"To co utraciłyśmy w ogniu" Mariana Enríquez

Nowość wydawnicza "To co utraciłyśmy w ogniu" Mariana Enríquez.
Tego się nie powstrzyma, powiedziała dziewczyna z metra podczas wywiadu dla pewnego programu telewizji. Proszę popatrzeć na to z drugiej, dobrej, strony, mówiła i śmiała się swoimi gadzimi ustami.

Przynajmniej nie ma już handlu kobietami, bo nikt nie chce spalonej szkarady, tak jak nie chce tych zwariowanych Argentynek, które pewnego dnia wezmą i się podpalą – a możliwe, że przy okazji i klienta też.
(…)
Te podpalenia urządzają mężczyźni, kochanieńka. Zawsze nas palili. Teraz my same się palimy. Ale nie pomrzemy: będziemy obnosić się z naszymi bliznami.

Makabryczna proza z przesłaniem
Zbiór opowiadań Mariany Enríquez charakteryzuje się atmosferą grozy, nie jest to jednak tylko  kryminał. Autorka doskonale kreuje nastroje miejsc, tworzy ciekawe postacie, ale też opisuje różnice społeczne i wykluczenie w Argentynie. Tworzy wizję świata zdominowanego przez mało inteligentnych mężczyzn, pisze o przemocy i jej skutkach. Wszystkie straszne rzeczy w jej prozie dzieją się jednak „off the page”, w naszych głowach podczas czytania, nie są wypowiedziane wprost.  Jej proza jest jednocześnie klasyczna i współczesna, polityczna, trochę feministyczna, a trochę anty-feministyczna, apatyczna, mroczna, momentami zabawna.

Płonące kobiety, które w proteście przeciwko przemocy domowej ze strony swoich mężczyzn dobrowolnie wstępują na stosy, uczennica, która wyrywa sobie rzęsy i paznokcie, koleżanka, pragnąca jej pomóc, nie podejrzewając, że wkrótce sama zacznie się okaleczać. Słynny argentyński seryjny morderca z początków XX wieku, objawiający się po blisko stu latach przewodnikowi turystycznemu, dla którego staje się inspiracją,  żyjący w internetowym świecie hikikomori, którzy tracą poczucie rzeczywistości, trójka dzieci odwiedzająca opuszczony dom, z którego jedno z nich nigdy nie wraca, pracownica społeczna, zapuszczająca się na patio sąsiada, co ma dla niej tragiczne skutki, prokurator, próbująca rozwikłać sprawę śmierci dwóch nastolatków, którzy utonęli w zatrutych wodach rzeki Riachuelo przepływającej przez dzielnicę nędzy w Buenos Aires – to tylko niektóre z postaci powołane do życia przez Marianę Enríquez na kartach jej tomu opowiadań. Ukazani na tle współczesnej Argentyny bohaterowie żyją w realnej, dobrze znanej argentyńskim czytelnikom rzeczywistości, jednak wystarczy drobne pęknięcie czy przesunięcie jednego jej elementu, by zderzyli się z niepokojącą i niewyjaśnioną tajemnicą.

Opowiadania chwilami przywodzące na myśl najlepsze teksty Cortazara, ugruntowują pozycję Mariany Enríquez jako argentyńskiej autorki literatury grozy, którą lokalna krytyka okrzyknęła „księżniczką gatunku, w którym koronę nosi Stephen King”.        

Prawa do książki sprzedały się do 20 krajów.

Mariana Enríquez
Kiedy w wieku 22 lat przyszła do wydawnictwa z mrocznym spojrzeniem zabójczyni i powieścią zapisaną w zeszycie, wydawca od razu wystawił jej czek na zakup komputera. Ubrana w wojskowe buty i kilt, z naelektryzowanymi włosami i nieodzownym papierosem zrobiła na nim ogromne wrażenie.
Urodziła się w Buenos Aires w 1973 r. Ukończyła dziennikarstwo i komunikację społeczną. Jest autorką trzech  powieści i dwóch zbiorów opowiadań. Jej twórczość porównywana jest do Alice Munro, Stephena Kinga, Edgara Allana Poe. To co utraciłyśmy w ogniu to jej debiut w Polsce. Książka ukaże się 25 stycznia nakładem Wydawnictwa Czarna Owca.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat