Historia naszego kraju widziana przez pryzmat tajnych operacji, powinna zostać napisana na nowo. Zdarzenia, pozornie od siebie oderwane, dopiero po wielu latach nabierają nowego, głębokiego sensu. Bo w świecie śmiertelnej gry wywiadowczej nic nie jest w istocie takim, jakim się̨ wydaje na pozór.
Opisane w tej książce zdarzenia decydowały o „być albo nie być” Polski – ale nie tylko. Historia udowodniła, że areną najważniejszych tajnych operacji w skali kontynentu, „stolicą szpiegów” była zawsze Warszawa.
Stworzyło ją czterech ludzi. Główny mechanik, trzydziestotrzyletni Edward Fokczyński, ukończył zaledwie cztery klasy szkoły powszechnej w Pabianicach, a potem pracował jako czeladnik ślusarki, był jednak technicznym geniuszem. Jego talent ujawnił się w 1919 roku, gdy został powołany do wojska i służył w batalionie radiotechnicznym. Wtedy właśnie poznał go młodszy o dwa lata porucznik Maksymilian Ciężki, powstaniec wielkopolski z Szamotuł, który w 1923 roku został przydzielony do wydziału niemieckiego „Dwójki”. Kiedy cztery lata później Fokczyński otworzył w Warszawie mały warsztat radiomechaniczny, Ciężki zaproponował mu współpracę przy konstruowaniu środków łączności dla wywiadu. Znalazł mu też wspólnika. Był to urodzony podobnie jak on w Wielkopolsce Antoni Palluth, zatrudniony od 1924 roku w Oddziale II Sztabu Generalnego jako specjalista od szyfrów wojskowych, a jednocześnie zdolny radiotelegrafista.
Wkrótce dołączyli do nich dwaj kolejni pasjonaci techniki – bracia Danilewiczowie. Starszy, Ludomir, miał w 1929 roku zaledwie dwadzieścia cztery lata i właśnie ukończył Politechnikę Warszawską. Młodszy, dziewiętnastoletni Leonard, był jeszcze studentem tej uczelni. Znali Pallutha z działalności w kółku krótkofalowców – on miał sygnał wywoławczy TPVA, oni – TPAV. To właśnie z połączenia tych znaków powstała nazwa firmy – AVA. Czwórka pasjonatów połączyła siły na samym początku 1929 roku. „Majątek firmy stanowiły: odstępne na lokal 5000 złotych, maszyny i narzędzia 2000 złotych, w kasie zero” – wspominał później Leonard Danilewicz. Z pomocą jednak szybko przyszła „Dwójka”, w której szefem Referatu Szyfrów Niemieckich – BS4 i zastępcą szefa Biura Szyfrów został w tym samym czasie kapitan Maksymilian Ciężki, a szefem Referatu Radiowywiadu trzydziestopięcioletni major Gwido Langner. AVA dostała zamówienia na osiem radiostacji krótkofalowych o mocy dziesięciu watów, które miały stać się zalążkiem przyszłej sieci radiowej Oddziału II. Nic dziwnego, że to właśnie do tej firmy „Dwójka” postanowiła zwrócić się z prośbą o pomoc w zbadaniu przesyłki.
Całą niedzielę Ludomir Danilewicz poświęcił na analizę Enigmy. Po rozkręceniu maszyny dokładnie zmierzył i sfotografował wszystkie jej elementy, po czym ponownie złożył w całość i oddał fachowcom z „Dwójki” do ponownego firmowego zapakowania. W poniedziałek, zgodnie z obietnicą celnika, skrzynka została odesłana do Berlina. Być może wiedza o budowie handlowej wersji Enigmy pozostałaby bezużyteczna, gdyby nie fakt, że zdarzenie to miało miejsce w szczególnym momencie. W połowie lipca 1928 roku polskie stacje radiowe monitorujące działalność niemieckiego wywiadu zaczęły przechwytywać pierwsze zaszyfrowane przez niemiecką armię depesze. Pracownicy BS4 próbowali je odczytać, jednak bezskutecznie. Było to o tyle dziwne, że polski radiowywiad dzięki osiągnięciom Jana Kowalewskiego miał od lat ogromne sukcesy w łamaniu sowieckich szyfrów, co zresztą odegrało kluczową rolę w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku.
Podobnie było wcześniej z niemieckimi kodami, tymczasem z dnia na dzień w środku lata referat BS4 stał się głuchy i ślepy. Podejrzewano, że za nowymi szyframi kryje się Enigma i kapitan Ciężki z każdym dniem nabierał przekonania, że do ich złamania trzeba będzie podejść w zupełnie nowy sposób. Wcześniej w łamaniu szyfrów główną rolę odgrywali lingwiści, którzy w procesie kryptoanalizy wyłapywali charakterystyczne cechy języka, takie jak częstość powtarzania się liter czy długość wyrazów. Tymczasem w przypadku maszynowego szyfru Enigmy analiza lingwistyczna nie przynosiła żadnych rezultatów. Kapitan Ciężki wpadł więc na pomysł, by do współpracy z „Dwójką” zaprosić matematyków.
Na początku 1929 roku na Uniwersytecie Poznańskim rozpoczął się nabór na kurs kryptologii, na który ostatecznie wybrano dwudziestu najzdolniejszych studentów matematyki. Nie wspominano im o Enigmie, jednak jednym z zadań była próba odczytania zaszyfrowanych przez nią depesz. Na potrzeby kursu „Dwójka” zajęła piwnicę w poznańskiej komendzie miasta, którą nieco pretensjonalnie nazwano „czarnym gabinetem”. Szybko okazało się, że wśród wybranej dwudziestki wyróżniają się trzej uczniowie profesora Zdzisława Krygowskiego – Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski. (…)
Andrzej Fedorowicz - dziennikarz-freelancer. Pasjonat historii techniki, wyjątkowych biografii i podróży. Historyczne dziennikarstwo śledcze to jego ulubione zajęcie. Publikował w czasopismach takich jak m.in. „Super Express”, „Focus”, „Polityka”, „Newsweek Historia”, „Uważam Rze Historia”, „Wsieci Historii”. Autor przewodnika po Wyspach Kanaryjskich (razem z Ireną Fedorowicz).
Premiera: 25.06.2019
Autor: Andrzej Fedorowicz
ISBN: 978-83-66177-62-8
Wydawnictwo Zona Zero
Ilość stron: 384 strony
Komentarze