W ósmym odcinku trzynastego sezonu Kuchennych Rewolucji wsiedliśmy na pokład łodzi i przepłynęliśmy dwadzieścia kilometrów w bok, by trafić do małych Brzezin, które nazwę swą zaczerpnęły od brzozowych lasów. To tam pizzerię „Kwadrans” otworzył Mariusz, absolwent szkoły gastronomicznej, który praktyki odbywał właśnie w lokalu serwującym pizzę, a później pracował w nim jeszcze przez trzy lata. Ponieważ nie chciał się nikomu podporządkowywać i marzył o własnym interesie, namówił żonę Karolinę na kredyt. Pierwsze podejście się nie powiodło, ale „Kwadrans” zapowiadał się nieźle. Duże zainteresowanie, sporo klientów, sprzedawanie 100-160 pizz dziennie. Żyć, nie umierać!
Wkrótce jednak coś się zaczęło psuć. Jak przyznała jedna z kelnerek, w dobrym okresie lokalu pizze często wyjeżdżały do klientów albo spalone, albo niedopieczone. Pracownicy narzekali, że Mariusz jest dla nich za dobry, zbyt pobłażliwy, traktuje ich jak równych sobie. Karolina z kolei skarżyła się... w zasadzie na wszystko. Im gorzej wyglądała sprawa restauracji, a zadłużenie rosło – w chwili kręcenia odcinka wynosiło ok. 100 tysięcy złotych – przepaść między małżonkami pogłębiała się. Ona musiała pracować w sklepie, by utrzymać dom, on siedział w pustej pizzerii i nie rozumiał, co jest nie tak.
By zawalczyć o małżeństwo i pomóc sobie finansowo, właściciele zadzwonili po Magdę Gessler. Spodziewali się, że smak dań będzie w porządku, ewentualnie popracują nad marketingiem, który póki co ograniczyli do przechadzek Pana Pizzy – maskotki lokalu – przed budynkiem. Nic z tego. Gessler była oburzona już od przekroczenia progu. „To przychodnia?” – zapytała, krytycznym okiem omiatając wnętrza. Szanownego Pana Pizzę nazwała nieapetycznym i nieśmiesznym, zganiła pracowników za brak zapachu pizzy, a następnie kucharzy za źle przyrządzoną pizzę. Wywaliła wiadro z majonezem, powściekała się na jakość, smak i świeżość sosu, a koniec końców wyszła mocno zdenerwowana, mówiąc: „Najgorsza pizza w najbrzydszym miejscu. To mnie jeszcze nie spotkało”.
Drugiego dnia Gessler przybyła do „Kwadransa” z Margaritami zakupionymi u konkurencji. Żadna nie przeszła próby smaku, ale najbliższa poprawnego stanu była pizza z mariuszowego lokalu. Prowadząca wytłumaczyła właścicielom i ekipie, jak i dlaczego należy czytać etykiety umieszczane na produktach, a następnie zorganizowała „konkurs” na zjedzenie paskudnych surowców, które znalazła w lodówce. Oczywiście nikt nie podołał, a Mariusz się obraził.
Nowe podejście do gotowania przyczyniło się do zrobienia dwóch bardzo dobrych dań, nawet bez udziału Gessler. Dopiero później dodała do menu kilka nowych propozycji, stare pizze ograniczając do czterech rodzajów. „Kwadrans” przemianowała na „Zapiekane”, dzięki czemu nad załogą nie wisiało już widmo przymusu wydania posiłku w piętnaście minut. Brzydkie i nagie wnętrza zmieniły się nie do poznania. Przybrały barwy brązu i zieleni, na miękkich sofach pojawiły się poduchy, a przy ścianach stanęły brzózki. Rewolucja naprawdę się powiodła, bo oprócz wizualnego zachwytu wzbudziła także zachwyt smakowy. Wychodząc z lokalu po raz ostatni, Gessler stwierdziła: „»Zapiekane« jest zajebiste!”.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdia.pl)
Fot. TVN
Komentarze