Dotychczas to mężczyźni górowali w kwestiach poszukiwania podniet i walki o udowadnianie swojej męskości w każdy nadażający się sposób. Fontanny wypływającego testosteronu skutecznie rozmyły obraz nowego gatunku kobiet, który konsekwentnie parł po swoje prawa. Homo sapiens kobietus seksualus, bo właśnie o nim tutaj mowa, jest nastawiony na dobrą erotyczna zabawę, wyciągnięcia z niej tyle, ile się da i powrót do domu bez zbędnego rozczulania się. Seksualna rewolucja rozpoczęta przez poprzednie pokolenia najwyraźniej dopiero dziś osiąga pełny wymiar. Niwelowanie pruderii trwało o wiele dłużej niźli chcieliby hipisi.
Zjawisko seksturystyki wśród kobiet jest stosunkowo nowe (przynajmniej w takiej skali), bo dopiero ostatnia dekada nakręciła tak koniunkturę, że tego rodzaju biznes się opłaca. Setki tysięcy spragnionych rozrywki białych kobiet z Europy czy też z Północnej Ameryki wyjeżdża do ciepłych krajów, takich jak Jamajka, Tunezja, Tajlandia czy na Karaiby, by znaleźć miłosne uniesienie w ramionach orientu. Zaskakujące w tym wszystkim jest fakt, że w grupie turystek znajduje się pewien procent kobiet zamężnych z ustabilizowaną sytuacją materialno-społeczną i uczuciową. Tłumaczą się chęcią wyrwania się od beznadziei dnia codziennego, od rutyny. Pod pretekstem samotnego regenerowania sił, wyjazdu z przyjaciółkami wyrywają się spod czujnego oka partnerów. Trudno powiedzieć, ile jest warte takie tłumaczenie, ale pocieszającym jest fakt, że dla zdeklarowanej większości małżeńskie więzi nie kończą się wraz z granicami kraju.
Kobiety opisują swoje wyjazdy jako romantyczne chwile pełne uniesień, czują się jak boginie, wielbione i adorowane przez młodych mężczyzn. Przygnębiającym jest fakt, że w tym przypadku miłość ma swoja cenę. Sponsoring zaczyna się od postawienia kolacji, drobnych prezentach, mieszkaniu w jednym pokoju, a kończąc w skrajnych przypadkach na wyjątkowo dochodowym interesie, gdzie wszystko ma swoja cenę – zależy od mężczyzny. W Internecie można przeczytać wiele relacji, jak bardzo odświeżający, leczący ducha jest taki „skok w bok”, wraca się do domu jakby nigdy nic, z naładowanymi bateriami, planując wakacje za rok. Tylko, że w przypadku kobiet samotnych uczucie za pieniądze cieszy krótko, a w przypadku mężatek zdrada to zdrada.
Seksturystyka niesie ze sobą również bardzo poważne zagrożenia, chyba najgorszymi są HIV oraz zniewolenie. Co do HIV sprawa jest oczywista i przed podjęciem tak absurdalnej decyzji jak sekswyjazd należy pamiętać, że odsetek chorych na AIDS i zarażonych wirusem HIV im dalej od Europy czy USA, a bliżej Afryki tym wyższy. Co do zniewolenia, to głównie w krajach arabskich gdzie kobieta zajmuje zupełnie inną pozycję społeczną, nagle kochaś może zechcieć zatrzymać sobie paszport sponsorki, dalszy ciąg nieszczęśliwych zdarzeń jest łatwy do przewidzenia.
Nie wydaje się, by rozwój seksturystyki zarówno u mężczyzn, jak i kobiet był dobrym sposobem na radzenie sobie z życiem codziennym. Wyjazdy i szukanie prostytutek w oriencie wydaje się zbyt skomplikowane, by mogło przynieść jakiekolwiek pozytywy. Co do tych którzy są nieugięci w postanowieniu, najlepszym sposobem, by uniknąć zagrożeń turystyki seksualnej w przypadku kobiet jest zaniechanie wyjazdu, a jeżeli już wyjazd jest nieunikniony, to przynajmniej zachowanie ograniczonego zaufania do partnera. W końcu chodzi tylko o pieniądze.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Komentarze