"Armagedon. Scenariusze końca świata" Andrzej Olejnik

Nowość wydawnicza "Armagedon. Scenariusze końca świata" Andrzej Olejnik.
Przyroda wie, jak zabijać. Na tym polu mogłaby zawstydzić wszystkich seryjnych morderców razem wziętych.

Oferuje globalny armagedon za pomocą między innymi asteroidy, supernowej, rozbłysku promieniowania gamma, erupcji superwulkanu, czy globalnej epidemii.
Gdzieś tam w nieodgadnionych otchłaniach kosmosu może już huknęła supernowa, której zabójcze promieniowanie gamma mknie w naszą stronę, by wysterylizować powierzchnię planety na niekończące się tysiąclecia. Zatem już jesteśmy martwi, tylko jeszcze o tym nie wiemy.
Armagedon. Scenariusze końca świata to popularnonaukowa publikacja napisana z bardzo dużą dozą humoru. Stanowi zestawienie prawdopodobnych scenariuszy dotyczących zakończenia życia ludzi na ziemi. Choć tematyka książki jest skomplikowana, zagadnienia przedstawione są w jasny, zrozumiały dla każdego sposób. Publikacja napisana jest prostym językiem i przybliża wiele złożonych procesów przebiegających we wszechświecie. 
Ekstrapolowano dane i zdano sobie sprawę, że biegun geomagnetyczny na północy przesuwa się w kierunku wschodnim coraz szybciej i od pierwszych pomiarów zaledwie w ciągu 180 lat przewędrował już prawie 2500 km. Przy rosnącym tempie (obecnie wynosi ono około 60 km rocznie) w 2040 roku będziemy go szukali gdzieś na Syberii.
Niewykluczone, że pierwszy kontakt z pozaziemską cywilizacją może być jednocześnie naszym ostatnim. I nie koniecznie będzie on oznaczał kontakt z UFO, ale na przykład inwazję odpornej na wszystkie znane nam medykamenty, śmiercionośnej bakterii.
Być może jednak uprzedzimy matkę naturę i sami się zgładzimy, w końcu próbowaliśmy już wielokrotnie. Mamy tysiące głowic nuklearnych, pracujemy nad sztuczną inteligencją, niszczymy w ekspresowym tempie środowisko naturalne, projektujemy broń biologiczną.
Do mniej więcej 2030 roku nuklearne państwa chcą wydać przeszło 600 miliardów dolarów na unowocześnienie swych arsenałów, jednocześnie NASA nie może posłać załogowej wyprawy na Marsa, bo w rzeczywistości po prostu brakuje jej funduszy.
Możemy zostać unicestwieni na wiele sposób, a przyroda nie będzie za nami tęsknić, bo w kolejce do swojej ewolucyjnej szansy czekają przecież inne gatunki.
Patrząc na to wszytko, aż dziw, że cywilizacja człowieka jeszcze istnieje. Pytanie tylko – jak długo?
Publikacja wyłącznie dla tych, którzy nie boją się spojrzeć prawdzie w oczy. A prawda boli, bo…to tylko kwestia czasu, kiedy wyginiemy.
Zapraszamy do lektury.

Fragmenty książki Armagedon. Scenariusze końca świata:

Rozdział: Czyściciel cywilizacji, czyli erupcja superwulkanu. 
(…)
WULKANICZNA OPERA ZNISZCZENIA
Sensem istnienia każdego wulkanu jest erupcja, potężne i niekontrolowane rzygnięcie rozgrzaną do czerwoności i półpłynną, plastyczną skałą (nazywaną wtedy magmą, a na powierzchni lawą), okraszone pluciem śmiercionośnymi gazami i pyłami. Każdy wulkan jest jak śpiący na styku płyt kontynentalnych seryjny morderca, który przerywa drzemkę tylko po to, by znów spopielić w mniejszym bądź większym zasięgu wszystko, co żyje. Gdyby chcieć oddać sedno jego budowy bez odwoływania się do geologicznego żargonu, wystarczy powiedzieć (uwaga – w bardzo wielkim uproszczeniu), że to skalna rura sięgająca trzewi planety (a właściwie ziemskiego płaszcza), z której to czeluści przez ową rurę gigantyczne ciśnienie nieustannie pompuje rozpuszczoną skałę, by gromadzić ją czasem przez setki tysięcy lat w ogromnej misce (komorze magmowej) zatkanej od góry milionami ton ziemi. Wszystko jednak, co zatkane, kiedyś musi się odetkać.
Zjawisko takie nazywamy erupcją wulkanu, a gdy ta ma miejsce, giną tysiące niewinnych, i to na wiele sposobów.
Eksplozja superwulkanu zaś zagraża życiu biologicznemu na całej planecie.
Trzeba przyznać, że w przypadku tak zwanego „klasycznego” wulkanu widać go z daleka, bo to zwykle wysoka góra z dziurą na jej szczycie. Nie można go przegapić. Jest jak wielki znak ostrzegawczy, informujący: „Spadać mi stąd, wcześniej czy później wypluję z siebie i lawę, i trujące gazy, i latające bomby wulkaniczne, dołożę do tego spływ piroklastyczny, czyli pędzący z wielką prędkością walec gorących gazów, pyłów i okruchów skalnych, któremu nic nie stanie na drodze”. Problemem jest jednak fakt, że na wulkanicznych stokach i w okolicach występują nieprawdopodobnie żyzne gleby, na których wszystko rośnie w imponującym tempie, a ponadto wulkany przypominają o swej grozie stosunkowo rzadko jak na skalę czasową używaną przez człowieka.
Z tego powodu homo sapiens często budował swe wioski, potem miasta, niedaleko drzemiących w najlepsze wulkanów, a gdy te się budziły, zawsze było za późno.
W pamięci ludzkiej zachowało się wiele takich kataklizmów, które przerażają swoją gwałtownością i okrucieństwem.
Wulkany podczas erupcji nie biorą jeńców, zabijają wszystko, co żyje i nie zdąży uciec. Trudno w to uwierzyć?
Huaynaputina w dzisiejszym Peru niezaprzeczalnie dzierży rekord największej kiedykolwiek odnotowanej erupcji w Ameryce Południowej, podczas której skały i błoto potrafiły przelecieć ponad 120 km, zanim spadły na ziemię. Po dwóch miastach: Arequipa i Moquengua, nie pozostał kamień na kamieniu. Potrzeba było ponad stu lat, że je odbudować i ponownie zasiedlić. Nieznana jest liczba ofiar, bowiem erupcja miała miejsce w 1600 roku, a losem rdzennych mieszkańców tych ziem Hiszpanie raczej się nie przejmowali.
Dla wulkanologów i geologów podstawowa sprawa było zawsze określenie siły i rozmiarów poszczególnych rodzajów erupcji wulkanicznych. Po latach analiz ostatecznie zdecydowano się na stworzenie VEI (ang. Volcanic Explosivity Index), czyli indeksu eksplozywności wulkanicznej. Jego autorami są Chris Newhall i Steve Self. Obowiązuje on od 1982 roku.
VEI to tak zwana skala zamknięta – kończy się na słynnej „ósemce”, który to stopień uznaje się za największy możliwy.
Nie określa on jednak maksymalnej siły erupcji w ogóle, ale minimalna znana nam wartość, która pozwala na umieszczenie takiego zdarzenia na szczycie zestawienia. Skala została oparta na szacowanej objętości wszelkiego rodzaju materiałów wulkanicznych, które wulkan wyrzuca z siebie podczas erupcji. Brana pod uwagę jest także wysokość osiągana przez chmurę pyłów, a także charakter erupcji (eksplozywna, łagodna, lawowa itp.).
Koniecznie trzeba pamiętać, że każdy następny punkt oznacza dziesięciokrotny wzrost siły erupcji. Megaerupcje Toby, Yellowstone, Taupo to przykładowe ósemki. Tambora – 7, Krakatau czy filipiński Pinatubo.

O autorze: Andrzej Olejnik
Z wykształcenia polonista o specjalizacji zawodowej edytorstwo, niereformowalny komiksożerca, filmożerca i książkożerca. Miłośnik satyry, orędownik mówienia prawdy, admirator historii, fascynat wybornej kuchni i smacznego napitku, a przede wszystkim zakochany od lat w naukach przyrodniczych i szeroko pojętej fantastyce.
Zawodowo spełniający się w pracy redaktorsko-graficznej, ma na koncie między innymi nowe opracowanie Trylogii Henryka Sienkiewicza, którą opatrzył autorskim posłowiem, językowe opracowanie opowiadań wszelkich Roberta E. Howarda o Conanie (obydwa projekty dla wydawnictwa Rea), także liczne projekty dla wydawnictwa Fronda, Eureka i ZonaZero… Armagedon. Scenariusze końca świata to jego pisarski debiut.

Armagedon.
Scenariusze końca świata 
Autor: Andrzej Olejnik
premiera: 29.08.2018
cena okładkowa: 39,90 zł
ISBN: 978-83-8079-362-0
360 stron



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat