4 razy debiut – premiera Studia Munka

Recenzja filmu - 4 razy debiut.
Jeśli polska kinematografia odrodzi się w sposób promowany przez Studio Munka, to jest szansa, że ominą nas koszmary w stylu „Kac Wawa”.

W środę 6 marca w warszawskim kinie Kultura zostały zaprezentowane 4 krótkie formy filmowe, wyprodukowane przez Studio Munka, wchodzące w skład Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Dlatego też pod filmami podpisał się Państwowy Instytut Sztuki Filmowej, powołany przez SFP, a nadzorowany przez Ministerstwo Kultury. W pokazie „4 razy debiut” zaprezentowano dwa filmy dokumentalne i dwa fabularne, trwające po ok. 30 minut każdy, a odnoszące się do różnych sposobów portretowania współczesnej rzeczywistości w Polsce.

Aneta, bohaterka „Punktu wyjścia” wie, że zrobiła źle, każdego dnia cierpi, gdy przypomina sobie, jak podczas awantury zabiła ukochaną babcię. Jednocześnie młoda kobieta, która najlepsze lata mogła spędzić na beztroskim studiowaniu, poznawaniu ludzi i życia staje przed widzami jako pogodzona z losem kobieta, której już nic w życiu nie zaskoczy. Może poza ludzką życzliwością i humorem, który pozwala nieuleczalnie chorej pani Helenie mierzyć się każdego dnia ze światem. Aneta, która w młodości poznała niewiarygodny ból i upokorzenie, ma szansę odrodzić się na nowo, stanąć znów w punkcie wyjścia i wybrać dobrą drogę.

Film w reżyserii Michała Szcześniaka to bardzo prosta, nienachalna historia o dramacie kobiety, która zupełnie utraciła kontrolę nad swoim życiem i po wielu latach odpokutowywania ze swoje winy ma szansę, by znów zmierzyć się za światem. Główna bohaterka, choć widać, że nie czuje się pewnie przed kamerą, w nieśmiały sposób apeluje do widza, by spojrzał na nią jak na kobietę, przed którą stoją wyzwania macierzyństwa obciążonego traumą przeszłości i przyszłość, w której zabraknie ukochanej babci. Przejmujący, ale bardzo zwyczajny film Szcześniaka to wyjątkowy popis wczucia się w sytuację osoby, której historię trudno przełożyć na język obrazu i dźwięku.

Z kolei w dokumencie „Ze wsi Grunwald” widać liczne inspiracje filmami spod znaku „Pieniądze to nie wszystko”, „Czekając na sobotę” czy „Wesela” Smarzowskiego. Gorzki obraz małej miejscowości, w którym ludzie żyją z dnia na dzień bez celu, bez większych ambicji. Jest jednak coś, co wyróżnia ich na tle niestety licznej rzeszy mieszkańców biednych wsi, dla których nie ma znaczenia nic poza koniecznością zaspokajania absolutnie pierwotnych potrzeb. Ludzie z Grunwaldu chcą, by bezkresne pola otaczające tę warmińsko-mazurską wieś choć raz do roku regularnie odżywały pod naporem żądnych krwi przyjezdnych. Dlatego gdy na kilka dni zjeżdżają się z całej Polski miłośnicy żywej historii, każdy stara się ugrać na tym jak najwięcej, sprzedając wszystko, co da się sprzedać – od replik mieczy po watę cukrową.

Z filmu Artura Wierzbickiego przebija niezwykły spokój ludzi pogodzonych z losem, którzy nie mają siły, by nieustannie walczyć, jednak w momencie próby potrafią zmobilizować niezwykłe siły, by sprzedać breloczek czy zaoferować miejsce parkingowe na własnym podwórku. Niestety, powtarzalność beznadziejnego cyklu, z którego nie ma ucieczki sprawia, że mieszkańcom nie pozostaje nic innego jak dostosować się do niezmiennych warunków egzystencji, urozmaicanej jedynie wycieczkami szkolnymi kilka razy do roku.

„Na dystans” to film, którego alternatywny tytuł powinien brzmieć „Dzieci głosu nie mają”. Ale mają emocje i uczucia, które nie zawsze rozumieją i z którymi starają się w pewien sposób walczyć, tak jak Jeremi, bohater krótkiego filmu fabularnego w reżyserii Macieja Górskiego. Chłopiec, który przygląda się relacji matki i wujka, widzi tylko odrazę i niechęć, jednocześnie jednak w naturalny sposób powiela niektóre z zaobserwowanych zachowań, np. przygotowywanie i chowanie „bibuły”, postrzeganej jako coś tajemniczego, a jednocześnie o wielkiej wartości. Z tym, że chłopiec nie ma prawa głosu. Swój bunt i sprzeciw może wyrażać jedynie nieposłuszeństwem i niechęcią dla konieczności podporządkowania się pewnym regułom. Nieco siermiężny, ale wyjątkowo klimatyczny film zasługuje na uwagę jako przykład walki bohatera z emocjami, będącej efektem niezrozumienia tego, co tak naprawdę samemu się czuje.

Na koniec „Pogrzebiny” - modelowy przykład tragikomedii. Gdzie najłatwiej spotkać chętne panny, które z przyjemnością zatańczą z niejednym kawalerem? Oczywiście na weselu! Co jednak zrobić, gdy zamiast wesela Pyjter i Młody muszę obsługiwać stypę? Na szczęście i tu znajdzie się piękna pani, która swoim seksapilem przyciąga wzrok pogrążonych w smutku zalotników. Szkoda tylko, że Młody nie zamierza posłuchać rad starszego brata, który robi wszystko, by z zionącej smutkiem atmosfery uczynić pierwszej klasy dancing. Kolejne flaszki wódki, nieprzyzwoite piosenki, towarzystwo pięknie ubranych pań – to wszystko sprawia, że Pyjterowi udaje się wykrzesać z zebranych dobry nastrój. Niestety, Młody nie docenia wysiłków brata...

Film Wojciecha Stupnickiego to śmieszno-gorzki obraz, w którym śmiech przeplata się ze łzami, a przypadkowy seks ze śpiewem żałobnym. Oglądając „Pogrzebiny” można odnieść wrażenie, że natura ludzka zawsze ma dualistyczny charakter – w tym samym czasie możemy się śmiać i płakać, pomagać i krzywdzić, robić coś dla innych, by samemu zyskać najwięcej. Tragikomedia Stupnickiego to film, w czasie którego raz za razem wybuchasz śmiechem, by wracając do domu oddać się refleksji na temat tego, czy warto poszukiwać na siłę szczęścia. I co, jeśli się okaże, że pogrzebiny są weselsze niż śluby?

Jeśli w dalszym ciągu będą powstawały w Polsce takie filmy jak te produkowane przez Studio Munka i jeśli dostęp do niej będzie miała szersza widownia, to być może za kilka lat wyjście do kina będzie się kojarzyło z ucztą filmową na poziomie „dawnej polskiej szkoły”, a nie z żenującymi filmami pokroju „Kac Wawa”.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

Fot. Materiały prasowe



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat