Wygłodniały Łukasz
Fotograf artystyczny, gaduła, mężczyzna stroniący od kuchni i "nieszkodliwy wariat" - jak sam siebie określa. Zdaje sobie sprawę, że kiepsko gotuje, a jego goście zazwyczaj wychodzą głodni. Do programu zgłosił się wywołując u swej żony szok i prawdopodobnie tylko po to, by zakosztować kulinarnych wynalazków innych osób. Na swej kolacji zaprezentował Sałatkę filipińską, Uszy Italii oraz Wstrząśniętego i zimnego. Przystawka rozczarowała gości swym "niedopasowaniem pogodowym", jako że powinna być ciepła i ogrzewająca, a była raczej orzeźwiająca i mdła. Obiad składał się z zakupionego w sklepie, a do tego niedogotowanego tortellini. Deser natomiast był bliżej nieokreśloną płynną breją, w której można było zamoczyć smętnie zalegającego na brzegu pucharka biszkopcika, oczywiście kupnego. W ramach atrakcji Łukasz przygotował dla gości małą sesję zdjęciową, wręczając każdemu przy wyjściu gotową już fotografię na papierze. Nie wszystkim się spodobała, ale przynajmniej będą mieli pamiątkę. Jedyną rzeczą, jaka uratowała całość przyjęcia, były własnej produkcji soki owocowo-warzywne, podane jako starter, jeszcze przed przystawką. To dzięki nim gospodarz zgarnął 17 punktów. Bez nich byłoby dużo, dużo gorzej.
Wybredna Aleksandra
Drugą gospodynią była absolwentka hotelarstwa, dziś prowadząca z mężem firmę paintballową, a do tego wychowująca dwuletnią córeczkę. "Przebojowa, wrażliwa, niecierpliwa" - jak sama siebie scharakteryzowała. Mieszkanie, w których przyjęła gości, wyglądało bardzo surowo i przypominało gościom produkt katalogowy. Gabriela uznała nawet, że może rodzina Aleksandry jest dopiero w fazie wprowadzania się. Jakby nie było, gospodyni z pewnością zdążyła się już zadomowić w kuchni. Tego wieczoru przyrządziła Faszerowanego Sycylijczyka, Pstrąga w krzakach i Na jagodach. Goście zjedli wszystko co do ostatniego okruszka, jako że potrawy były bardzo smaczne, a brzuchu przybyszy puste i rządne wypełnienia po atrakcji, jaką stanowiła długa gra w paintballa. Gospodyni za te wszystkie dobrodziejstwa otrzymała 24 punkty, choć powinna dostać więcej, ale niesprawiedliwa Gabriela przyznała jej tylko 6, tak samo jak Łukaszowi, który gotować nie umiał. Nieładnie, oj, nieładnie!
Militarny Rafał
Mężczyzna przez wielkie M, a przynajmniej na takiego się stylizujący, właściciel muzeum z militariami oraz pasjonat historii pojazdów. Po swych gości podjechał "militaxi", czyli czołgiem, którym obwoził ich przez długi czas po mieście, pozwalając zmarznąć i zgłodnieć. Później zaserwował ciepłe posiłki, które w takiej sytuacji nie mogły zostać źle ocenione. Złoto dla zuchwałych, Tylko dla orłów oraz Imperium słońca przypadły gościom do gustów, leniwie roztaczając swe ciepło po ich żołądkach. Ponadto serwował je nie sam gospodarz, ale przystojny żołnierz Mateusz, który z rozkazu Rafała robił tego wieczoru za kamerdynera. I żal mi tylko było, że musiał biedak stać w kącie i patrzeć, jak cała czwórka jadła i komentowała, że smaczne. Gościom najwyraźniej fakt ów nie przeszkadzał, gdyż całość wieczoru ocenili na 24 punkty, dzięki czemu gospodarz zremisował ze swą poprzedniczką, oczywiście jeszcze o tym nie wiedząc.
Stylowa Gabriela
Z wykształcenia tłumaczka języka włoskiego, wielokrotnie we Włoszech będąca, dziś jednak zajmująca się projektowaniem wnętrz. Nie! "Projektowaniem, stylizowaniem i fotografowaniem do magazynów branżowych", jak sama podkreśliła. Uff. Dla gości przygotowała włosko-nie-włoskie menu, jako że niby wywodzące się z Italii, a jednak dość swobodnie potraktowane i autorsko przerobione. Ostatecznie wyszło na to, iż Do trzech razy sztuka, Racja bytu oraz Sedno sprawy mogłyby zostać przez Gabrielę opatentowane, jako że wyszły z niej samej. Ponadto dla gości przygotowała przedobiednią atrakcję, jaką była wędrówka po domu w celu znalezienia wskazówek i odgadnięcia, czym się zajmuje. Znaleźli, odgadli, ucieszyli się. Gabrieli przyznali łącznie 24 punkty, przez co strzelili sobie w kolana, musząc podzielić i tak niepełną już nagrodę. Na koniec dorzucę jeszcze, że ostatnia gospodyni miała cudowną, uroczą i niecodzienną, różową lodówkę. Jeśli będzie się wyprowadzała zostawiając sprzęt na miejscu, o czym zresztą wspominała, z chęcią przyjmę różowe cudo pod swoje skrzydła. Całą resztą możecie się podzielić.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze