A w świąteczny nastrój wprowadzają nas wtedy pięknie ozdobione witryny sklepowe, wszechobecne choinki i światełka, mikołaje, sanki, renifery i ostatnio nawet elfy (do niedawna nieobecne w naszej kulturze). Tak, te wszystkie elementy pozwalają poczuć nam nastrój nadchodzących świąt. Dziwne jest jednak, że rynek zmusza nas do tego, byśmy to „wczuwanie się” zaczynali grubo na miesiąc przed świętami.
Ta moda na dość wczesne przygotowania do Bożego Narodzenia, przywędrowała (jak wszelkie inne mody zresztą) z zachodu – w Niemczech już w październiku można spotkać tu i ówdzie choinkę czy kupić czekoladowego mikołaja. W Polsce takowe elementy rozpoczynają swój szturm tuż po Wszystkich Świętych (lub pod Dniu Zadusznym), toteż w okolicach 3 listopada, świeżo po powrocie z grobów bliskich, możemy rozkoszować się już bożonarodzeniową atmosferą. Czy jednak, gdy mamy czegoś za dużo, nie powszednieje to dość szybko?
Komercjalizacja wszelkich świąt jest zjawiskiem bardzo powszechnym. Specjaliści od marketingu dobrze wiedzą jak wykorzystać okazję rodzinnych uroczystości do zarobienia jak największych sum pieniędzy. Rozpoczyna się czas kupowania prezentów dla bliskich, toteż marketingowcy mówią nam : „po co czekać do grudnia i stać w kolejkach? Kup prezent jak najwcześniej, zaoszczędzisz swój czas”. Z jednej strony jest to myślenie dość racjonalne. Nie zmienia to jednak faktu, że większość ludzi kupowanie prezentów i tak odkłada na ostatnią chwilę, dlatego świąteczne promocje od początku listopada są nachalne i w gruncie rzeczy niepotrzebne. A do tego skutecznie zabijają w nas ducha świąt, bo jakże cieszyć się z tych dwóch świątecznych dni, skoro za nami są już dwa świąteczne miesiące. W dodatku święta to nie tylko kupowanie prezentów – wiele biednych rodzin nie stać, by położyć kilka paczek pod choinkę. Zresztą przecież nie o to chodzi – święta to okres spotkań i dobroci, to szczególny rodzinny czas.
Wszystko zaczyna się zbyt wcześnie – ledwo zdążymy ochłonąć po 1 listopada, a Święto Niepodległości już obchodzone jest w asyście choinek wyglądających ze sklepowych witryn. Sama już nie wiem, czy to śmieszne, żałosne czy smutne. Żyjemy w czasach skomercjalizowanych i podobne zjawiska są nie do uniknięcia, ale pozostaje przecież jeszcze kwestia zwykłego szacunku dla pewnych tradycji. Nie rozumiem, dlaczego ten cały świąteczny kram nie mógłby się zaczynać np. wraz z początkiem adwentu – jest to moment symboliczny, czas, który faktycznie ma nas przygotować do świąt. Nie zapominajmy więc, że choinka, prezenty i światełka to jeszcze nie wszystko – nie dajmy w sobie zabić ducha świąt.
Małgorzata Dudek
(malgorzata.dudek@dlalejdis.pl)
Komentarze