia, znalazłszy się w sytuacji, która wydawała się bez wyjścia, że ich żona nie ma najmniejszej ochoty dzielić z nimi trosk i że nie mogą już na nią liczyć.
I był Paul, pełen podziwu dla urody Rosie, dla jej dumy graniczącej z arogancją, dla jej umiejętności przejmowania we władanie miejsc i podporządkowywania sobie ludzi. Paul, który zachował w tajemnicy wspomnienie pewnej listopadowej nocy 1900 roku — nie nazywała go jeszcze wtedy Paulem i nie kładła mu ręki na ramieniu — podczas której słuchał na rufie statku jej dźwięcznego śmiechu. Ośmielił się wówczas delikatnie wyjąć z jej bujnych włosów wpięte w nie szpilki. I zobaczył, jak włosy opadają ciężko w dół i spowijają ją aż do stóp w blasku księżycowego światła. Nie wspomniał o tej scenie słowem w dzienniku, nawiązał do niej, ale bardzo oględnie, w Podziale południa. Jedynym świadkiem zdarzenia był rudy kot z wielkimi lśniącymi oczami.
Czy należy bronić Paula, który musiał dbać przez całe życie o tę drugą rodzinę: zapewniał jej środki do życia, starał się znaleźć posadę temu czy innemu dziecku, nie unikał udzielania niezbędnej pomocy najstarszemu synowi, który był misjonarzem w Chinach? A może trzeba usprawiedliwiać Rosie? Rosie ogarniętą lękiem, że zabraknie jej pieniędzy, niepotrafiącą zaakceptować małżeństwa synów, świadomą do przesady tego, co jej należne, pragnącą nadal prowadzić określony tryb życia i oczekującą, że wszyscy będą jej usługiwać? Rosie, która potrzebowała dużo czasu, by zrozumieć, że bycie matką oznacza bardziej dawać niż otrzymywać, bardziej słuchać niż żądać, dawać dziecku więcej swobody, a nie trzymać je na uwięzi.
(fragment książki)

Thérèse Mourlevat
Muza Claudela. Życie Rosalie Ścibor-Rylskiej
przeł. Małgorzata Kozłowska
w księgarniach od 21 sierpnia



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat