Pandemia była jednym z momentów, które szczególnie mocno wpłynęły na zainteresowanie świadomą pielęgnacją włosów. W mediach społecznościowych popularność zdobywały treści dotyczące równowagi PEH, porowatości, protein, humektantów czy emolientów. Konsumentki zaczęły dokładniej analizować składy kosmetyków i zastanawiać się nad tym, czego rzeczywiście potrzebują ich włosy.
Z czasem okazało się jednak, że nadmiar informacji też może komplikować pielęgnację. Gotowe schematy, zasady i podziały nie zawsze uwzględniają indywidualne potrzeby, a popularność konkretnego składnika nie oznacza jeszcze, że będzie on odpowiedni dla każdego. Dlatego dziś coraz ważniejsze staje się nie pytanie: „jaki składnik powinnam stosować?”, ale raczej: „jakiego efektu oczekuję na swoich włosach?”
Ten kierunek można opisać za pomocą trzech pojęć: prewencji, personalizacji i precyzji.
Prewencja: piękne włosy zaczynają się od ochrony
Coraz większe znaczenie ma nie tylko poprawianie wyglądu włosów, ale także ograniczanie czynników, które osłabiają ich kondycję. Wysoka temperatura, promieniowane UV, tarcie, częsta stylizacja czy niewłaściwe rozczesywanie mogą zwiększać podatność pasm na łamanie, dlatego ochrona staje się jednym z ważniejszych elementów codziennej rutyny.
Prewencja obejmuje również skórę głowy, która coraz częściej przestaje być pomijanym elementem pielęgnacji. Regularne oczyszczanie i dobór produktów do jej aktualnych potrzeb mogą mieć równie duże, a niekiedy nawet większe znaczenie niż pielęgnacja włosów na długości.
Personalizacja: potrzeba ważniejsza niż schemat
Drugim kierunkiem jest personalizacja, czyli coraz większe skupienie na indywidualnych potrzebach włosów i skóry głowy. Porowatość, rodzaj skrętu czy grubość włosa mogą być pomocnymi wskazówkami, ale same nie wystarczą do ułożenia całej pielęgnacji. Znacznie ważniejsze jest to, czego włosy potrzebują w danym momencie. Dla jednej osoby będzie to ochrona koloru, dla innej ograniczenie łamania, wygładzenie, podkreślenie skrętu albo łatwiejsze rozczesywanie. Pielęgnacja staje się więc bardziej elastyczna i oparta na aktualnym problemie, a nie na jednej etykiecie przypisanej włosom na stałe.
Precyzja: jeden produkt, konkretne zadanie
Trzecim kierunkiem jest precyzja. Konsumentki chcą wiedzieć, do czego służy kosmetyk, jak go stosować i jakiego efektu mogą po nim oczekiwać. Skład nadal ma znaczenie, ale coraz częściej pełni rolę wyjaśnienia działania produktu, a nie punktu wyjścia do wyboru. Najpierw pojawia się potrzeba, potem rozwiązanie.
Dobrym przykładem jest zapuszczanie włosów. Na pierwszy rzut oka cel wydaje się prosty – chcemy, żeby włosy były dłuższe. W praktyce znaczenie ma nie tylko sam wzrost, ale też ograniczenie łamania na długości i odpowiednie zabezpieczanie końcówek. Na takim podejściu opiera się nowa seria Grow Power marki so!flow. Została stworzona z myślą o osobach, które chcą zapuszczać włosy i jednocześnie dbać o ich kondycję. W linii znalazły się produkty przeznaczone zarówno do skóry głowy, jak i długości oraz końcówek: szampon, wcierka, odżywka bez spłukiwania i serum.
Mniej kroków, ale więcej sensu
Zmienia się także sama rutyna. Coraz większe znaczenie mają produkty o jasno określonej funkcji, które odpowiadają na konkretną potrzebę i łatwo wpisują się w codzienną pielęgnację.
Świadoma pielęgnacja nie oznacza dziś większej liczby kroków, ale lepsze decyzje. Wiedza o składach i potrzebach włosów pozostaje ważna – po prostu coraz częściej służy upraszczaniu rutyny, a nie jej rozbudowywaniu.
Fot. Vis Plantis
Informacja prasowa
Komentarze