Dyskusja o finansowaniu opieki nad dziećmi do lat trzech zwykle koncentruje się na wysokości opłat ponoszonych przez rodziców. Znacznie rzadziej porównuje się jednak pełne koszty funkcjonowania placówek publicznych z warunkami, w jakich działają żłobki niepubliczne.
A różnica jest znacząca. Z przeprowadzonej przez nas analizy danych publikowanych w systemie Emp@tia wynika, że mediana miesięcznych wydatków na funkcjonowanie jednego miejsca w placówkach publicznych przekracza 2,5 tys. zł. Nie brakuje jednak żłobków, w których koszt ten wynosi 3, 4 lub 5 tys. zł. W pojedynczych przypadkach wykazywane kwoty sięgają nawet 7 czy 9 tys. zł miesięcznie.
Jednocześnie to właśnie sektor niepubliczny zapewnia większość miejsc opieki w Polsce.
Według najnowszych pełnych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2024 roku w Polsce działało 4776 żłobków.
Placówki prowadziły:
Oznacza to, że 1293 placówki można zakwalifikować jako publiczne, natomiast 3483 jako niepubliczne. Sektor niepubliczny stanowi więc około 73 proc. wszystkich żłobków, a publiczny około 27 proc. Na jeden żłobek publiczny przypada około 2,7 placówki niepublicznej.
Warto przy tym zaznaczyć, że określenie „niepubliczne” nie oznacza wyłącznie typowej działalności komercyjnej. W tej grupie znajdują się również placówki prowadzone przez fundacje, stowarzyszenia, spółdzielnie i inne organizacje. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowana większość systemu opieki nad najmłodszymi dziećmi funkcjonuje poza sektorem samorządowym.
Świadczenie „Aktywnie w żłobku” wynosi do 1500 zł miesięcznie, a w przypadku dziecka z odpowiednim orzeczeniem o niepełnosprawności do 1900 zł. Pieniądze nie trafiają bezpośrednio do rodzica, lecz do podmiotu prowadzącego placówkę i pomniejszają należną opłatę.
Od 1 kwietnia 2026 roku do 31 marca 2027 roku maksymalny koszt pobytu pozwalający na otrzymywanie świadczenia wynosi 2200 zł miesięcznie. Do tej kwoty nie wlicza się wyżywienia.
Formalnie nie jest to ustawowy zakaz pobierania przez żłobek wyższej opłaty. Placówka może ustalić czesne przekraczające 2200 zł, ale rodzice tracą wówczas prawo do świadczenia „Aktywnie w żłobku”. W praktyce oznacza to, że limit staje się ekonomicznym sufitem, którego większość prywatnych placówek nie może przekroczyć bez ryzyka utraty klientów.
Powstaje więc pytanie: dlaczego państwo uznaje, że opłata przekraczająca 2200 zł w placówce niepublicznej jest zbyt wysoka, a jednocześnie akceptuje sytuację, w której utrzymanie miejsca w żłobku publicznym kosztuje budżet samorządu 3, 4, 5, a czasem znacznie więcej tysięcy złotych?
Jednym z możliwych rozwiązań byłoby wprowadzenie analogicznego limitu kosztu utrzymania miejsca w placówkach publicznych. Skoro 2200 zł ma być kwotą wystarczającą dla sektora niepublicznego, samorządy również mogłyby zostać zobowiązane do funkcjonowania w podobnych ramach.
Taki eksperyment bardzo szybko pokazałby, czy możliwe jest utrzymanie wysokiej jakości opieki, zatrudnienie odpowiedniej liczby pracowników, zapewnienie wyżywienia, wyposażenia, zajęć i zaplecza lokalowego za kwotę, którą państwo pośrednio narzuca prywatnym podmiotom.
Sztywny limit dla placówek publicznych mógłby jednak przynieść również negatywne skutki. Koszty zależą między innymi od wynagrodzeń, cen energii, stanu budynku, liczby dzieci, lokalizacji czy konieczności zapewnienia opieki dzieciom ze szczególnymi potrzebami. Sam fakt, że placówka wydaje więcej niż 2200 zł na miejsce, nie musi jeszcze oznaczać niegospodarności.
Niepokój powinny jednak budzić wartości skrajnie odbiegające od średniej, szczególnie gdy nie towarzyszy im jasne wyjaśnienie. Zamiast bezwzględnego limitu można byłoby wprowadzić obowiązek szczegółowego uzasadniania wydatków przekraczających określony poziom, publikowania poziomu wykorzystania miejsc oraz przeprowadzania kontroli efektywności.
Jeżeli miesięczny koszt utrzymania jednego miejsca wynosi 7 lub 9 tys. zł, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, z czego wynika taka kwota.
Drugim rozwiązaniem mogłoby być odejście od systemu opartego głównie na świadczeniu dla rodzica i wprowadzenie stałego finansowania miejsca opieki.
Punktem odniesienia może być system przedszkolny. Niepubliczne przedszkola, które nie spełniają warunków przewidzianych dla pełnego finansowania, otrzymują co do zasady dotację odpowiadającą 75 proc. podstawowej kwoty dotacji ustalanej dla przedszkoli publicznych. Przepisy przewidują również inne zasady dla placówek spełniających dodatkowe wymagania.
Podobny mechanizm można byłoby zastosować w opiece żłobkowej. Placówka niepubliczna otrzymywałaby na każde zajęte miejsce określony procent kosztu utrzymania dziecka w żłobku publicznym. Finansowanie byłoby powiązane z obowiązkiem przestrzegania standardów jakości, odpowiedniego zatrudnienia, kwalifikacji personelu oraz przejrzystego rozliczania środków.
Nie powinno to jednak oznaczać prostego przekazywania prywatnym placówkom 75 proc. dowolnie wysokich wydatków wykazywanych przez samorząd. Podstawą dotacji mogłaby być ustandaryzowana kwota uwzględniająca krajową medianę kosztów, lokalne ceny, liczbę godzin opieki oraz dodatkowe potrzeby dziecka.
Taki system byłby bardziej przewidywalny zarówno dla rodziców, jak i dla podmiotów prowadzących żłobki. Pozwalałby planować wzrost wynagrodzeń, zatrudnienie dodatkowych opiekunów, modernizację sal oraz rozwój zajęć wspierających dzieci.
Od żłobków oczekuje się coraz więcej. Mają zapewniać wykwalifikowaną kadrę, przestrzegać rozbudowanych procedur, prowadzić dokumentację, szkolić pracowników, realizować standardy opieki i tworzyć warunki wspierające rozwój dzieci.
Wszystkie te wymagania są uzasadnione. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo podnosi oczekiwania, ale jednocześnie ogranicza możliwości finansowe sektora, który prowadzi niemal trzy czwarte żłobków w kraju.
Największą część kosztów placówki stanowią wynagrodzenia. Jeżeli żłobek ma zatrudniać więcej opiekunów, ograniczać liczebność grup, zapewniać zastępstwa, finansować szkolenia i zatrzymywać doświadczonych pracowników, musi dysponować odpowiednimi środkami. Samymi przepisami nie da się stworzyć wysokiej jakości opieki.
Dziecko uczęszczające do żłobka publicznego i dziecko korzystające z placówki prywatnej mają takie same potrzeby. W obu przypadkach potrzebna jest bezpieczna przestrzeń, odpowiednia liczba opiekunów, wartościowe posiłki, materiały, wyposażenie i dobrze przygotowana kadra.
Dlatego środki publiczne powinny w większym stopniu podążać za dzieckiem, a nie być uzależnione od tego, kto prowadzi placówkę.
Można dyskutować, czy najlepszym rozwiązaniem jest limit kosztów dla samorządów, dotacja odpowiadająca 75 proc. wydatków placówki publicznej, czy jeszcze inny model. Nie można jednak ignorować podstawowego faktu: bez sektora niepublicznego obecny system opieki nad dziećmi do lat trzech nie byłby w stanie funkcjonować.
Skoro niepubliczne żłobki stanowią 73 proc. wszystkich placówek, nie powinny być traktowane jak uzupełnienie systemu. To one są jego głównym filarem.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze