Z miłości pod latarnię





Holenderskie, belgijskie i również niemieckie miasta cierpią z powodu nowego typu sutenerstwa, jaki zadomowił się w Europie wraz z emigracją. Młodzi, przystojni, dobrze ubrani i prezentujący się chłopcy uwodzą dziewczyny, by potem zmusić je do seksualnego niewolnictwa i prostytuowania się. Zaskakującym jest fakt, że w bardzo dużym procencie  „kochasie”, to Marokańczycy lub Turcy. Najprawdopodobniej spowodowane jest to mentalnością wyniesioną z rdzennych krajów arabskich, gdzie kobieta reprezentuje sobą mniejszą wartość, a białe kobiety bywają postrzegane jako zwyczajne dziwki.

Mechanizm pracy loverboya jest prosty. Kiepsko wyedukowani młodzieńcy obierają za cel dziewczynę i rozkochują ją w sobie do szaleństwa. Nagle sielanka się kończy, ukochana dowiaduje się, że stanęli w obliczu trudnej sytuacji materialnej, więc musi się prostytuować. Często też podczas seksu „ukochany” robił zdjęcia, którymi później szantażuje kobietę, lub też grozi zemstą na jej rodzinie. Tak czy inaczej, dziewczyna idzie na ulicę.

Zasadniczym problemem w walce z loverboyami są same ofiary. Z jednej strony strach zmusza je do prostytucji. Nieraz groźbami, szantażem są przetrzymywane wbrew własnej woli pod mocą alfonsa. Drugim, znacznie gorszym czynnikiem, jest fakt, że w pierwszej fazie dziewczyny zakochują się w przyszłym oprawcy. Uczucie, głębokie nadzieje, a także zaufanie kochasiowi sprawiają, że więź jest o wiele silniejsza, niż w przypadku zwykłego stręczycielstwa, a także o wiele bardziej skomplikowana. Część ofiar w ogóle się nie przyznaje do problemu i akceptuje sprawy takimi, jakie są.

Policja, szczególnie w Holandii, walczy z loverboyami jak może, aczkolwiek strach ofiar a często też uzależnienie emocjonalne od oprawców nie pozwala prawu na uporanie się z problemem. Często, nawet gdy nakryje się proceder, kobiety nabierają wody w usta i wymiar sprawiedliwości jest bezradny. Sama policja mówi, że ofiary muszą się zgłaszać do nich, jeżeli pomoc ma faktycznie nadejść, inaczej niewola będzie trwać i trwać. Oczywiście, istnieją stowarzyszenia oraz strony, gdzie ofiary czy też osoby dostrzegające problem starają się pomóc dziewczynom w potrzebie, ale wydaje się to tylko kroplą w morzu potrzeb.  Szacuje się, że wykorzystywanych w ten sposób jest nawet 5 tys. dziewczyn.

Trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek w Polsce, gdzie prostytucja jest nielegalna, instytucja loverboyów zaistnieje. Dodatkowo, imigrantów z krajów arabskich, którzy mieliby się trudnić takim procederem, jest znacznie mniej, niż w Holandii, czy też u naszych niemieckich sąsiadów. Najważniejsze, by Polki pamiętały, że nie każdy przystojny obcokrajowiec, który się nimi interesuje, ma dobre intencje.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)



Społeczność

Newsletter

Reklama



 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat