7 powodów (niekoniecznie poważnych), dla których lepiej być kobietą...
„Być kobietą, być kobietą...” jest cudownie, bez dwóch zdań!
Z okazji naszego święta życzę wszystkim paniom szerokiego uśmiechu na twarzy. A żeby go wywołać, przypominam powody, dla których lepiej należeć do płci pięknej niż brzydkiej:
- Niewiele znam kobiet, które nie lubiłyby „zrobić się na bóstwo”. Dopracowany make up i szałowa kreacja dają nam radość i dodają pewności siebie. Możemy się stroić, malować i obwieszać biżuterią do woli - mamy dużo większe pole manewru niż mężczyźni. Może kiedyś, w przyszłości, ulegnie to zmianie, ale na razie to właśnie dla nas projektuje się piękne suknie i misterną biżuterię, a także produkuje wymyślne kosmetyki.
- Rodzimy dzieci - nosimy je pod sercem, czujemy ich ruchy w brzuchu. Tacierzyństwo również jest piękną sprawą, nie kwestionujemy tego. Ale więzi, jaka nawiązuje się między nienarodzonym jeszcze dzieckiem a jego matką, nie da się porównać z niczym innym. To samo dotyczy karmienia piersią.
- Dżentelmeni są wobec nas szarmanccy. Istnieją jeszcze na tym świecie panowie, którzy otwierają przed kobietą drzwi, pomagają jej ściągnąć płaszcz, odsuwają krzesło, żeby mogła usiąść. Ponadto prawią komplementy lub wręczają kwiaty nawet dziewczynom, których wcale nie chcą poderwać - ot, po prostu doceniając naszą kobiecość. A że tego typu mężczyzn jest coraz mniej? Cieszmy się, że jeszcze całkiem nie wyginęli!
- Jesteśmy płcią piękną – bardziej estetyczną niż mężczyźni. Wiesz dlaczego na okładkach magazynów, i dla panów, i dla pań, znajdują się zdjęcia kobiet? Badania wykazały, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety wolą patrzeć na panie! Cieszymy oko - nic dodać, nic ująć.
- Kiedy przybieramy na wadze część tłuszczyku odkłada się w odpowiednich miejscach. Tycie dla mężczyzn oznacza rozrost brzucha - trudno powiedzieć, żeby to było sexy. A u nas przynajmniej część nadprogramowych kilogramów lokuje się w okolicach biustu i bioder, czyniąc nas bardziej ponętnymi. Jednak nie zapominajmy, że co za dużo, to niezdrowo...
- Mamy „konstytucyjne prawo” do fochów przed okresem i w jego trakcie. Ponadto nasza nadmierna egzaltacja jest akceptowana społecznie. Możemy płakać ze wzruszenia nad głupim romansidłem i nie usłyszymy, że jesteśmy „mazgajkami” i beksami, ale osobami wrażliwymi i uczuciowymi. To jawna dyskryminacja facetów (którym tego nie wolno), ale cóż... cieszmy się, że nikt nie śpiewał „dziewczyny nie płaczą”.
- Nie musimy przejmować się „utrzymaniem formy” w łóżku. Mówi się, że mężczyzna zawsze chce uprawiać seks, ale nie zawsze może, a kobieta odwrotnie. To oczywista bzdura. Ale fakt faktem, że my nie musimy martwić się, czy w kluczowym łóżkowym momencie „staniemy na wysokości zadania”. Pomyśl jak mężczyźni mają przechlapane: problemy z erekcją, to nie tylko jej brak, ale też... erekcja w nieodpowiednich życiowych sytuacjach! Brrr, biedactwa! Współczujemy.
Katarzyna Lewcun
(katarzyna.lewcun@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze