Baśń dla dorosłych

Recenzja DVD „Bestie z Południowych Krain”.
„Bestie z Południowych Krain” nie są dziełem oczywistym, wręcz przeciwnie zostawiają widza z wieloma pytaniami.

Nagroda główna na Festiwalu Sundnce, cztery oscarowe nominacje i fala dobrych recenzji, która towarzyszyła „Bestiom z Południowy Krain” Betha Zeiltina sprawiły, że sięgnęłam po wydanie DVD filmu ze sporymi oczekiwaniami. Wszystkie one zastały spełnione, a co więcej dawno już nie widziałam tak poetyckiego kina.

Akcja filmu „Bestie z Południowych Krain” toczy się w niezbyt odległej, ale też niezbyt optymistycznej przyszłości. W tym świecie lodowce zaczęły topnieć, a poziom wody podniósł się na tyle, że południe Stanów Zjednoczonych znalazło się pod wodą. Jednym z ostatnich południowych terenów, których nie zalała jeszcze woda jest miasteczko o nazwie Bathtub. I to właśnie na uboczu tej miejscowości mieszka główna bohaterka i narratorka filmu 6-letnia Hushpuppy grana przez Quvenzhané Wallis i jej ojciec Wink, w którego wcielił się Dwight Henry.

Ich rodzinę trudno nazwać szczęśliwą. Matka Hushpuppy odeszła, a jej ojciec nie jest dla niej zbyt czuły, nie stroni od alkoholum a ponadto cierpi śmiertelną chorobę, co bez powodzenia stara się ukryć przed swoją córką. Mimo to Hushpuppy ma swój własny świat, w którym dobrze się czuje i całkiem nieźle sobie radzi. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy nad Bathtub nadciąga huragan. W ciągu jednej nocy całe miasteczko zostaje zalane, a dziewczynka i jej ojciec lądują na prowizorycznej łódce, na której przemierzają zalany świat. Jednak huragan sprowadził do ich południowych krain nie tylko wodę i zniszczenie, ale także tajemnicze prehistoryczne bestie, które po latach uwolniły się z uwięzienia w zimnych objęciach lodowca.

Jak Hushpuppy i jej ojciec poradzą sobie w obliczu katastrofy? Czy uda im się wrócić domu i stawić czoła olbrzymim bestiom? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziemy w filmie. „Bestie z Południowych Krain” nie są dziełem oczywistym, wręcz przeciwnie zostawiają widza z wieloma pytaniami. Mnie do teraz  najbardziej nurtuje to, dlaczego bohaterowie tak bardzo nie chcą opuścić swoich domów mimo katastrofy i dlaczego nie szukają pomocy w cywilizacji. Myślę jednak, że każdy widz będzie miał własne.

Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości co do tego, że „Bestie z Południowych krain” zasłużyły sobie na wszystkie nagrody i oscarowe nominacje, które przypadły mu w udziale. Film Betha Zeiltina to wzruszająca opowieść na pograniczu prawdy i wyobraźni. I jak z każdej baśni, tak i z tej płynie wyraźny morał – kiedy wszystko zawodzi, trzeba po prostu wsłuchać się w serce tak, jak robi to Hushpuppy.

Jedynym aspektem, do którego można mieć zastrzeżenia w wydaniu filmu na DVD, są materiały dodatkowe, które niestety są bardzo skromne. Znalazły się w nich trzy wywiady z reżyserem Bethem Zeiltinem, Dwightem Henrym i wypowiedzi ekipy na temat Quvenzhané Wallis, której trzeba przyznać to, że jest wyjątkowo utalentowaną 6-latką. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu filmu byłam bardzo zaciekawiona kulisami jego powstania, a króciutkie wywiady z twórcami filmu zostawiły we mnie pewien niedosyt, ale z drugiej strony być może zaspokoi go kolejny film Betha Zeiltina, na który już czekam z nadzieją na to, że będzie jeszcze lepszy.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

DVD „Bestie z Południowych Krain”, reż. Beth Zeiltin, Gutek Film



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat