Beata Pawlikowska - wojownik w ciele blondynki

Wojowniczka Beata Pawlikowska.
Beata Pawlikowska - najpopularniejsza polska podróżniczka, była żona równie popularnego Wojciecha Cejrowskiego, jest dziś szczęśliwą kobietą - świadomą własnej wartości.

Realizuje marzenia, jest pogodzona ze sobą i światem. Nie zawsze tak było. Od poczucia smutku, zagubienia i niezrozumienia uratowały ją głębokie pasje i wytrwałość w walce o spełnienie w życiu.

Marzyła o podróżach od czasu, kiedy była małą dziewczynką i dowiedziała się, że na świecie jest kilka kontynentów zamieszkałych przez ludzi o różnym kolorze skóry, posługujących się różnymi językami. Myślała o tym, jakby to było, gdyby to ona urodziła się w murzyńskiej czy chińskiej rodzinie. Była bohaterką wszystkich podróżniczych książek, które przeczytała. Posiadała swój własny świat wyobraźni, w którym przeżywała niesamowite przygody i była szczęśliwa.

Ważny moment w jej życiu to ten, w którym usłyszała po raz pierwszy piosenkę "Michelle" Paula McCartneya. W książce pt. "W dżungli życia" pisze o tej sytuacji: "(...) w jego głosie usłyszałam wszystko, o czym skrycie marzyłam: wolność, podróże, daleki świat, pasję tworzenia, sztukę, miłość. Coś się wtedy we mnie odmieniło. Nabrałam głęboko powietrza i poczułam, że nagle mogę oddychać.(...)." Wtedy też, aby zrozumieć, o czym śpiewa czterech twórczych młodzieńców, zaczęła uczyć się języka angielskiego.

Szkoła jej nie interesowała. Czuła, że traci w niej czas. Często wagarowała. Szła do fonoteki w Bibliotece Wojewódzkiej, siadała w fotelu i zanurzała się w świat muzyki. Słuchała: Beatlesów, Jean Michela Jarre'a, Elvisa Presleya i Dire Straits. Dźwięki dyktowały jej słowa, które umieszczała w swoich opowiadaniach i obrazy, które malowała na kartkach. Pasjom poświęcała każdą wolną chwilę. Liczba nieusprawiedliwionych godzin była zbyt duża. Beacie groziło usunięcie z liceum. Tak by się pewnie stało, gdyby nie jej wychowawca-artysta plastyk, Ryszard Dąbrowski. Nauczyciel usprawiedliwił wszystkie godziny wagarów.

Kilka miesięcy po odkryciu muzyki Beatlesów, Pawlikowska wygrała swój pierwszy konkurs literacki. Kiedy miała 20 lat wysłała swoją pierwszą powieść na ogólnopolski konkurs literacki pt."Moje miejsce" i dostała II nagrodę. Książka była czytana w odcinkach w III Programie Polskiego Radia. Kiedy miała 22 lata, Wojewódzki Urząd Kultury i Sztuki w Koszalinie przyznał jej nagrodę za całokształt twórczości i roczne stypendium twórcze. Dziennikarka pisma "Wybrzeże" Ryszarda Socha przeprowadziła z nią wywiad, w którym napisała: "Spełnienie dla Beaty Pawlikowskiej jest równoznaczne z prawdziwym sukcesem. A sukces to zrealizować siebie, iść konsekwentnie drogą, którą sobie wyznaczyła, stawać się coraz lepszą i lepszą. Lecz nie od kogoś innego, kogoś z otoczenia, tylko lepszą od samej siebie."

Beata Pawlikowska jest znana z prowadzenia audycji radiowych. Jej przygoda z mediami rozpoczęła się od współpracy z rozgłośnią Polskiego Radia w Koszalinie. Najpierw wymyśliła radiowy kurs języka angielskiego, a następnie prowadziła audycje muzyczne. Czuła się jednak uwiązana w komunistycznym kraju. Pragnęła wolności. Kiedy nadarzyła się okazja, wyjechała do Londynu. Tam znalazła pracę jako pokojówka w hotelu. Było ciężko. Hotel był rodzajem przechowalni dla najbiedniejszych Londyńczyków - na zasiłku, bezrobotnych, porzuconych matek z gromadką dzieci, staruszków, którzy oczekiwali na komunalne mieszkania. Nie dbali o miejsce, w którym zostali tymczasowo ulokowani. Bo i po co? Nie było przecież ich własnością ... Beata po kilku miesiącach straciła pracę. Znalazła następną. W barze, do którego na tanie posiłki przychodzili robotnicy z pobliskiej budowy i fabryki. Tam poznała Petera. Był w wieku około 40 lat i miał sztywną nogę. Spytał ją, czy nie chciałaby lżejszej i lepiej płatnej pracy. Przytaknęła. W biurze, w którym Beata mogła rozpocząć kolejny etap życia, "stało szerokie czerwone łóżko, na ścianach wisiały pęki rzemieni i skórzane buty". Nie przyjęła tej kuszącej oferty.

Nie zawsze była silną i szczęśliwą kobietą. Nie lubiła siebie. Czuła się samotna i nierozumiana. Często płakała. Z braku akceptacji siebie narodziło się kilka poważnych problemów. Kiedy wyjechała do Londynu, cierpiała na anoreksję. Powoli zaczęła jednak rozumieć, że jedzenie jest nie tylko potrzebne, aby przeżyć, ale może być także źródłem przyjemności. Niestety, z jednej skrajności popadła w następną. Zachorowała na bulimię. Na końcu jej pobytu w kosmopolitycznym mieście, które miało być spełnieniem jej marzeń, została zgwałcona. Po zabawie suto zakrapianej alkoholem poszła z nowo poznanym pisarzem, w którym ujrzała bratnią duszę, do jego domu... Beata, świadoma swojej łatwowierności, doświadczywszy bolesnej nauczki, niemalże w każdym przeprowadzonym z nią wywiadzie powtarza, że trzeba zawsze przewidywać konsekwencje swoich czynów.

Sięgała po alkohol. Czuła się po nim pewna siebie i to jej się bardzo podobało. Paliła papierosy, przeklinała, bo myślała, że to czyni z niej dorosłą. Potrzebowała akceptacji innych, miłości. Była szczęśliwa, kiedy ją chwalono. W pewnym momencie życia, jej rozpacz, samotność i brak wiary w poprawę egzystencji urosły do tego stopnia, że próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście uratowano ją. Zajęło jej to parę lat, aby zrozumiała, że najpierw to ona sama powinna siebie pokochać, a następnie oczekiwać tego od innych. W książce "W dżungli miłości" pisze: "Tajemnicą sukcesu w życiu, tajemnicą osobistego szczęścia i radości oraz tajemnicą szczęśliwego związku jest rozwój duchowy i praca nad sobą, czyli osiągnięcie silnej woli, pozbycie się lenistwa, chorobliwych obsesji oraz negatywnego nastawienia do świata i samego siebie".

Pierwszą podróż zagraniczną Beata wygrała w szkole, przechodząc kolejno egzaminy na szczeblu lokalnym, wojewódzkim i ogólnopolskim - z języka angielskiego i wiedzy społeczno - politycznej. Nagrodą była możliwość wyjazdu na zagraniczny OHP. Zupełnie nowy świat odkryła w miasteczku Monte San Biaggio, niedaleko Rzymu nad Morzem Tyrreńskim. Szczęśliwa, marzyła dalej o wielkich podróżach, ale posiadała już dodającą otuchy świadomość, że można je zrealizować.

Dzisiaj, w wieku 44 lat, była już w około czterdziestu krajach na kilku kontynentach. Najbardziej upodobała sobie puszczę w dorzeczu Amazonki. Zna bardzo dobrze świat Indian i potrafi żyć tak jak oni. Tam poznała, co oznacza bycie człowiekiem. Zrozumiała, że dorosłość to nie podążanie za pieniędzmi czy życie w rytm budzika. Odpowiedź na pytania, wątpliwości znalazła jednak we własnej duszy. Beata, jak twierdzi, nie podróżowała do dzikich puszczy, aby osiągnąć sławę: "Nie chodziło nigdy o wyczyn, ani chęć odniesienia sukcesu. Nawet wtedy, kiedy jako pierwsza kobieta przeszłam na piechotę najbardziej malaryczną dżunglę świata w przesmyku Darién. Kierowała mną tylko głęboka ciekawość, dążenie do poznania prawdy i rozumienia na czym naprawdę polega życie w tych dziewiczych zakątkach. Chciałam sprawdzić aż do samego dna, jak bardzo różny jest ten świat od cywilizacji europejskiej". Dopiero po dziesięciu latach podróżowania zaczęła pisać o świecie Indian. Była zdziwiona, ale jakże szczęśliwa, kiedy Andrzej Rosner z wydawnictwa Twój Styl, zechciał wydać jej pierwszą książkę "Blondynka w dżungli". "Blondynka śpiewa w Ukajali" wydało już natomiast legendarne National Geographic. Była to równocześnie pierwsza polska książka, która ukazała się w tym wydawnictwie.

Gdyby młodej - zagubionej Beacie powiedziano, że będzie podróżować, pisać książki, prowadzić audycje radiowe i programy telewizyjne, gdyby jej powiedziano, że będzie szczęśliwa, będzie dzielić się swoją wiedzą z innymi, nie uwierzyłaby. Była zwykłą dziewczyną, mieszkającą na ósmym piętrze wieżowca, nie posiadającą oszczędności ani bogatego wujka z Ameryki. Ale czy nie jest tak, że każdy z wielkich tego świata był kiedyś zwykłym chłopcem, albo zwykłą dziewczynką z marzeniami? Pasja pchała Beatę do przodu, była jej największym priorytetem. Dowiedziała się w pewnym momencie swojego życia, czego pragnie, poznała własną ścieżkę i nie zważając na przeciwności losu podążała nią. Każdy z nas taką posiada, zapewnia podróżniczka. Wystarczy ją odnaleźć.

Marlena Mrożek
(redakcja@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat