Oolong zwany smoczą herbatą

Herbata czerwona ulungi.
Fakty i mity związane z oolongiem (ulungiem

Po pierwsze:
Ulung nazywana jest herbatą czerwoną, no i jest z tą nazwą mnóstwo kłopotów, bo niektórzy kojarzą ją raczej z Rooibosem (nie!herbatą) albo z Pu-erchem. Na domiar złego dla Chińczyków, kierujących się barwą naparu, czerwona jest herbata… czarna! Oddając jednak ulungowi sprawiedliwość – on najbardziej zasługuje na „czerwone miano” wśród herbat. Barwa ta nie dotyczy oczywiście naparu (zwykle pomarańczowego), ale suchych liści, których obrzeża podczas fermentacji nabierają właśnie czerwonawego odcienia.

Po drugie:
Ulung określany jest jako herbata półfermentowana. No i znowu kłopot. Wprawdzie podczas przetwarzania liście poddawane są procesowi utleniania (fermentacji), który „przedwcześnie” przerywany jest wysoką temperaturą, ale! No właśnie: nie zawsze dzieje się to dokładnie w połowie. Np. chiński ulung przechodzi fermentację lekką (od 12 do 15% czasu niezbędnego do całkowitego utlenienia liści) lub średnią (40%), natomiast ten tajwański poddawany jest fermentacji mocnej (od 50 do nawet 70%). Różnica w metodzie przetwarzania listków daje się łatwo odnaleźć w smaku naparów – jednym ulungom bliżej jest do niefermentowanych herbat zielonych, innym do fermentowanych naparów czarnych.

Po trzecie:
Ulung, inaczej Wulung, Oolong, bohéa, bohé, bou, to po prostu „czarny smok“, albo też „smocza herbata“. Podobno w imbryku, w trakcie parzenia, jej liście przemieniają się w… smoki. Ale czy na pewno ta baśniowa nazwa właśnie od fantazyjnych liści pochodzi? Podobno wcale nie! Podobno naprawdę było zupełnie inaczej. Otóż w XVIII wieku, pewien chiński rolnik uprawiający swoje poletko w prowincji Fujian, doglądał jak zwykle schnącej w słońcu zielonej herbaty. Aż tu nagle, znienacka pojawił się wielki czarny smok i zionąc ogniem tak wystraszył biednego chłopa, że ten wrócił po swoje  liście dopiero za kilka dni. Oczywiście zdążyły już ściemnieć, ale na szczęście nasz bohater był równie ciekawski, co strachliwy i… zaparzył sobie filiżankę tej „zepsutej” herbaty. Okazała się pyszna. I chociaż wielkim czarnym smokiem był podobno zwyczajny, trochę tylko jadowity wąż, to jednak nowa herbata zyskała potworną nazwę Wu-loong, smocza herbata.

Ciekawostka:
Ulung nazywany był „herbatą głupców”, „małpią herbatą”, „herbatą dla odważnych”, a nawet „cesarską pięknością”.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat