Miękkie.
Sprężyste.
Lekko gumowe.
Zrobione głównie z ziemniaków i skrobi ziemniaczanej.
Gotowane w wodzie aż wypłyną na powierzchnię.
Jeżeli ktoś wychował się na polskiej kuchni, prawdopodobnie już wie, dokąd zmierza ta historia.
Przecież to brzmi jak kluski śląskie.
Tymczasem w mediach społecznościowych podobne ziemniaczane kulki robią obecnie ogromne zasięgi jako nowy, niezwykle ciekawy sposób na przygotowanie ziemniaków.
Jedna z popularnych wersji przepisu opublikowanych w internecie każe ugotować 3-4 ziemniaki, dokładnie je rozgnieść, dodać około szklanki skrobi ziemniaczanej i sól, a następnie uformować niewielkie kulki. Później wystarczy je ugotować, przełożyć do zimnej wody i polać pikantnym sosem.
W innej wersji danie otrzymało nawet nazwę „potato boba”, czyli ziemniaczane boba.
I tutaj polski internet może już poczuć lekkie déjà vu.
Tradycyjne kluski śląskie przygotowuje się z ugotowanych ziemniaków i skrobi ziemniaczanej.
Jedną z najbardziej znanych metod jest zasada „czterech części”. Ugotowane i przeciśnięte ziemniaki wyrównuje się w misce, dzieli na cztery części, jedną wyjmuje, a powstałą przestrzeń wypełnia mąką ziemniaczaną.
W wielu przepisach oznacza to około czterech części ziemniaków na jedną część skrobi. Jajko jest opcjonalne i zależy od rodzinnej receptury.
Następnie formuje się kulki, lekko je spłaszcza i robi charakterystyczne wgłębienie.
Kluski trafiają do wrzącej wody.
Kiedy wypłyną, gotuje się je jeszcze przez chwilę.
Czyli technologia wygląda podejrzanie znajomo.
Popularny obecnie przepis internetowy wygląda następująco:
ziemniaki należy ugotować, rozgnieść, połączyć ze skrobią ziemniaczaną, wyrobić gładką masę, uformować małe kulki i wrzucić je do wrzątku.
Gdy wypłyną, są gotowe.
Jedna z wersji każe gotować je około czterech minut, a później przełożyć do zimnej wody, żeby uzyskały jeszcze bardziej sprężystą konsystencję.
Różnica?
Nie robi się charakterystycznej dziurki.
A zamiast sosu pieczeniowego, rolady i modrej kapusty pojawia się często mieszanka sosu sojowego, czosnku, chili, gorącego oleju, sezamu czy szczypiorku.
Czyli można powiedzieć:
kluska śląska pojechała na wakacje do Azji i wróciła z chili oil.
Tyle że historia jest trochę bardziej skomplikowana.
Określenie „Amerykanie odkryli kluski śląskie” brzmi świetnie jako internetowy żart, ale nie jest dosłownie prawdziwe.
Po pierwsze, trend rozprzestrzenia się globalnie, a popularne filmy publikują twórcy z różnych krajów.
Po drugie, ziemniaczane kluski oczywiście nie są wyłącznie polskim wynalazkiem.
W wielu kuchniach świata istnieją potrawy przygotowywane z ziemniaków i skrobi lub mąki.
I tutaj pojawia się kolejny bardzo ciekawy trop.
W kuchni koreańskiej istnieje tradycyjna potrawa gamja-ongsimi.
„Gamja” oznacza ziemniaka, natomiast ongsimi odnosi się do niewielkich kulek przypominających jajeczka.
Tradycyjnie ziemniaki są ścierane, odciska się z nich wodę, a następnie wykorzystuje osadzającą się skrobię. Z masy powstają niewielkie ziemniaczane kluski, które gotuje się najczęściej w bulionie.
Potrawa jest szczególnie kojarzona z prowincją Gangwon w Korei.
To oznacza, że popularne w social mediach określenie „Korean potato balls” ma pewne kulinarne uzasadnienie.
Jednak viralowa wersja z ugotowanych ziemniaków, dużej ilości gotowej skrobi i pikantnego sosu nie musi być dokładnym odwzorowaniem tradycyjnego gamja-ongsimi.
To raczej kolejny przykład tego, jak internet miesza różne kuchnie i tworzy własne wersje potraw.
Dla osoby ze Stanów Zjednoczonych czy innego kraju, w którym takie ziemniaczane kluski nie są codziennym elementem domowej kuchni, połączenie ziemniaków ze skrobią może rzeczywiście wyglądać jak genialny kulinarny trik.
Dla Polaka?
Ugotowane ziemniaki.
Mąka ziemniaczana.
Kulki.
Wrzątek.
Czekamy, aż wypłyną.
Babcia na Śląsku prawdopodobnie już dawno przewinęłaby filmik dalej.
Największą różnicą pozostaje oczywiście kształt.
Klasyczna kluska śląska ma charakterystyczne wgłębienie.
Nie jest ono przypadkowe.
Świetnie zatrzymuje sos, dlatego właśnie kluski tak dobrze sprawdzają się z gulaszem, pieczenią czy roladą.
„Chewy potato balls” są najczęściej idealnie okrągłe i dopiero po ugotowaniu obtacza się je w intensywnym sosie.
Internet poszedł jednak krok dalej.
Jedna z viralowych wersji została nazwana potato boba.
Autorka przygotowała niewielkie kulki z ugotowanych ziemniaków i skrobi ziemniaczanej, ugotowała je do momentu wypłynięcia, a następnie wymieszała z ostrym sosem.
Według danych agregujących popularne rolki film z tym przepisem zdobył miliony wyświetleń.
I właśnie tutaj cały fenomen robi się szczególnie zabawny.
Bo coś, co można byłoby opisać jako:
małe kluski ziemniaczane
zostaje przedstawione jako:
potato boba.
Marketing zdecydowanie zrobił swoje.
Nie.
I warto to wyraźnie zaznaczyć.
Podobieństwo jest bardzo duże, ponieważ podstawą obu potraw są ziemniaki i skrobia, a sposób gotowania również jest zbliżony.
Różnią się jednak proporcjami, konsystencją, wielkością i sposobem podania.
W viralowych przepisach często dodaje się znacznie więcej skrobi, żeby uzyskać bardzo ciągnącą i sprężystą konsystencję.
Niektóre receptury zamiast skrobi ziemniaczanej wykorzystują nawet skrobię tapiokową.
W przypadku tradycyjnych klusek śląskich nadmiar mąki ziemniaczanej nie jest pożądany, ponieważ kluski mogą stać się zbyt twarde i gumowate.
Czyli dokładnie ta „chewiness”, którą internet przedstawia jako największą zaletę nowej potrawy, dla polskiej gospodyni mogłaby być sygnałem, że ktoś przesadził z mąką.
Cała historia robi się jeszcze zabawniejsza, gdy spojrzymy na jedną z tradycyjnych nazw.
Kluski śląskie określane są także jako gumiklyjzy.
Nazwa odnosi się właśnie do ich charakterystycznej, lekko sprężystej konsystencji.
Czyli zanim internet zachwycił się „chewy potato balls”, na Śląsku od pokoleń jedzono swoje „gumowe kluski”.
Tyle że nikt nie dodawał do nich hashtagu #PotatoBoba.
To nie pierwszy taki przypadek.
Potrawa znana od pokoleń w jednej części świata trafia na TikToka lub Instagram, dostaje angielską nazwę, efektowne wideo i nagle dla milionów ludzi staje się kulinarną nowością.
Nie oznacza to, że ktoś rzeczywiście twierdzi, że właśnie ją wynalazł.
Algorytmy po prostu pokazują nam świat z bardzo różnej perspektywy.
Dla jednego użytkownika „chewy potato balls” będą egzotycznym koreańskim przysmakiem.
Dla innego nowym viralowym sposobem na ziemniaki.
A dla Polaka?
Kluski. Tylko bez dziurki i z sosem chili.
Nie do końca.
Ziemniaczane kluski występują w wielu kuchniach, a Korea ma własną tradycję przygotowywania gamja-ongsimi.
Ale podobieństwa pomiędzy viralowymi „chewy potato balls” a naszymi kluskami śląskimi są naprawdę trudne do przeoczenia.
Ziemniaki?
Są.
Skrobia ziemniaczana?
Jest.
Formowanie kulek?
Jest.
Gotowanie do wypłynięcia?
Jest.
Sprężysta konsystencja?
Jak najbardziej.
Brakuje tylko dziurki.
I może rolady.
Dlatego gdy następnym razem zobaczymy film zatytułowany:
„You need to try these amazing chewy potato balls!”
możemy spokojnie pokazać go babci.
Prawdopodobnie spojrzy na ekran i odpowie:
„Dziecko, my to robimy od zawsze”.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze