Nie przyjechała z Prowansji, tylko raczej z tropikalnych rewirów Ameryki Południowej. Ma temperament, ma głos, ma styl. A jak trzeba – potrafi zaszaleć jak ekipa na wiejskim weselu w środku lata. Ale uwaga: pod tą rozbuchaną powierzchownością kryje się... wrażliwa dusza.
Petunia to diwa. I jak każda diwa – wymaga. Nie będzie rosła byle gdzie, nie będzie się męczyć w cieniu ani kisić w błocie. Daj jej słońce, a rozświetli cały balkon. Posadź ją w żyznej, przepuszczalnej ziemi, a odpłaci się kaskadą kwiatów. Ale spróbuj ją zostawić w deszczu na tydzień i masz focha na cały sezon. Lubi wilgoć – ale z umiarem. Żadnych wiecznie mokrych doniczek, bo wtedy jej korzenie zaczynają się dusić jak podczas karaoke bez prądu. Podlewaj regularnie, ale z głową. Lepiej często i mało niż raz, a porządnie – bo petunia nie lubi SPA.
A nawożenie? O tak, tu jesteśmy w świecie show-biznesu. Petunia chce błyszczeć i musi mieć paliwo – najlepiej nawóz do roślin kwitnących, raz w tygodniu. Inaczej zaczyna blednąć i wyglądać jak gwiazda po zbyt długiej trasie koncertowej. Nie bój się jej przycinać. Usuwaj przekwitłe kwiaty – wtedy wchodzi na scenę nowa obsada. I znowu jest pięknie, znowu jest lato, znowu wszyscy robią zdjęcia. Petunia nie potrzebuje ciszy, medytacji, minimalizmu. Ona chce życia, kolorów, muzyki, ludzi. Chce być w centrum. A jeśli dasz jej to, czego potrzebuje – odpłaci się feerią barw, która wygląda jak święto przez całe lato.
I pamiętaj: petunia to nie dekoracja. To osobowość. Trochę szalona, trochę kapryśna, ale za to jaka spektakularna. Posadź ją raz, a już nigdy nie będziesz chciał balkonu bez niej.
Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)
Fot. freepik.com