Ambasadorowie u MasteChef’a

MasterChef - sezon 2., odcinek. 7.
Jest ich dziesięcioro, już siedem tygodni walczą o przetrwanie kolejnego odcinka. Kto dziś musiał oddać fartuch MasterChef’a

Ogrody Muzeum Archeologicznego w Krakowie – tu chyba nikt z uczestników programu nie miał jeszcze możliwości gotować. W tak pięknej scenerii, ubrani w profesjonalne stroje dla pracowników restauracji, kucharze stawili się przed jury. Magda, Ania i Michel postawili przed nimi nie lada wyzwanie: podzielić się na dwie drużyny i przygotować do podania lunch złożony z przystawki, dania głównego i deseru dla szesnastu osób. Aby zadanie było trudniejsze wśród nich znajdowali się ambasadorowie Królestwa Belgii, Republiki Grecji i Meksyku wraz z zaproszonymi gośćmi, a każde z przygotowanych dań miało pochodzić z jednego z tych państw.

Charles, jako zwycięzca poprzedniego odcinka i Beata, która przygotowała wówczas drugie najlepsze danie, zostali kapitanami drużyny niebieskiej i czerwonej. Kolejno wybierali do nich kucharzy. W drużynie Charlesa przeważali mężczyźni, jedyną wybraną przez niego kobietą została Diana. Drużyna Beaty składała się z samych Pań, „rodzynkiem” w tym gronie został Krzysztof.

Obie drużyny na przygotowanie smacznych, szykownie podanych potraw miały niemal trzy godziny. Po dwóch godzinach od rozpoczęcia konkurencji na stół gości trafić miała przystawka. Po upływie dwudziestu minut dawnie główne, a później deser. Wszystko musiało odbyć się zgodnie z protokołem dyplomatycznym, gdyż jego złamanie byłoby sporym nietaktem.

Beata sprawnie rozdzieliła pracę w drużynie czerwonych. Na przystawkę zamierzali oni podać krewetkę na sałacie z awokado z pikantnym sosem. Jako danie główne jagnięcinę z torcikiem z warzyw i fety. Przygotowaniem deseru, czyli czekoladowego ciasta zajęła się Maria.

Drużyna niebieskich nie miała ścisłego podziału ról. W zasadzie każdy robił, co chciał, za wyjątkiem Diany, która od razu zabrała się za przygotowywanie deseru, czyli bakalawy. Przystawką powstającą pod kierownictwem Charlesa miała być cykoria w sosie beszamelowym, a daniem głównym faszerowana papryka.

Wydawało się, że trzy godziny to mnóstwo czasu. Jednak, gdy ambasadorowie i ich goście pojawili się w ogrodzie, Michel i Ania zaczęli pomagać drużynom przyśpieszać pracę.

Niebiescy i czerwoni musieli wybrać przedstawiciela, który, podczas, gdy kelner podawał ich dania, miał o nich opowiadać. Ze względu na znajomość języków do tego zadania wytypowano Charlesa i Krzysztofa.

Dziś jury MasterChef’a na lunchu czuło się, jak prawdziwi goście. Trudne zadanie ocenienia uczestników przypadło, bowiem ambasadorom. Za najlepszą przystawkę uznali oni tą przygotowaną przez drużynę niebieską. Natomiast dwa pozostałe dania bezapelacyjnie należały do drużyny czerwonej. Dzięki temu zwycięstwu, pozostali oni w programie, a walkę o fartuch musiała stoczyć drużyna Charlesa.

Ania, Michel i Magda sami przyznali, że z zadaniem eliminacyjnym nie poradziłby sobie niejeden kucharz i często oni boją się przygotowywania tej potrawy. Niebiescy, już przebrani w czarne fartuchy, stawić czoła mieli sobie samym, a przede wszystkim sufletowi. Na jego przygotowanie dano im dziewięćdziesiąt minut. Każdy mógł przygotować dowolną ilość sufletów. Gdy już uważał, że jego danie nadaje się do oceny prezentował je przed jury.

Prawidłowo wykonany suflet powinien być wyrośnięty, opieczony na brzegach, a miękki i soczysty w środku.

Jako pierwszy swój suflet czekoladowy z ostrą papryką zaprezentował Charles. Jarek do posmakowania dał jury klasyczny suflet czekoladowy. Leszek i Diana przygotowali suflety serowe, a Daniel bananowy.

Zwycięzcą tej konkurencji został Daniel. Było to dla niego podwójne wyróżnienie, gdyż suflet w programie, był pierwszym robionym przez niego w życiu. Za najgorszy, nieprzyprawiony i za bardzo przypieczony suflet, przypominający bardziej ciasto czekoladowe uznano wyrób Jarka. I to on musiał dziś oddać fartuch i pożegnać się z programem.

Kogo w kolejnym odcinku pokona homar? Kto będzie musiał złożyć na swoim stanowisku fartuch MasterChefa, a komu uda się przejść dalej? Dowiemy się już za tydzień.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Fot. TVN / Jacek Wrzesiński



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat