Blu-ray „Dom dobry” – recenzja

Blu-ray "Dom dobry" - recenzja
Kiedy dom przestaje być bezpiecznym miejscem.

Wojciech Smarzowski od kilkunastu lat konsekwentnie robi kino zaangażowane, podejmujące trudne tematy społeczne. Im dalej w jego filmografię, tym ciemniej, brutalniej i mniej komfortowo. „Dom dobry” nie jest wyjątkiem. To zimny, precyzyjnie skonstruowany film o przemocy domowej, w którym widz nie dostaje wygodnego miejsca po bezpiecznej stronie ekranu. Zostaje wciągnięty w środek koszmaru.

Gośka (Agata Turkot) poznaje Grześka (Tomasz Schuchardt) przez internet. Początkowo wszystko wygląda niemal podręcznikowo romantycznie: jest zainteresowanie, kwiaty, zaangażowanie. Grzesiek wydaje się opiekuńczy i pewny siebie. Szybko jednak pojawiają się sygnały ostrzegawcze – zazdrość, kontrolowanie, drobne upokorzenia, naruszanie granic i stopniowe odbieranie Gośce poczucia własnej wartości. Co ważne, Smarzowski pokazuje, że jej historia zaczęła się dużo wcześniej. W rodzinnym domu dziewczyna również nie dostawała zbyt wielu powodów, by wierzyć w siebie. Matka, świetnie zagrana przez Agatę Kuleszę, zamiast wspierać córkę, nieustannie ją krytykuje i podważa jej wybory. To nie są efektowne sceny przemocy. Właśnie dlatego są tak niepokojące.

Potem robi się już naprawdę źle. I tutaj wkracza montaż Krzysztofa Komandera. Drobno cięte ujęcia, przeskoki w czasie, obrazy z podglądu, poruszone kadry – wszystko zaczyna się mieszać. Początkowo może to irytować. Nie zawsze wiemy, gdzie jesteśmy, co wydarzyło się wcześniej, a co dopiero się wydarzy. Momentami natłok obrazów jest męczący. Tyle że właśnie o to chodzi. Chaos narracyjny okazuje się bardzo precyzyjnie zaplanowany. Ten nerwowy montaż momentami przypomina mi film „Pod Mocnym Aniołem”. Tam również formalny chaos miał oddawać stan człowieka, który traci kontrolę nad rzeczywistością. Tutaj służy podobnemu celowi, ale efekt jest jeszcze bardziej duszny. Widz staje się niemym świadkiem przemocy.

Smarzowski próbuje pokazać przemoc nie tylko jako serię konkretnych zdarzeń, ale jako stan psychiczny osoby, która coraz mniej ufa własnej pamięci, ocenie sytuacji i intuicji. Czasami ten sam fragment wydarzeń zostaje pokazany szerzej i nagle okazuje się, że wcześniejszy obraz nie był pełny. Krok po kroku obserwujemy rozpad psychiczny bohaterki.

Największym atutem filmu są Agata Turkot i Tomasz Schuchardt. Turkot bardzo dobrze pokazuje proces stopniowego gaśnięcia Gośki – kobiety, która na początku wydaje się energiczna i samodzielna. Schuchardt z kolei stworzył postać, która potrafi być przerażająca bez ciągłego krzyku i teatralnych gestów. Ciekawa jestem, jak wypadnie jako Wokulski w najnowszej ekranizacji „Lalki”. Po „Domu dobrym” poprzeczka została ustawiona wysoko.

Mam za to problem z męskimi bohaterami drugoplanowymi. Są niemal wyłącznie toksyczni, słabi, agresywni albo obojętni. Przez cały film trudno znaleźć naprawdę pozytywną męską postać. Może poza jednym z mężczyzn z grupy wsparcia. Ciekawym przypadkiem jest też szwagier Gośki – sam staje się obiektem upokorzeń i wyzwisk, choć jego postać pozostaje na dalszym planie. Ten brak odcieni sprawia, że męski świat w filmie momentami wydaje się zbyt jednowymiarowy.

Na plus działa natomiast pomysł z zakończeniem. Dostajemy dwie jego wersje, a w kilku kluczowych momentach film również otwiera przed nami różne możliwości interpretacji. Co właściwie wydarzyło się naprawdę? Który obraz możemy uznać za prawdziwy?

„Dom dobry” nie jest filmem idealnym. Bywa przytłaczający, chwilami zbyt oczywisty, a formalne rozwiązania mogą zmęczyć. Mimo to trudno przejść obok niego obojętnie. Smarzowski brutalnie przypomina, że przemoc bardzo rzadko zaczyna się od tego, co najbardziej widoczne. Kino Smarzowskiego ma własny rytm, język, sposób kadrowania i charakterystyczną bezkompromisowość. Można to uznać za znak rozpoznawczy. Można też zacząć tęsknić za czymś nowym. „Dom dobry” jest dla mnie właśnie gdzieś pomiędzy zachwytem nad konsekwencją a lekkim zmęczeniem powtarzalnością.

Wydanie Blu-ray nie rozpieszcza liczbą dodatków, ale znajdziemy na nim „Making of” oraz zwiastuny. Szczególnie materiał zza kulis jest ciekawym uzupełnieniem filmu, bo przy tak trudnym temacie warto zobaczyć choć fragment procesu powstawania obrazu, który wymagał od aktorów ogromnego emocjonalnego zaangażowania.

Czy warto mieć „Dom dobry” na półce? Jeśli kolekcjonujecie polskie kino – zdecydowanie tak. Choćby po to, by móc wrócić do filmu jednego z najciekawszych i najbardziej charakterystycznych współczesnych polskich reżyserów.

Anna Wasyliszyn

Wojciech Smarzowski, Blu-ray „Dom dobry”, Galapagos, 2026.



Komentarze




Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat