Pierwszy, nietypowy i bardzo wymagający test czekał na kucharzy już na początku dzisiejszego odcinka programu. Na krakowskim rynku mieli oni, bowiem, podzieleni na dwie drużyny zorganizować imprezę urodzinową dla 150 dzieci. Leszek, jako zwycięzca ostatniej konkurencji został kapitanem jednej z nich i dostał prawo wyboru jej członków. Do niebieskiej drużyny dołączyli, więc: Charles, Adam, Ania, Jola i Beata. Pozostali uczestnicy MasterChef’a stworzyli drużynę czerwoną, na której kapitana jednogłośnie wybrano Krzysztofa. Kapitan każdej drużyny wraz z wybranym przez siebie pomocnikiem z spiżarni musieli wydobyć wszystkie niezbędne produkty.
Każda z drużyn miała za zadanie przygotować urodzinowe menu: danie główne plus deser. „Niebiescy” postawili na nuggetsy z ziemniaczanymi chipsami i naleśniki z serem mascarpone, bitą śmietaną i owocami. „Czerwoni” na pizzę Fungi, z której po chwili wyrzucono grzyby, więc stała się pizzą serową z sosem pomidorowym i ciasto murzynka.
Magdzie Geissler menu drużyny Leszka wydawało się za bardzo amerykańskie, z kolei Ania martwiła się, ile pizz będzie musiała zrobić ekipa Krzysztofa, by nakarmić tyle dzieciaków.
W oby drużynach każdy zdawał się wiedzieć, co do niego należy. Przez półtorej godziny pracowali w pocie czoła. Leszek miał nawet plan „przekupienia” dzieci bezą, plan był ambitny, niestety, prawda bolesna, beza rozpłynęła się w piekarniku. Michel musiał zaś wspomóc czerwoną drużynę, której tempo pracy spadło i zdawała się podczas przygotowania pizz być w totalnej rozsypce.
Po upływie wskazanego czasu na rynku pojawiła się gromada dzieci, prowadzona przez trzech jubilatów jadących w małych autkach. To ta trójka miała dziś być najcięższym jury.
Każde dziecko dostało do spróbowania menu jednej i drugiej drużyny. Gdy, jedzenie którejś z nich mu nie smakowało, wielką drewnianą igłą mogło przekłuć jeden z balonów w odpowiednim kolorze. Zwycięzcą konkurencji miała zostać drużyna, która pozostanie z największą ilością balonów.
Pizza zachwyciła dzieci i na rynku słychać było tylko „czerwoni, czerwoni”. Chodź drużyna niebieskich starała się, jak mogła, w zastraszającym tempie ubywało jej balonów. Gdy wynik był 80 czerwonych balonów do 58 niebieskich, decydujący głos otrzymali jubilaci. Ich głos liczył się, jak 10 zniszczonych balonów. Dwóch chłopców doprowadziło do remisu między drużynami. Ostatecznie o wygranej czerwonej drużyny Krzysztofa zadecydowała 9-letnia Oliwia.
Dzięki zwycięstwu w krakowskim teście, „czerwoni” byli bezpieczni w kolejnym szykującym się sprawdzianie.
Jury MasterChefa chcąc poznać stan wiedzy drużyny Leszka postawili przed każdym z jej uczestników 37 produktów z całego świata, od owoców, po nasiona i przyprawy. Kto odgadł z nich, jak najwięcej był bezpieczny w eliminacji. Kapitanowi niebieskich pozwolono także wybrać osobę, którą pracowała najlepiej z grupy. Wytypowany Charles dołączył do czerwonej – bezpiecznej drużyny.
Leszek, jako kapitan poszedł na tzw. „pierwszy ogień” i bardzo szybko poległ pokonany przez pietruszkę. A właściwie przez to, co wydawało mu się być pietruszką, a okazało pasternakiem. Warzywu temu uległ również Adam, który podobnie, jak Leszek pomylił go z pietruszką. Panie poradziły sobie o wiele lepiej. Ania odgadła trzy produkty, Jola dziewięć, a Beata pięć.
Do eliminacji przystąpili, więc Leszek i Adam. Magda Gessler, Michel i Ania poprosili Adama o „oddanie fartucha” i opuszczenie MasterChef’a.
Kto będzie następną osobą, która za tydzień pożegna się z programem? Przekonamy się w przyszłą niedzielę.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Fot. TVN/Jacek Wrzesiński
Komentarze