Nie sposób mówić o przełomie lat 90. i początku XXI wieku bez wspomnienia tej grupy. Dla jednych byli odpowiedzią na Backstreet Boys, dla innych — czymś znacznie bliższym, bardziej swojskim. W końcu to był nasz boysband. Polski, ale z międzynarodowym rozmachem. Ich debiutancki hit „Kolorowe sny” do dziś tkwi w pamięci jak pierwsza miłość — trochę kiczowaty, ale prawdziwy, emocjonalny i całkowicie szczery.
Zespół powstał w 1997 roku. Była to polska odpowiedź na zachodnie zjawisko boysbandów. Udało się zaskakująco dobrze. Just 5 tworzyli: Bartosz Wrona, Grzegorz Kopala, Shadi Atoun, Daniel Moszczyński i Robert Kryla. Każdy z nich reprezentował inny typ chłopaka — romantyk, łobuz, introwertyk, luzak i ten tajemniczy. To nie był przypadek, to był przemyślany koncept, który działał.
Skład zespołu został wyłoniony na zorganizowanym castingu. Piątkę wyselekcjonowano spośród 600 osób w wieku od 15 do 25 lat. Wzorowano się na zespole Backstreet Boys. Najmłodszym z członków — i najbardziej kochanym przez dziewczyny — był Bartek Wrona. To jego plakaty wisiały w pokojach nad biurkami zauroczonych fanek.
Fonograficzny debiut płytą „Kolorowe sny” okazał się sukcesem. Album sprzedał się w nakładzie 250 tysięcy egzemplarzy. Producentem płyty był Sławomir Sokołowski. Grupa stała się popularna wśród nastoletnich fanek. 1 czerwca 1997 roku zespół zagrał swój pierwszy koncert, następnie do grudnia 1997 roku dał ich jeszcze 359 występów w całej Polsce!
W maju 1999 roku grupa wydała album „Cienie wielkich miast”. W marcu 2000 roku z zespołu odszedł Grzegorz Kopala. Mimo zapowiedzi wydania nowej płyty grupa została rozwiązana w 2002 roku. Wokaliści Bartek Wrona i Grzegorz Kopala zajęli się solowymi projektami.
Koncerty Just 5 przypominały bardziej spotkania z gwiazdami rocka niż występy popowej grupy. Dziewczyny piszczały, dziennikarze pisali, a w szkołach toczyły się spory o to, który z członków jest „najlepszy”.
Wielu z nas pamięta czasy, gdy czekało się godzinami pod studiem telewizyjnym lub hotelem w nadziei, że uda się, choć na chwilę, spotkać swoich idoli. Dla pokolenia wychowanego na kasetach magnetofonowych i pierwszych kanałach muzycznych Just 5 było czymś więcej niż tylko zespołem. Byli symbolem młodości, ucieczką od szarości przełomu wieków, tłem do pierwszych zauroczeń i rozczarowań.
Dziś, gdy internet pozwala w kilka sekund wrócić do teledysków sprzed dwóch dekad, a Spotify przypomina nam o istnieniu takich hitów jak „Kolorowe sny”, Just 5 staje się dla wielu z nas wehikułem czasu. Wystarczy kilka dźwięków, by przenieść się do świata szkolnych dyskotek, pachnących gazetą plakatów i pierwszych, niezdarnych miłości.
I choć ich czas świetności minął, Just 5 zostawili po sobie coś cenniejszego niż złote płyty — wspomnienia, które jak kolorowe sny, nie bledną z wiekiem, a wręcz nabierają nowej mocy, gdy przypominamy sobie, kim byliśmy wtedy. I kim dzięki nim trochę się staliśmy.
Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)
Fot. freepik.com