Kryształki soli osadzają się na łusce włosa i lekko ją unoszą. Włosy stają się szorstsze w dotyku, dzięki czemu zyskują objętość u nasady, a fale lepiej się układają i dłużej trzymają. Sól ma też działanie oczyszczające – wchłania nadmiar sebum, więc fryzura wygląda świeżo nawet drugiego dnia po myciu. Dokładne wyjaśnienie, dlaczego sól morska do włosów daje taki efekt i kiedy naprawdę warto po nią sięgać, znajdziesz w poradniku sklepu wlosyibroda.com, który specjalizuje się w profesjonalnej pielęgnacji.
Najlepiej reagują na niego włosy normalne i przetłuszczające się, proste lub lekko falowane, o średniej grubości. Cienkie włosy zyskują objętość, której nie da im żadna odżywka. Ostrożność powinny zachować osoby z włosami suchymi, wysokoporowatymi, rozjaśnianymi lub po zabiegach chemicznych – sól przyspiesza utratę wody z włosa i może nasilić puszenie i łamliwość. W takim przypadku spray stosuje się rzadziej, wyłącznie na długości i zawsze w towarzystwie produktu nawilżającego.
Domowy roztwór to szklanka ciepłej wody, łyżeczka soli morskiej i odrobina olejku kokosowego. Działa, ale nie zawiera składników ochronnych. Profesjonalne spraye solne, np. z linii stylizacyjnych Glynt czy My Organics, łączą sól z algami, gliceryną lub proteinami, dzięki czemu dają efekt plażowych fal bez uczucia „słomy”. Jeśli używasz soli regularnie, warto zainwestować w produkt, który jednocześnie stylizuje i nawilża.
Sól bywa też stosowana w peelingach skóry głowy – delikatnie złuszcza, usuwa resztki produktów do stylizacji i pomaga przy łojotoku. Taki peeling wykonuje się raz na dwa tygodnie, zawsze przed myciem. Nie należy go używać przy podrażnionej lub uszkodzonej skórze. Traktowana z rozsądkiem sól morska jest jednym z najprostszych sposobów na lekką, naturalną fryzurę – wystarczy pamiętać o nawilżeniu, które ją równoważy.
Materiał zewnętrzny
Komentarze