Na początek mały test. Czy kiedykolwiek powiedziałaś do siebie takie słowa: będę z siebie zadowolona, gdy schudnę. Odpocznę, jak już wszystko ogarnę. Zasłużę na to, gdy zrobię coś innego. Najpierw muszę wiele osiągnąć.
Jeśli tak, to znaczy, że Twoje życie toczy się wokół niewidzialnej zasady, którą wypracowała sobie Twoja psychika. Ta zasada brzmi: najpierw trzeba zasłużyć – dopiero potem można czuć się wystarczającym człowiekiem. W psychologii ma to nawet nazwę. Jest to warunkowa samoakceptacja. Stan, w którym własna wartość zależy od: osiągnięć, wyglądu, produktywności, opinii innych, perfekcji, bycia potrzebnym, spełniania oczekiwań.
Problem polega na tym, że te warunki nigdy się nie kończą. Na przykład, kiedy osiągasz jeden cel, pojawia się następny. Kiedy coś udowodnisz – trzeba udowodnić więcej. A człowiek coraz bardziej zaczyna wierzyć, że sam w sobie nie jest wystarczający.
Zwróć uwagę na dzieci, one nie mają poczucia, że muszą być idealne, żeby zasłużyć na miłość. Niestety tego podejścia uczymy się latami. Czasem uczymy się tego w domu, gdzie pochwały pojawiały się głównie za wyniki, grzeczność albo sukcesy. Czasem w szkole, gdzie wartość człowieka zamieniała się w oceny i porównania. I wtedy powstaje bardzo niezdrowy, wewnętrzny schemat, który mówi Ci, że jesteś ważna, gdy dajesz, że musisz być lepsza, że nie możesz nikogo zawieść.
Przy warunkowej samoakceptacji trudno po prostu być. Pojawia się ciągłe poprawianie siebie: nawet sukces nie daje wtedy prawdziwego spokoju. Działa raczej jak chwilowy plaster.
Na moment pojawia się ulga: „Może teraz jestem wystarczający”. Ale ten stan szybko mija, bo wewnętrzny głos znajduje kolejny warunek.
Bo człowiek żyjący w warunkowej samoakceptacji nigdy nie odpoczywa psychicznie. Nawet podczas relaksu może mieć poczucie: że robi za mało, że powinien bardziej się starać, że inni radzą sobie lepiej, że jeszcze nie zasłużył na spokój. Media społecznościowe też dolewają oliwy do ognia… W świecie internetu bardzo łatwo uwierzyć, że inni: są bardziej szczęśliwi, produktywni, atrakcyjni, „ogarnięci”. Porównujemy swoje zwykłe życie do cudzych wybranych momentów. A potem pojawia się myśl: „Ja też powinnam bardziej”. I znów trzeba zasłużyć.
Przede wszystkim i najważniejsze – oddziel swoją wartość od wyników!
Masz prawo być zmęczona, słabsza, zagubiona czy niedoskonała – i nadal być wartościowym człowiekiem. Twoja wartość nie rośnie po awansie, schudnięciu czy zarobieniu odpowiedniej według Ciebie ilości pieniędzy.
Naucz się mówić do siebie inaczej! Warto zauważyć, jakim językiem zwracamy się do siebie na co dzień. Czy powiedziałabyś bliskiej osobie, że jest beznadziejna, nie może odpoczywać i musi zasłużyć na to, żeby poleżeć na kanapie? Myślę, że nie. A robisz to codziennie SOBIE.
Daj sobie prawo do bycia „nieidealną”. Nie musisz być najlepszą wersją siebie każdego dnia. Czasem człowiek potrzebuje odpoczynku, ciszy, wytchnienia, samotności, nudy.
Zacznij od pytania: „Co ja naprawdę czuję?” Osoby żyjące w trybie ciągłego udowadniania często tracą kontakt ze swoimi emocjami i potrzebami. Są skupione na tym, że coś trzeba zrobić, że trzeba idealnie wypaść, nie można zawodzić. Dlatego ważny jest powrót do siebie. Zapytaj siebie, czego potrzebujesz TERAZ, co byłoby dobre, dlaczego coś robię. Bardzo trudno jest nam przyjąć, że człowiek nie staje się wartościowy dzięki osiągnięciom.
Wartość nie pojawia się dopiero wtedy, gdy spełnisz wszystkie oczekiwania, będziesz pracowała bez błędów, będziesz chodzącym ideałem…
Nie trzeba być perfekcyjnym, żeby zasługiwać na szacunek, miłość i odpoczynek.
Czasem największy krok zaczyna się od zdania: „Nie muszę niczego udowadniać, żeby mieć prawo być sobą”.
Elżbieta Kaźmierowska
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze
Zgłoś komentarz, jeśli narusza regulamin, zawiera spam, obraźliwe treści lub inne nieodpowiednie informacje.