Skulona w sobie, zaplątana w sieć. Zagubiona i zmarznięta. Przyniósł ją do domu i zaopiekował się nią. Piękna kobieta (Alicja Bachleda-Curuś), z wyglądu przypominająca nimfę. Po tym, jak doszła do siebie, przedstawiła się tajemniczo Ondine, co oznacza ?przyszła z wody?. Syracuse (Colin Farrell), zwany przez swoje dawne zachowanie Circus (cyrk), zamknięty w swej samotni nad morzem pozwala jej zostać. Tym bardziej, że nucąca Ondine nie przynosi pecha, jak mówi się o kobietach na pokładzie. Wręcz przeciwnie. Sieci zapełniają się ku wielkiemu zdziwieniu mężczyzny. Jego chorą córkę dziwi zaś coś całkiem innego. Wiele argumentów przemawia za tym, że Ondine, która mało mówi o sobie w czasie przeszłym, to selkie. Według mitologii celtyckiej istoty te potrafią zrzucić foczą skórę, by stać się człowiekiem. Jednak pozostanie na lądzie nie jest kwestią ich wyboru. Nadmorska chatka rybaka powoli przestaje być zamkniętym dla baśniowych historii miejscem. Nie omijają ją wścibscy ludzie, którzy nie mają dobrych zamiarów. Ondine także dowiaduje się, co skłoniło Syracuse?a do ucieczki z dala od innych, pomijając ukochaną córkę. Skorupa baśniowości powoli pęka? Co się z niej wyłoni?
Neil Jordan (reżyser znany przede wszystkim z ?Wywiadu z wampirem?) w swym najnowszym filmie ?Ondine?, po raz kolejny sięga po postać odrealnioną, tworząc coś na kształt realizmu magicznego. Bachleda zachwyciła go w kreacji Veronici w filmie ?Trade?, dlatego postanowił obsadzić ją w jednej z głównych ról (mimo to, nazwisko Bachleda nie pojawia się w czołówce). Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Nasza rodzima aktorka wspaniale wcieliła się w delikatną istotę, z rozwianymi włosami, która nie tylko pięknie i intrygująco wygląda, ale także przekonywująco gra. Farrell, z pozornie niedbałym wyglądem, rozwianymi, dłuższymi włosami oraz zarostem, a na dodatek surowym, irlandzkim akcentem był bardzo wiarygodnym rybakiem-samotnikiem. Umieszczenie tych dwojga, nie sugerując się ich dalszymi prywatnymi losami, okazało się trafnym wyborem. Być może, ba! Nawet prawie pewne jest to, że gra aktorska połączona jest tu z iskrzeniem pomiędzy nimi poza planem filmowym, co pozytywnie wpłynęło na relacje kreowanych przez nich bohaterów. Mówiąc o filmie nie sposób nie wspomnieć o wspaniałej muzyce islandzkiego muzyka Kjartana Sveinssona, znanego przede wszystkim z zespołu Sigur Ros, która fenomenalnie wpasowała się w atmosferę filmu. Także autor zdjęć, Christopher Doyle, zasługuje na pochwałę. Krajobrazy Irlandii (okolice Castletownbere oraz wysp Bere i Dursey) tworzą prawdziwie magiczny klimat. Zamglone widoki, wzburzone fale uderzające w wysokie klify. Wszystko to, wydawałoby się, skrywa niejedną tajemnicę. Słabą stroną tego przedsięwzięcia jest za to na pewno fabuła. Zbyt mało akcji, dramatyzmu. Niektóre sceny na siłę przeciągane, dialogi słabe. Warto jednak zwrócić uwagę na wątek z księdzem, który nadaje kolorytu bezbarwnym chwilami zdarzeniom.
Nie spodziewaj się dzieła wybitnego w światowej kinematografii. Jednak, jeśli oczekujesz współczesnej baśni, spowitej w ramy niezbyt burzliwego romansu, z nie tak banalnym zakończeniem, wychodząc z kina, będziesz zadowolona. Fani plotek i ploteczek na temat gwiazd także nie powinni być rozczarowani, śledząc początek niespotykanego związku hollywoodzkiego aktora z mało znaną na świecie Polką.
Iwona Kusiak
(iwona.kusiak@dlalejdis.pl)
Komentarze