Kwoty nie zostały całkowicie wymyślone. Pochodzą z wypowiedzi przedstawiciela branży komunalnej i dotyczą dwóch różnych sposobów zbierania oraz przygotowania plastiku do recyklingu.
Według przytaczanych w mediach wyliczeń Tomasza Kacprzaka z MPO Łódź odzyskanie tony tworzyw sztucznych z tradycyjnego systemu selektywnej zbiórki, czyli między innymi z żółtych pojemników, może kosztować około 1200-1400 zł.
W przypadku systemu kaucyjnego pełny koszt obsługi tony opakowań PET miałby natomiast wynosić od około 8 do nawet 16 tys. zł.
Na tę drugą kwotę składają się nie tylko same czynności związane z recyklingiem. Dochodzą również koszty automatów do przyjmowania butelek, ich serwisowania, odbioru opakowań ze sklepów, transportu, magazynowania, liczenia, sortowania i funkcjonowania całej infrastruktury systemu.
To właśnie dlatego proste zestawienie 1400 zł i 16 tys. zł może robić tak duże wrażenie.
Nie można tego ująć tak prosto.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska podkreśla, że system kaucyjny nie jest dodatkowym podatkiem dla konsumenta. Kaucja jest zwracana po oddaniu opakowania, a koszty wdrożenia i utrzymania systemu ponoszą przede wszystkim przedsiębiorcy wprowadzający napoje na rynek. System finansują również nieodebrane przez klientów kaucje.
Nie oznacza to oczywiście, że system jest darmowy. Jego infrastruktura, transport i obsługa kosztują. Pytanie brzmi jednak nie tylko: ile kosztuje zebranie tony plastiku, ale również co otrzymujemy w zamian.
To najważniejszy problem w porównywaniu obu kwot.
Butelki PET zwracane w systemie kaucyjnym tworzą znacznie bardziej jednorodny i czystszy strumień surowca. Nie są wymieszane z foliami, opakowaniami po chemii gospodarczej czy innymi rodzajami tworzyw.
Taki materiał łatwiej poddać wysokiej jakości recyklingowi i ponownie wykorzystać między innymi do produkcji kolejnych opakowań.
Ministerstwo argumentuje również, że systemy kaucyjne pozwalają osiągać bardzo wysokie poziomy selektywnej zbiórki - przekraczające w niektórych krajach 90 proc. - oraz ograniczają ilość opakowań trafiających do odpadów zmieszanych, spalarni czy środowiska.
Dlatego zestawienie kosztu odzyskania przypadkowej tony plastiku z żółtego pojemnika z pełnym kosztem funkcjonowania systemu kaucyjnego dla tony PET nie musi być porównaniem tych samych procesów.
Zgodnie z obowiązującymi zasadami finansowanie systemu spoczywa przede wszystkim na producentach i importerach napojów objętych systemem.
Operatorzy wykorzystują również środki z kaucji, których konsumenci nie odebrali. Ministerstwo wskazuje, że pieniądze te mogą być przeznaczane wyłącznie na funkcjonowanie i rozwój systemu.
Skala tych środków jest ogromna. Według informacji „Pulsu Biznesu” operatorzy mają obecnie co najmniej 1,5 mld zł z nieodebranych kaucji, które potencjalnie mogą zostać wykorzystane na pokrywanie kosztów funkcjonowania systemu.
Grafika krążąca po sieci wykorzystuje prawdziwe liczby, ale przedstawia je w sposób, który może sugerować, że państwo lub mieszkańcy płacą obecnie 16 tys. zł za coś, co wcześniej kosztowało 1400 zł.
Takiego wniosku nie można wyciągnąć.
Mówimy o dwóch różnych modelach zbiórki, różnych zakresach kosztów i różnej jakości pozyskanego surowca.
Dyskusja o opłacalności systemu kaucyjnego jest potrzebna. Warto pytać o koszty automatów, transportu, operatorów czy całej logistyki. Ale aby odpowiedzieć na pytanie, czy system jest naprawdę dziesięć razy droższy, trzeba porównywać pełne koszty i efekty obu modeli, a nie tylko dwie najbardziej efektowne liczby.
1400 zł i 16 tys. zł mogą być prawdziwymi szacunkami, ale nie oznaczają automatycznie, że za recykling tej samej tony plastiku zaczęliśmy płacić ponad dziesięć razy więcej.
PMP
Komentarze