Dzieci trafiły do placówki po interwencji RPD. Sąd mówi o możliwej „przemocy instytucjonalnej”

Dzieci trafiły do placówki po interwencji RPD Moniki Horny-Cieślak. Sąd nakazał ich powrót do rodziców i wskazał na możliwe znamiona przemocy instytucjonalnej.
Dwoje dzieci w wieku trzech i czterech lat trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej po interwencji, w którą osobiście zaangażowała się Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Wcześniej sąd i kurator nie zdecydowali o natychmiastowym odebraniu dzieci rodzicom.

Gdy sprawa ponownie trafiła przed sąd, nakazano ich natychmiastowy powrót do domu, a w uzasadnieniu padły słowa o działaniach „rażąco nieproporcjonalnych” i mogących nosić znamiona „przemocy instytucjonalnej”. RPD i policja przedstawiają jednak dodatkowe okoliczności dotyczące sytuacji rodziny.

Sprawę 23 września opisał portal Zero.pl. Historia rozpoczęła się w połowie sierpnia na warszawskiej Białołęce. Według ustaleń portalu Monika Horna-Cieślak zobaczyła kobietę, która szarpnęła kilkuletnie dziecko i krzyczała na nie. Rzeczniczka zwróciła matce uwagę, a ta miała odpowiedzieć jej wulgarnie.

Matka tłumaczyła później, że jej reakcja nastąpiła w chwili, gdy dziecko nagle weszło na jezdnię i istniało zagrożenie dla jego bezpieczeństwa.

Rzecznik Praw Dziecka zawiadomiła policję. Jak wynika z informacji ujawnionych przez media, podczas pierwszych czynności funkcjonariusze nie zdecydowali o natychmiastowym odebraniu dzieci. Sprawa została skierowana również do sądu rodzinnego.

Sąd zarządził wywiad kuratora

Jak opisuje Zero.pl, Biuro Rzecznika Praw Dziecka miało następnie kontaktować się z sądem w związku z sytuacją dzieci. Sąd nie zdecydował wówczas o ich natychmiastowym umieszczeniu w pieczy zastępczej, ale zarządził pilny wywiad środowiskowy.

Kurator odwiedził rodzinę i również nie wskazał konieczności natychmiastowego odebrania dzieci.

Mimo to sprawa na tym się nie zakończyła. Według publikacji Zero.pl później odbyło się spotkanie dotyczące sytuacji rodziny z udziałem przedstawicieli policji oraz Rzecznika Praw Dziecka. Po dalszych działaniach policji wobec rodziców wydano środki uniemożliwiające im kontakt z dziećmi, a trzy- i czterolatek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej.

W medialnych relacjach placówka określana jest często jako „dom dziecka”.

Policja: decyzję podjęła funkcjonariuszka

W tej sprawie istotne jest jedno rozróżnienie. Formalnie to nie Rzecznik Praw Dziecka wydała decyzję o zastosowaniu środków wobec rodziców.

Komenda Stołeczna Policji przekazała, że decyzję podjęła uprawniona funkcjonariuszka po analizie zgromadzonych informacji.

Policja potwierdziła również, że odbyło się spotkanie dotyczące sytuacji rodziny, ale zaznaczyła, że nie miało ono charakteru decyzyjnego w zakresie zastosowania środków przewidzianych prawem. KSP zaprzeczyła także pojawiającej się w pierwszych relacjach informacji, jakoby w spotkaniu uczestniczył Komendant Stołeczny Policji.

Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci

Rodzice zaskarżyli zastosowane środki.

Sąd nakazał następnie natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. Z fragmentów uzasadnienia ujawnionych przez Zero.pl wynika, że sąd bardzo krytycznie ocenił sposób, w jaki instytucje państwa zareagowały w tej sprawie.

Według opublikowanych fragmentów sąd wskazał, że działania podjęte wobec rodziny były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia” i mogą nosić „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”.

Sąd miał również zwrócić uwagę na osobiste zaangażowanie Rzecznika Praw Dziecka i możliwość wykorzystania autorytetu urzędu do przekonywania o konieczności odebrania dzieci.

Szczególne znaczenie sąd przypisał konsekwencjom nagłego rozdzielenia tak małych dzieci z rodzicami. Wskazano, że w wieku trzech i czterech lat rodzice są dla dziecka podstawowym źródłem poczucia bezpieczeństwa, a przymusowe umieszczenie w obcym miejscu samo w sobie może być dla niego bardzo silnym przeżyciem.

RPD: „Byłam świadkiem przemocy”

Monika Horna-Cieślak po publikacji materiału przedstawiła własne stanowisko.

Rzeczniczka oświadczyła, że była świadkiem przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci. Według jej relacji matka nie tylko użyła siły wobec dziecka, ale również zwracała się do niego w sposób wulgarny.

Horna-Cieślak podkreśliła, że jako świadek takich zachowań zawiadomiła policję i nie zgadza się na bagatelizowanie przemocy wobec dzieci.

RPD przekazała również, że jej biuro posiada dokumentację dotyczącą wcześniejszej sytuacji rodziny, w tym materiały związane z procedurą Niebieskiej Karty oraz informacje pochodzące od innych osób i instytucji. Według niej część tych materiałów pochodzi z 2025 roku.

Policja ujawnia dodatkowe informacje o rodzinie

Kilka godzin po publikacji materiału Komenda Stołeczna Policji przedstawiła dodatkowe informacje, które znacząco rozszerzają kontekst całej historii.

Policja poinformowała, że wobec rodziny już wcześniej prowadzona była procedura interdyscyplinarna oraz Niebieska Karta. Rodzina miała również pozostawać pod nadzorem sądowym, znajdować się pod opieką Ośrodka Pomocy Społecznej oraz zespołów interdyscyplinarnych w dwóch dzielnicach, w których wcześniej mieszkała.

Według KSP materiał dotyczący rodziny był stopniowo uzupełniany m.in. o informacje od kuratora sądowego i pracowników socjalnych.

Policja podkreśla więc, że późniejsza decyzja nie została podjęta wyłącznie na podstawie jednego incydentu na ulicy. Funkcjonariusze mieli dysponować szerszym materiałem dotyczącym wcześniejszej sytuacji dzieci.

To istotne zastrzeżenie, ponieważ pierwsze medialne relacje mogły sugerować, że jedyną przyczyną całej interwencji było szarpnięcie dziecka i konflikt matki z Rzecznikiem Praw Dziecka.

Niebieska Karta nie oznacza automatycznego odebrania dzieci

Samo prowadzenie procedury Niebieskiej Karty nie oznacza jednak automatycznie, że dzieci powinny zostać odebrane rodzicom.

Policja może zastosować natychmiastowe środki ochronne wobec osoby stosującej przemoc domową, jeżeli uzna, że istnieje zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby doznającej przemocy. Środki takie są natychmiast wykonalne.

Właśnie ocena tego, czy w tej konkretnej sytuacji przesłanki do zastosowania tak daleko idącej interwencji rzeczywiście istniały, znajduje się dziś w centrum sporu.

Z jednej strony RPD i policja wskazują na szerszy materiał dotyczący sytuacji rodziny oraz wcześniejsze procedury. Z drugiej strony sąd po zapoznaniu się ze sprawą nakazał natychmiastowy powrót dzieci i bardzo krytycznie odniósł się do proporcjonalności zastosowanych działań.

Sprawa ma również konsekwencje polityczne

Po ujawnieniu historii część parlamentarzystów zapowiedziała złożenie wniosków o odwołanie Moniki Horny-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka. Takie działania zapowiedzieli przedstawiciele Rozwoju Plus, PiS i Konfederacji.

Poseł Paweł Jabłoński poinformował ponadto o złożeniu zawiadomienia do prokuratury dotyczącego podejrzenia przekroczenia uprawnień. Samo złożenie zawiadomienia nie oznacza oczywiście, że doszło do popełnienia przestępstwa. Ocena tej kwestii należy do właściwych organów.

Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte

Ta historia nie sprowadza się już jedynie do pytania, czy matka zachowała się właściwie wobec dziecka.

Nikt nie powinien bagatelizować przemocy wobec najmłodszych, a instytucje państwa mają obowiązek reagować, gdy bezpieczeństwo dziecka jest zagrożone.

Jednocześnie rozdzielenie kilkuletnich dzieci z rodzicami jest jednym z najbardziej ingerujących środków, jakie mogą zostać zastosowane wobec rodziny. Dlatego tak istotne są zarówno przesłanki takiej decyzji, jak i zachowanie proporcji pomiędzy ochroną dziecka a konsekwencjami samej interwencji.

W sprawie z Białołęki sąd uznał ostatecznie, że dzieci powinny natychmiast wrócić do rodziców i niezwykle krytycznie ocenił działania podjęte wobec rodziny. Rzecznik Praw Dziecka oraz policja utrzymują natomiast, że sytuacji nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat jednego wydarzenia na ulicy.

Dopiero pełne wyjaśnienie tego, jakie informacje posiadały poszczególne instytucje, kto i kiedy je otrzymał oraz jaki był rzeczywisty wpływ osobistego zaangażowania RPD na kolejne decyzje, pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy państwo w tym przypadku przede wszystkim chroniło dzieci, czy zastosowało wobec rodziny środki nieproporcjonalne do zagrożenia.

PMP

Fot. Wygenerowano AI



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat