Czterolatka spadła z 5. piętra. Sąsiedzi rozciągnęli koc i uratowali jej życie

Czterolatka spadła z 5. piętra w Łomży. Sąsiedzi rozciągnęli koc i uratowali jej życie. Dziewczynka przeżyła, a policja wyjaśnia okoliczności dramatycznego zdarzenia.
Sekundy zdecydowały o życiu 4-letniej dziewczynki z Łomży. Dziecko znalazło się po zewnętrznej stronie balkonu na piątym piętrze, a następnie runęło w dół. Na dole czekali już mieszkańcy z rozciągniętym kocem. Ich błyskawiczna reakcja zamortyzowała upadek z kilkunastu metrów. Dziewczynka przeżyła, a lekarze określili jej stan jako bardzo dobry. W tym czasie jej matka miała spać w mieszkaniu. Badanie wykazało u kobiety 0,7 promila alkoholu.

Nagranie z osiedlowego monitoringu wygląda jak scena z filmu. Kilku mężczyzn biegnie pod budynek. Jeden z nich ma koc. Przeskakują przez niewielką przeszkodę, ustawiają się bezpośrednio pod balkonem i rozciągają materiał.

Chwilę później z piątego piętra spada małe dziecko.

Nie mają drabiny, specjalistycznego sprzętu ani czasu na przygotowanie profesjonalnej akcji ratunkowej. Mają tylko koc i kilka sekund na podjęcie decyzji.

I właśnie ta decyzja najprawdopodobniej ratuje życie czteroletniej dziewczynki.

Dramat na osiedlu w Łomży

Do zdarzenia doszło w niedzielę, 9 sierpnia 2026 roku, przy ulicy Sybiraków w Łomży. Mieszkańcy zauważyli małe dziecko znajdujące się po zewnętrznej stronie balustrady balkonu na piątym piętrze.

Według informacji policji dziewczynka miała wcześniej przez dłuższy czas przebywać na balkonie. Zaczęła poruszać się po balustradzie i przedostała się w stronę sąsiedniego, skrajnego balkonu. Sytuacja była niezwykle niebezpieczna.

Mieszkańcy natychmiast ruszyli do działania. Część próbowała dostać się do mieszkania, inni pobiegli pod balkon.

Wtedy pojawił się koc.

"W ostatniej chwili żeśmy złapali"

Moment akcji zarejestrował monitoring Spółdzielni Mieszkaniowej "Perspektywa" w Łomży. Nagranie zostało później opublikowane w mediach.

Czterech mężczyzn rozciągnęło koc pod miejscem, z którego mogło spaść dziecko. Dziewczynka w końcu nie była już w stanie utrzymać się na wysokości i runęła w dół.

Koc przyjął ogromną siłę uderzenia.

Policja wyjaśniła, że mimo zamortyzowania upadku dziecko lekko uderzyło również o podłoże. Najważniejsze było jednak to, że nie spadło bezpośrednio z piątego piętra na twardą powierzchnię.

Funkcjonariusze nie mają wątpliwości, że błyskawiczna reakcja świadków najprawdopodobniej uratowała dziewczynce życie.

Dziewczynka przeżyła upadek z piątego piętra

Po wszystkim dzieckiem zajęli się ratownicy. Czterolatka została przetransportowana do szpitala w Białymstoku, gdzie wykonano szczegółowe badania.

Informacje przekazane 10 sierpnia są niezwykle optymistyczne. Lekarze określili stan dziewczynki jako bardzo dobry. Dziecko nie wymagało zabiegów i stwierdzono u niego przede wszystkim ogólne potłuczenia.

Biorąc pod uwagę wysokość, z której spadła czterolatka, zakończenie tej historii można określić jako wyjątkowo szczęśliwe.

Gdyby mieszkańcy pojawili się pod balkonem kilkanaście sekund później, finał mógłby być zupełnie inny.

Strażacy przyjechali chwilę później

Na miejsce wysłano trzy zastępy straży pożarnej. Kiedy strażacy dotarli pod budynek, dziecko znajdowało się już pod opieką ratowników. Dziewczynka spadła jeszcze przed przyjazdem służb.

To właśnie dlatego zachowanie przypadkowych świadków było tak istotne.

Nie czekali biernie na przyjazd pomocy. Widząc bezpośrednie zagrożenie, próbowali zrobić wszystko, co było w danym momencie możliwe.

W mieszkaniu była matka dziewczynki

Wraz z kolejnymi ustaleniami sprawa stała się jeszcze bardziej niepokojąca.

Według policji w mieszkaniu znajdowała się 27-letnia matka dziecka. Kobieta miała w tym czasie spać. Sąsiedzi próbowali wcześniej dobijać się do drzwi, aby dostać się do dziewczynki.

Badanie wykazało u kobiety 0,7 promila alkoholu w organizmie.

Policja ustala teraz dokładny przebieg wydarzeń, w tym to, w jaki sposób czteroletnia dziewczynka znalazła się sama na balkonie i jak długo pozostawała bez właściwego nadzoru.

Na razie bez zarzutów

W takiej sytuacji bardzo łatwo wyprzedzić działania organów ścigania i napisać, że matka "odpowie za narażenie dziecka". Na obecnym etapie sprawy wymaga to jednak doprecyzowania.

Według informacji przekazanych 10 sierpnia kobiecie nie przedstawiono jeszcze zarzutów i nie została zatrzymana. Przebywała z córką w szpitalu.

Policja informuje, że jeśli zachowanie matki zostanie zakwalifikowane jako narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę zobowiązaną do opieki, może grozić jej kara do 5 lat pozbawienia wolności. Ostateczna kwalifikacja prawna będzie jednak zależała od ustaleń prowadzonego postępowania.

Jedna chwila wystarczy

Historia z Łomży jest również niezwykle mocnym przypomnieniem o zagrożeniach związanych z balkonami i otwartymi oknami.

Czteroletnie dziecko nie jest w stanie prawidłowo ocenić wysokości, konsekwencji wychylenia się przez barierkę czy ryzyka wspinania się. Nawet jeśli wcześniej nigdy nie próbowało wejść na balustradę, nie oznacza to, że nie zrobi tego następnego dnia.

Krzesło, stolik, skrzynia na zabawki czy inny przedmiot pozostawiony przy balustradzie może dodatkowo ułatwić dziecku wspinanie.

Dlatego małego dziecka nie powinno się pozostawiać samego na balkonie, nawet na chwilę.

Bohaterowie, którzy po prostu zareagowali

W tej historii łatwo skoncentrować się wyłącznie na zachowaniu matki. Jest jednak również druga strona wydarzeń.

Kilku ludzi zobaczyło obce dziecko w śmiertelnym niebezpieczeństwie i natychmiast zaczęło działać.

Jeden z mężczyzn przyniósł koc. Kolejni pomogli go rozciągnąć. Inni próbowali dostać się do mieszkania. Nikt nie wiedział, czy prowizoryczna metoda zadziała.

Mieli kilka sekund.

Zadziałała.

Policja wprost wskazuje, że postawa mieszkańców najprawdopodobniej uratowała czterolatce życie.

Nagranie z Łomży jest więc trudne do oglądania, ale jednocześnie pokazuje coś niezwykle ważnego.

Czasami pomiędzy tragedią a szczęśliwym zakończeniem stoi nie specjalistyczny sprzęt czy skomplikowana procedura, ale kilka osób, które w odpowiedniej chwili nie odwróciły wzroku.

PMP

Fot. Wygenerowano AI

@fakty_tvn Reakcja sąsiadów uratowała życie czteroletniej dziewczynce, która w Łomży spadła z piątego piętra. Widząc zwisające dziecko, rozłożyli pod balkonem koc i trzymali go nad ziemią, by zamortyzować upadek. Z badania przeprowadzonego przez funkcjonariuszy wynikło, że matka, która przebywała w mieszkaniu, miała 0,7 promila alkoholu we krwi.​​ #fakty #respect #szacunek #balkon ♬ oryginalny dźwięk - Fakty TVN


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat