Nie trzeba być politykiem ani wojująca feministką, by stwierdzić taki stan rzeczy. Statystyki różnych badań rynku pracy w Polsce pokazują, że tak właśnie jest. Mimo tego, że potencjalnie bezrobocie nie jest już tak niskie, jak w samym środku niedawnego kryzysu, to i tak wśród kobiet jest wyższe, niż wśród mężczyzn.
Z czego to wynika? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jednym z głównych problemów kobiet w wieku reprodukcyjnym są ciąża i macierzyństwo. To nam właśnie, a nie mężczyznom, z reguły zostawia się wybór między karierą a dziećmi. Kobiety boją się mówić o planowanej ciąży i są pełne obaw, gdy w nią nieplanowanie zajdą. Zdarza się, że już na rozmowie kwalifikacyjnej są wypytywane o ilość posiadanych dzieci, ich wiek oraz planowanie następnej (lub pierwszej) ciąży. Pracodawca, który szuka kogoś „elastycznego” nie koniecznie chętnie zatrudni samotną matkę. Poza tym macierzyństwo może dla niego oznaczać konieczność zorganizowania urlopów, zastępstw. Kobiety z kolei często zostają w domu z dziećmi, bo wynika to z np. małej liczby przedszkoli i żłobków w okolicy. Jeśli jeszcze dajmy na to dziecko jest alergikiem lub ma innego typu chorobę wymagającą specjalistycznego żywienia bądź kompetentnego opiekuna – trudno się dziwić, że matka musi nieraz opiekować się nim sama.
Kolejnym problemem jest powrót do pracy. Bardzo rzadko młoda mama może mieć zapewniony czas na karmienie, bądź możliwość wcześniejszego wyjścia. Poza tym kobiety generalnie mniej zarabiają. Dlatego też zostają w domu i pozwalają, by ich mężowie utrzymywali rodzinę. Skalę w różnicy zarobków można również zobaczyć w rozmaitych statystykach i dotyczy ona całego kraju. Mimo tego, że jesteśmy często lepiej wykształcone, bardziej pracowite, rzadziej się nas zatrudnia. Prostym przykładem na podjęcie wątku kobiet robiących karierę (przynajmniej w jakimś hierarchicznym systemie) jest to, jak bardzo nie lubimy mieć kobiety – szefa. Kobiety są bardziej chimeryczne, nie umieją rządzić zespołem, są kłótliwe. To z opinii potocznych. Przełożeni też często niechętnie pozwalają na to, by dać się sprawdzić szefowym. Znane jest określenie tzw. szklanego sufitu, kiedy przeszkodą w awansie (społecznym lub zawodowym) jest właśnie np. płeć mimo spełnianych innych kompetencji. Sama znam przypadek kierowniczki w jednej z dużych ogólnopolskich firm, która awansowała po kilku czy kilkunastu miesiącach starań na dyrektora oddziału dopiero po tym, jak wszyscy inni menadżerowie (mężczyźni) o tych samych lub niższych kompetencjach odmówili. Wynikało to także z tego, że sytuacja była bardzo krytyczna i wymagała ostrych posunięć. Ogromna odpowiedzialność oraz możliwa krytyka ze strony innych współpracowników powodowała, że nie wszyscy chcieli ją przejąć.
Inna grupę stanowią kobiety, które mają już dorosłe i odchowane dzieci. Dla nich przeszkodą często jest właśnie.. wiek oraz co za tym idzie, nie zawsze najlepszy wygląd. Pracodawcy z reguły szukają młodych, pięknych i aktywnych. Nie każda pani po pięćdziesiątce jest osobą z zadbana cerą i figurą, w dodatku modnie ubraną. A także elokwentną, kompetentną. Jeśli jeszcze dodamy do tego braki w wykształceniu, to nie powinno dziwić wysokie bezrobocie w grupie kobiet powyżej 55 roku życia. Często dla takich osób nie ma praktycznie ofert pracy lub jest ich bardzo mało. Ta sytuacja wpływa z kolei na szybkie zniechęcanie się do długiego szukania pracy, bądź podejmowaniu działań w kierunku zmiany zawodu lub znalezienia dla siebie kompletnie innego miejsca pracy niż dotychczas. Dlatego też te Polki szybko poddają się niemocy i podobnie jak młodsze matki, w miarę możliwości, wolą zostawać w domu.
Postulaty, które można by wprowadzić w życie na rynku pracy dla kobiet, mogłyby być następujące. Zwiększenie zatrudnienia kobiet oraz wprowadzanie ich do zarządów firm. Następnie i rządowe, i firmowe ułatwienia dla kobiet będących w ciąży oraz matek tak, by mogły spokojnie zaplanować swój powrót do pracy. Uwzględnienie tego, że ojcowie również mogą oficjalnie brać urlop lub wolne ,by opiekować się dziećmi. Kampanie zajmujące się problemami tego typu czasem są obecne na rynku mediów. Ciągle jednak za mało i my kobiety jesteśmy świadome swoich praw, i pracodawcy nie zawsze wykazują entuzjazm wobec wspomnianych zjawisk jak ciąża lub bezrobocie w wieku pięćdziesiąt plus. Nawiązując do wyborów samorządowych, można więc stwierdzić, że z jednej strony parytety na listach wyborczych partii nie dla każdego wydają się być dobrym pomysłem. Jest to jednak kolejny przykład na to, że jesteśmy mniej obecne wszędzie, a także w całym życiu politycznym. I nie mamy wpływu na to, jakie decyzje podejmuje się, by właśnie np. zapewnić łatwiejszy okres przejściowy z macierzyńskiego. Poza tym często nasze wychowanie – lub to jak nas wychowano – powoduje, że boimy się sięgać po to, co nam się podoba, nawet jeśli jest odległe i pozornie abstrakcyjne. Oczywiście, wiele młodych kobiet, które dorastały już w całkowitej demokracji, MTV i możliwości międzynarodowych wymian studenckich, nie zna tego lęku. Tak samo jednak wiele naszych matek lub znajomych boryka się z bezrobociem i ciągłym poczuciem, że jest się już na wszystko za starą. Warto byłoby to zmienić. Nie tylko dla nas, naszych dzieci, ale i dla naszych wnuków.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Komentarze