Pojawia się i znika – facet z syndromem Mr Biga
Pamiętacie Mr Biga z serialu 'Seks w Wielkim Mieście'? Pięta Achillesowa błyskotliwej pisarki Carrie Bradshaw. Ilekroć pojawiał się na horyzoncie, Carrie porzucała swoje idealne życie, by rzucicć się w wir szalonej relacji. Może nie całkiem z własnej woli. Może naiwność jest czymś, co my kobiety posiadamy w naszych umysłach w mniejszych lub większych ilościach, a co z czasem ulatnia się lub wręcz odwrotnie – nasila. Co było w tym mężczyźnie, że najbardziej znana felietonistka Nowego Jorku, była dla niego zdolna do zdrady, do poświęcenia samej siebie i to niejednokrotnie. Bo jaka kobieta przy zdrowych zmysłach ładuje się w związek z facetem, który nie liczy się z jej uczuciami, kieruje prostym, (aż pcha się na usta – męskim!), sposobem myślenia. De facto Mr Big to super samiec, który pragnie zaspokoić swoje płytkie, pierwotne potrzeby, nie zważając na żadne, ale to żadne uczucia Carrie. Potrzebował całych dziesięciu lat, aby dotarło do jego umysłu, że kocha Bradshaw. Dziesięciu lat. Dajcie spokój, ileż można czekać, ile znosić upokorzeń z powodu jednego faceta, który niczym zmora nocna pojawia się i znika wedle swojego kaprysu. Mr Big. albo raczej 'Mr Bumerang'.
Uprzedzenia do Mr Big'a to raczej posunięcie ryzykowne – jakby nie było, został mężem Carrie i synonimem słowa 'ideał' – uprzedzenia przypominające nieco powiew taniego feministycznego buntu i przyznam szczerze, przesadzonej urazy.
Stąd właśnie, że realne kopie Mr Bi'a codziennie mijamy na ulicach, w pracy, na imprezie. Ciągle dajemy się omotać i trafiamy na manowce. Prywatne wynurzenia, sercowe bolączki to produkt sprzedający się dość tanio, jednak intuicja podpowiada mi, że temat ten warto podjąć. Ponieważ problem nie leży w tym, czy czyjeś życie uczuciowe ma się dobrze, czy też przypomina wojny napoleońskie. Problem tkwi w kobiecym umyśle.
Natura nie poskąpiła nam marzycielskiej duszy, emocjonalnych reakcji i głupoty. Dostałyśmy słabe karty. Podobno jako bardziej skomplikowane od mężczyzn istoty, powinnyśmy kierować się rozumem, nie uczuciami. A może to wymysł, tych z nas, których trzeźwe myśli nie pozwalają uaktywnić się pustym obietnicom, urojeniom i nieosiągalnym pragnieniom. Albo tych, którym ich własne wersje Mr Biga dały nieźle popalić. Dlaczego pozwalamy się wykorzystywać, wiedząc, że skończy się jak zawsze. Wierzymy, że on, który pojawia się znowu, tym razem przejrzał na oczy i widzi w nas coś więcej, niż tylko zabawkę, którą w każdej chwili może odłożyć na półkę. Dajemy wciągnąć się w gierki, nie znając zasad kolejnej rozgrywki. Pozwalamy sobie na sadomasochizm w najgorszym wydaniu.
Tylko w jakim celu? I czy jesteśmy skazane na wieczne czekanie, wmawiając sobie, że to TEN?
Patrycja Barowicz
(patrycja.barowicz@dlalejdis.pl)
Ostatnio dodane
- Miłość bez karuzeli emocjonalnych. Jak rozpoznać, że relacja jest zdrowa, a nie po prostu nudna?
- Zazdrość to nie dowód miłości. Gdzie leży granica między troską a toksyczną kontrolą?
- Syndrom ratownika w miłości. Dlaczego nie potrafimy kochać bez ciągłego naprawiania partnera?
- Jak kochać i nie stracić głowy? O zachowaniu własnych granic w wieloletnim związku
- Zakochiwanie się po przejściach: jak trauma, rozwód i trudne relacje zmieniają gotowość do miłości
- Nerwica i lęk w relacjach – dlaczego tak trudno powiedzieć bliskim, co naprawdę czujemy?
- Mit permanentnego pożądania. Dlaczego spadek libido w wieloletnim związku to biologiczna norma?
- Dlaczego tak kurczowo trzymamy się toksycznych relacji?
- Green flags w związku – na co zwrócić uwagę?
- Czy muszę zasłużyć na miłość?

Komentarze