Gdyby rzeczywiście podjąć wyzwanie i spróbować wszystkich trunków wymienionych w książce „1001 win, których warto spróbować”, przy założeniu, że otwieralibyśmy butelkę dziennie, zajęłoby to sporo ponad dwa lata i nie ukrywajmy, kosztowałoby mały majątek. Ale, jak słusznie zauważa autor we wstępie, nie chodzi o to, żeby spróbować wszystkich win świata, ale żeby wybrać spośród nich te, które są tego warte.
No właśnie, ale jak wybrać? Często słyszymy o rocznikach, bukiecie (oczywiście zapachowym), winnicy, z której pochodzi napój czy leżakowaniu, ale jaki te wszystkie czynniki mają wpływ na jakość wina, laikowi jest bardzo trudno powiedzieć. I laikom niestety nie pomoże też „1001 win…”, bo jeśli o winie wiemy tylko tyle, że dzieli się na słodkie i wytrawne, to, żeby poznać sekrety tego szlachetnego trunku, będziemy musieli sięgnąć po inną książkę. Natomiast dla tych, którzy marzą o założeniu własnej piwniczki, chcieliby zostać somelierami, albo już co nieco o winie wiedzą i lubią poszerzać tą wiedzę poprzez kubki smakowe, książka będzie świetnym przewodnikiem.
Autor odpowiada na m.in. na pytania, dlaczego rocznik ma tak duże znaczenie, dlaczego butelka porto może leżakować 10, 20, a nawet 30 lat, ale 40 to już trochę za dużo, i dlaczego niektóre wina mogą czekać na otwarcie nawet kilkadziesiąt lat, a inne należy wypić do kilu lat od momentu produkcji. Ale „1001 win…” to książka nie tylko o winach, ale także o winnicach, regionach i o tym, jak powstaje trunek, który my dostajemy już w butelce. Dla przykładu, kanadyjskie wino lodowe zawdzięcza swoją nazwę temu, że winogrona zbierane są w grudniu lub styczniu, a wino tłoczy się z przemarzniętych owoców. Takich ciekawostek jest w „1001 win…” mnóstwo, a książkę wertuje się z przyjemnością.
Niewątpliwą zaletą przewodnika po świecie win jest także piękne wydanie, w którym informacje o winach uzupełniają zdjęcia winnic, pięknych krajobrazów, piwnic, w których dojrzewają trunki i archiwalne reklamy w urokliwym stylu retro.
Przydatnym elementem książki jest tez skala cen – od jednego kółeczka za wino poniżej 10 euro do pięciu za wino warte więcej niż 101 euro. A żeby było nam się łatwiej zorientować, na końcu „1001 win…” znajdziemy indeks napojów ułożony według cen. Oprócz tego w książce znajdziemy także indeksy regionów winiarskich i producentów oraz słownik terminów niezbędnych każdemu znawcy win.
Wśród 1001 win, których warto spróbować, znalazły się w głównej mierze wina europejskie francuskie, włoskie, hiszpańskie i niemieckie, ale nie zabrakło też win ze Stanów Zjednoczonych, krajów Ameryki Południowej, Australii, Nowej Zelandii czy RPA. Spektrum trunków jest naprawdę szerokie, a czytelnikowi nie zostaje nic innego, jak tylko próbować…
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
red. Neil Beckett, „1001 win, których warto spróbować”, Muza
Komentarze