„Mgły Toskanii” - recenzja

Recenzja książki „Mgły Toskanii”.
Zielone wzgórza, bezkres nieba, soczyste winogrona, malownicze freski i miłość do dwóch mężczyzn. Miłosna schizofrenia w magicznej Toskanii.

To moja pierwsza książka dla dorosłych tej autorki. Wcześniej miałam przyjemność czytać jej serię dla dzieci o Zuli Czarownicy - i jestem bardzo zaskoczona. O ile książki dla dzieci są poprawne i przyjemne językowe, o tyle w „Mgłach Toskanii” Natasza Socha ukazuje w pełni swój warsztat pisarski, przepięknie ubierając w słowa historię miłosną pachnącą zebranymi oliwkami w słońcu, gorącą bruschettą posmarowaną świeżym czosnkiem i winem kojącym rozdarte serce.

Lena ma przystojnego chłopaka, pracę w muzeum, którą uwielbia i dwadzieścia dziewięć lat. Wydawałoby się, że ten obraz namalowany przez los jest idealny i może tak by było, gdyby nie służbowy wyjazd Leny do Toskanii na kilka miesięcy - zlecenie marzenie dla konserwatora obrazów. Ma mieszkać w Sienie, w okolicach których zamieszkuje również dawno niewidziany ojciec chłopaka kobiety. Po przyjeździe Lena dowiaduje się, że pożar strawił mieszkanie, w którym miała zamieszkać, a włoscy opiekunowie wyjechali, gdyż nie zostali powiadomieni o jej wcześniejszym przyjeździe. Przypadkowy splot zdarzeń sprawia, że zdenerwowana dziewczyna dzwoni pod numer napisany na kartce przez Igora. Od tej krótkiej rozmowy już nic więcej nie będzie czarne albo białe, a życie Leny zacznie przypominać rozwaloną paletę barw.

Historia jest trochę banalna - trójkąt miłosny złożony z niej, syna i ojca. Ojciec i syn poróżnieni od lat zakochują się w tej samej kobiecie. Ona myśli, że można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie, tak jakby dualność emocjonalna towarzysząca jej od urodzenia pozwalała na tę anomalię. W końcu wchłonęła swoją siostrę bliźniaczkę. Na dodatek tych troje to artyści - rzeźbiarz, fotograf i malarka. Miłość do sztuki to tylko preludium do poszukiwania przez nich szczęścia i wolności. Wszyscy pragną stabilizacji, ale gdzieś z tyłu majaczy chęć przygody i szaleństwa. Igor kocha Lenę za pewność jaką mu daje, Ian za zdarcie skorupy, w której ukrył się po śmierci żony, a dziewczyna chciałaby po prostu wierzyć, że wie, czego chce. Sama w sobie historia nie zaskakuje, choć trochę trzyma w napięciu czy tajemnica Leny się wyda i jakie zostaną podjęte decyzje, ale w tym przepychu opisów Toskanii ich perypetie są jakby miłym dodatkiem i pozwalają poczuć magię tego miejsca. Moim zdaniem to klimat włoskich miasteczek wysuwa się na pierwszy plan.

Przewracając kartki czułam spaloną słońcem ziemię, nieufne spojrzenia Toskańczyków na moich plecach, te wszystkie kolory włoskich miasteczek, gorzki smak oliwek zerwanych prosto z drzewa na rozłożoną siatkę. Natasza Socha stworzyła cudownie bogaty w doznania estetyczne świat - zatopiłam się w nim cała, aż po cebulki włosów. Do tej pory chodzę jakaś rozmarzona i po tej pięknej lekturze chciałabym kupić bilet do Toskanii i już stamtąd nie wracać.

Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

Natasza Socha, „Mgły Toskanii", Wydawnictwo Edipresse, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat