Przejmujący, sugestywny tom, w którym obserwujemy przechodzenie pomiędzy osobistym doświadczeniem zawieszenia, daremności, przemijania a doświadczaniem metafizycznym: szukaniem sensu, Boga, swojego miejsca w świecie. Sny, które przywołują obrazy apokaliptyczne i złowieszcze — poczucie nieuchronnego kresu, odpowiedzialności za świat, które biją z tego tomu, układają się w przewrotny lament nad sobą i światem.
W tym hiperbolicznym świecie jest też trochę miejsca na inne charakterystyczne dla Mikołajewskiego motywy: rodzinę, wyraziste komentarze, przekorne pytania, pokazywanie chropowatej rzeczywistości przez epizod, detal.
kim jest każdy widzi
bóg jest galerią mokotów a jeśli
w biblii i o tym nie ma ani słowa
to tylko przez skromność natchnionego autora
bo komnat jest wiele i jest winda do nieba
i światło opada na źródło żywota
które tęczą kropelek gasi pożar słońca
przy chórze bezpłciowych aniołów za szybą
co mierzą sandały wielopłciowym pielgrzymom
Komentarze