„Don Jon” - recenzja

Recenzja filmu „Don Jon”.
Jego mieszkanie, jego samochód, jego kościół, jego rodzina, jego dupeczki i jego... pornole. Idealny wstęp, by przedstawić film „Don Jon”. Zresztą twórcy filmu doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Męski mózg to zadziwiający organ. Często decyzję podejmowane przezeń są niezrozumiałe dla płci pięknej. Niektórzy twierdzą, że to nie kobiety są słabą płcią. Joseph Gordon-Levitt stojący za całym zamieszaniem w lepszy lub gorszy sposób spróbuje wytłumaczyć, co się tli w szarych komórkach synów Adama.

Film opowiada o życiu Jona, przez kolegów zwanego Don – podobno taki dobry jest w te klocki. Zwyczajny facet, którego sytuacja ekonomiczna jest jak najbardziej ustabilizowana. Uwielbia siebie tu i teraz, i wszystko na co tak długo pracował. Ogniskuje wokół swoich ukochanych rzeczy, rodziny, wiary i zaspokajania swoich potrzeb seksualnych. Na jego nieszczęście, choć nie narzeka na brak kontaktów seksualnych, to mu nie wystarcza. Ucieka do pornografii, w masturbacji odnajdując pełne zaspokojenie.

Wielu facetów oglądając ten film z głupim uśmiechem definiuje go jako genezę i wytłumaczenie dlaczego mężczyźni oglądają porno. Nie ma co zdradzać ogólnego przesłania, ale bywa, że trudno się z nim nie zgodzić. Oczywiście jest to absolutnie niezrozumiałe dla kobiet i w wielu przypadkach może pojawić się pytanie „co ty, do jasnej cholery, bredzisz?!”.

Film wywołuję emocje i porusza pewien problem, a właściwie jeden z męskich sekrecików ich seksualności. Nie jest odkrywczy, bo każdy logicznie myślący samiec dochodzi do podobnych wniosków, ale w jasny sposób przedstawia sprawę samicom. Na słowo uznania zasługuję dystrybutor. Premiera światowa miała miejsce w styczniu 2013 roku – Polska najwyraźniej jest o prawie rok do tyłu za resztą świata...

Tematyka nie jest łatwa, bo ukazuje problem, który nie krzywdzi bohatera bezpośrednio, tylko po ciuchu odcina go od uczuć i jakiejkolwiek możliwości poznania tej jedynej. Reżyser, scenarzysta i główny aktor (o zgrozo w jednej osobie) starają się w sposób banalny, przystępny i dowcipny wtłoczyć kinomanów w treść. Banalny tak, przystępny – no może, dowcipny – ha ha… Nie. Widz musi się zmierzyć z produkcją sam, albo ze swoim własnym ja lub z rzeczywistością drugiej strony.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

Don Jon, reż. Joseph Gordon-Levitt, USA 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat