A jednak sporo kobiet po pięćdziesiątce przyznaje, że rozmowa z własnym dzieckiem przypomina dziś uprzejmą wymianę zdań z sąsiadką z klatki. Skąd bierze się ten dystans i czy da się go zmniejszyć, zanim zamieni się w chłód?
Przez dwadzieścia lat to zwykle mama pilnowała szczepień, wywiadówek, czapki w październiku i godziny powrotu z imprezy. Taka rola nie wygasa razem z osiemnastymi urodzinami. Co więcej, to kobiety najczęściej dźwigają w rodzinie emocjonalną pracę - pamiętają o imieninach, organizują święta, dzwonią pierwsze. Trudno się dziwić, że czujność zostaje z nimi na długo.
Kłopot polega na tym, że dla trzydziestolatka, który sam płaci rachunki, ta czujność brzmi jak brak zaufania. Coachowie pracujący z rodzinami widzą to bardzo często: przeszkodą rzadko jest sam temat rozmowy, prawie zawsze - pozycja, z której się mówi. Mieszkanie, praca, wnuki, zdrowie… Rozmowa więźnie, bo jedna strona nadal ocenia i doradza, a druga odruchowo się broni.
W większości domów powtarza się ten sam zestaw nawyków. Żaden nie wynika ze złej woli, każdy działa podobnie:
Pod każdym z tych zdań dorosłe dziecko słyszy ten sam komunikat: nie wierzę, że sobie poradzisz. I zwykle nie wchodzi w polemikę. Po prostu następnym razem opowie mniej.
Najprostsza zmiana okazuje się zaskakująco skuteczna. Zamiast „powinieneś zmienić pracę” - „co byś zrobił, gdyby decyzja zależała tylko od ciebie?”. Zamiast „to chyba nie najlepszy pomysł” - „co cię do niego przekonało?”. Różnica wygląda na kosmetyczną, ale nią nie jest. Pytanie otwarte zakłada, że rozmówca jest kompetentny, twierdzenie - że nie jest.
Mamy, które konsekwentnie ćwiczą tę zamianę przez kilka tygodni, opowiadają potem bardzo podobne historie: telefony się wydłużają, a dziecko samo zaczyna pytać o zdanie. Paradoks polega na tym, że rada bywa wysłuchana dopiero wtedy, gdy przestaje być narzucana. Ten mechanizm, razem z konkretnymi przykładami z pracy z rodzicami, dobrze opisuje poradnik o tym, jak rozmawiać z dorosłymi dziećmi, żeby chciały słuchać, przygotowany przez katowicką pracownię coachingową c3l.
Bliska relacja z dorosłym dzieckiem nie oznacza pełnej dyspozycyjności. Mama, która odbiera telefon o każdej porze, zawsze pożycza pieniądze i nigdy nie mówi „dziś nie dam rady”, buduje więź opartą na funkcji, a nie na kontakcie. Granice działają w obie strony - szanowanie przestrzeni dziecka idzie w parze z pilnowaniem własnej. Spokojne „zadzwonię wieczorem, teraz jestem u znajomej” nie oddala, tylko ustawia rozmowę na partnerskim poziomie. Dwoje dorosłych, a nie opiekunka i podopieczny. Dla wielu kobiet to trudne, bo przez lata dostępność była miarą bycia dobrą matką. Tymczasem dorosłe dzieci często z ulgą przyjmują mamę, która ma własne plany, przyjaciółki i pasje - rozmowa z nią przestaje być obowiązkiem, a staje się spotkaniem.
Czasem chłód nie wynika ze stylu rozmowy, lecz z konkretnego wydarzenia: rozwodu, słów rzuconych przed laty, krytyki partnera, którego dziecko w końcu poślubiło. Żadna technika komunikacyjna tego nie rozpuści, dopóki emocje pozostają nieprzepracowane. W takich sytuacjach sprawdza się metoda Radykalnego Wybaczania Colina C. Tippinga. Nie polega ona na udawaniu, że krzywdy nie było, ani na wymuszaniu pojednania. Chodzi o opowiedzenie swojej historii, pozwolenie sobie na wszystkie związane z nią uczucia i zmianę interpretacji, która latami podtrzymywała żal. Co ważne, proces działa także wtedy, gdy druga strona w ogóle w nim nie uczestniczy.
Na dobry początek wystarczy mały eksperyment: przez tydzień nie udzielić ani jednej rady, o którą nikt nie prosił. Już to pokazuje, ile miejsca zajmowały w rozmowach. Jeśli jednak wzorzec budowany przez dwie dekady trzyma mocno, pomaga spojrzenie z zewnątrz. Magdalena Stokłosa to certyfikowana coach z Katowic i certyfikowana trenerka Radykalnego Wybaczania metodą Tippinga. W pracy z rodzinami łączy klasyczne narzędzia coachingowe z pracą nad blokującymi przekonaniami i neurografiką, która wspiera budowanie nowych nawyków myślenia. Sesje odbywają się stacjonarnie w Katowicach lub online, a pierwsza, około półgodzinna rozmowa zapoznawcza jest bezpłatna. Co istotne, nie trzeba przychodzić z całą rodziną - zmiana zachowania jednej osoby często wystarcza, by poruszyć dynamikę całego układu.
Warto pamiętać: coaching relacji nie zastępuje psychoterapii ani terapii rodzinnej. Jeśli w relacji pojawiła się przemoc, uzależnienie lub objawy zaburzeń nastroju, właściwym krokiem jest konsultacja ze specjalistą zdrowia psychicznego.
Materiał zewnętrzny
Komentarze