„Bejbis” – niestrawny, odgrzewany kotlet

Recenzja filmy „Bejbis”.
Na ekrany polskich kin wszedł właśnie amerykański film„Bejbis”. Niepotrzebnie odkurzony staroć. Tak najszybciej można go podsumować.

Film jest reklamowany jako amerykańskie „Galerianki”. Szkoda tylko, że z debiutanckim obrazem Katarzyny Rosłaniec nie ma nic wspólnego. Hasło reklamowe, to marketing w najczystszej swojej postaci. W „Bejbis” nie ma ani galerii, ani wyzywająco ubranych gimnazjalistek do towarzystwa. Są za to już prawie dorosłe, bo kończące szkołę średnią, wyrachowane dziewczyny w powyciąganych t-shirtach i jeansach. Zero makijażu, zero seksapilu i temperamentu. Aż dziwne, że, według scenarzysty i reżysera jednocześnie – Davida Rossa, takie szare myszki mogą sprzedać się pod szyldem różowo-plastikowej Ameryki! Przecież nikt w to nie uwierzy, a science fiction to też nie jest. Dawno nie zdażyło mi się obejrzeć tak wyssanej z palca i zupełnie nieciekawej, wręcz apatycznej historii.

Trudno dopatrywać się głębi w „Bejbis”, bo trudno szukać drugiego dna w czymś, czemu niewiele brakuje do soft porno. Trochę negliżu, ostry seks na tylnym siedzeniu samochodu, w bagażniku, na polance. Emocji praktycznie brak, wszystko monotonnie kręci się wokół wiadomych stosunków młodych dziewczyn i facetów co najmniej po 40-stce. A wszystko zaczyna się od zupełnie niewinnego zajęcia – opieki nad dziećmi. Shirley po szkole dorabia sobie jako niania, ale poza dziećmi jej zainteresowanie wzbudza pracodawca. Dziewczyna szybko zabiera się do rzeczy, a za dodatkową „pracę” dostaje dodatkowe wynagrodzenie, choć się go nie spodziewała. W tym momencie do głowy uderza jej wyrachowanie. Szybko udaje się jej pozyskać kilka współpracowniczek skuszonych wysokimi zarobkami. Pobiera od nich prowizje, podnosi stawki za usługi, tworzy grafik i firmowe wizytówki. I tak zaczyna się biznes pod szyldem nianiek, które dziećmi się nie opiekują, lecz ich tatusiami.

Niesamowite, że po 4 latach od powstania „Bejbis”, ktoś zechciał go zaserwować polskim widzom. Ten odgrzewany kotlet nie dość, że jest niesmaczny, to i silnie niestrawny, a to bynajmniej nie dlatego, że jest mocno przeterminowany. Nie mam wątpliwości, że szkoda na niego pieniędzy, chociaż płeć męska, bez względu na wiek, opuszczała kino wielce usatysfakcjonowana seansem.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat