W świecie gier dla dzieci coraz trudniej stworzyć coś, co jednocześnie bawi, uczy współpracy i nie nudzi dorosłych po pięciu minutach rozgrywki. Firma Egmont od lat udowadnia jednak, że dobrze rozumie potrzeby rodzinnego grania. „Na ratunek” to kolejny przykład gry, która pozornie wydaje się prostą zabawą dla najmłodszych, ale po kilku partiach okazuje się zaskakująco emocjonującą przygodą. To tytuł, który nie próbuje być na siłę ultranowoczesny, nie sili się na skomplikowane zasady ani nie zasypuje graczy stertą kart. Zamiast tego oferuje coś znacznie cenniejszego: emocje, napięcie i poczucie wspólnego działania.
Już samo pudełko sugeruje, że czeka nas misja pełna akcji. Kolorowa grafika od razu przyciąga uwagę dzieci, ale nie jest przesadzona ani chaotyczna. To ważne, bo wiele gier dla najmłodszych wpada dziś w pułapkę krzykliwej estetyki. Tutaj wszystko jest czytelne i przyjazne. Po otwarciu pudełka dostajemy żetony z ilustracjami, które mają w sobie ciepło charakterystyczne dla rodzinnych gier – są sympatyczne, ale nie infantylne.
Gra jest bardzo prosta. „Na ratunek” bowiem to zwykłe memory, ale z dość ciekawym twistem. W skład gry wchodzą: kafelki z rysunkami, na których ukazane są różne wypadki oraz tzw. fałszywe alarmy, kafelki z czterema różnymi pojazdami ratunkowymi oraz kafelki z bombami i znaczkami zakazu. Na początku rozgrywki, należy każdemu z graczy rozdać po cztery pojazdy ratunkowe, a na środku rozłożyć kafelki wypadków (oczywiście wszystkie ilustracjami do dołu). Każdy z graczy w swojej kolejce odkrywa jeden z pojazdów ratunkowych, a następnie jeden z kafelków wypadków. Jeżeli obramowanie kafelka wypadku będzie identyczne, zdobywamy go, a auto zostaje odkryte. Jeżeli zaś kolorystyka się nie zgadza, musimy zakryć wszystkie odkryte dotychczas auta. W trakcie rozgrywki możemy natknąć się na „fałszywy alarm”. Jeżeli tak się stanie, musimy wziąć kafelek z bombą. Pięć zebranych bomb oznacza odpadnięcie z gry.
Mechanika gry jest bardzo przystępna. Zasady można wytłumaczyć nawet czterolatkowi w kilka minut, co w przypadku rodzinnych wieczorów ma ogromne znaczenie. Nie trzeba studiować instrukcji przez pół godziny ani sprawdzać co chwilę drobnych wyjątków. Dzięki temu dzieci szybko łapią reguły i mogą od razu poczuć satysfakcję z uczestniczenia w zabawie.
Warto też docenić tempo rozgrywki. „Na ratunek” nie przeciąga się i nie męczy. Partie są dynamiczne i szybkie, dzięki czemu dzieci nie tracą koncentracji. To ogromny atut, bo wiele gier dla najmłodszych cierpi na problem powtarzalności i rozwlekłości. Tutaj cały czas coś się dzieje. Każda tura przynosi nowe wyzwania, a gracze muszą reagować na zmieniającą się sytuację. Dzięki temu nawet po kilku rozgrywkach gra nie traci uroku.
Dużą zaletą jest także poziom trudności. Twórcy znaleźli bardzo rozsądny balans między dostępnością a wyzwaniem. Gra nie jest banalna, ale też nie frustruje. Dzieci mają poczucie sukcesu, gdy uda im się wykonać zadanie, ale zwycięstwo nie przychodzi automatycznie. To niezwykle istotne, ponieważ dobrze zaprojektowana gra dla najmłodszych powinna uczyć, że sukces wymaga myślenia, a nie tylko szczęścia.
Czy „Na ratunek” ma jakieś wady? Oczywiście nie jest to gra dla osób szukających strategicznej głębi porównywalnej z rozbudowanymi tytułami dla dorosłych. Bardziej doświadczeni gracze mogą uznać ją za infantylną. Ale też nie taki jest jej cel. To gra skierowana przede wszystkim do dzieci, a w tej kategorii sprawdza się znakomicie. Jeżeli ktoś oczekuje skomplikowanej ekonomii czy wielowarstwowych mechanik, powinien sięgnąć po inny tytuł. „Na ratunek” wygrywa prostotą, emocjami i atmosferą wspólnej przygody.
„Na ratunek” to jedna z tych gier, które świetnie sprawdzają się w sytuacjach, gdy dziecko prosi o to, aby z nim zagrać, a rodzic nie dysponuje dużą ilością czasu. Jedna rozgrywka zajmuje maksymalnie dziesięć minut, więc może być świetnym przerywnikiem dnia i pretekstem do spędzenia czasu ze swoją pociechą. Gra wspaniale też sprawdzi się w podróży, chociażby pociągiem, bo nie zajmuje dużo miejsca, a jej poręczny format zmieści się w każdym dziecięcym plecaczku. Polecam!
Anna Stasiuk
Gra „Na ratunek”, Wydawnictwo Egmont, 2026.
Komentarze